Obiecaliśmy wrócić do perełki Dolnego Śląska, a niektórzy mówią... i Polski, czyli romańskiego kościoła z XIII wieku w Lubiechowej. Naprawdę warto zboczyć 10 km z drogi Świerzawa - Jelenia Góra, aby zobaczyć unikalne malowidła (nawet w skali europejskiej), kościół właścicieli wsi i nowo wybudowany pałac (powstał jak Feniks z popiołów).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Byliśmy tu w styczniu 2025 roku, ale wnętrze tej świątyni było zamknięte na cztery spusty (i łańcuch z solidną kłódką). Niestety, zabytkowego kościoła - z takimi malowidłami romańskimi - nie można zwiedzać... jeszcze. Ale przed mszą św. w niedzielę (godz. 10.30 a nie 10.45 jak w internecie na stronie parafii) można załapać się na krótką sesję zdjęciową. Uprzedzamy, że w przypadku złej pogody światło zastane w kościele jest słabe dla fotografa amatora, a lampa błyskowa nie wchodzi w rachubę (przy włączonym oświetleniu trzeba zmieniać balans bieli).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Dlaczego nas zainteresował ten mały kościół?
Cóż, w środku są unikatowe malowidła, co najmniej dwóch, a może więcej malarzy krążących po Dolnym Śląsku (w owym okresie) za chlebem i pracą. Dostali ją. Jednak dopiero w latach 70. ubiegłego wieku odkryto te malowidła ukryte pod warstwą tynku.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Jeśli już mówimy o tynku, to jedna z bardzo wykształconych mieszkanek Lubiechowej, pani Magda, powiedziała nam, iż tynki zewnętrzne (które aktualnie poddano renowacji) mogą mieć wartość większą niż malowidła w środku kościoła. Nie są to arcydzieła na miarę Willmanna, choćby w klasztorze w Lubiążu czy w sanktuarium w Krzeszowie.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ monstrualnych rozmiarów św. Krzysztof - malowidło pokazuje św. Krzysztofa z dzieckiem na rękach. Mityczny Krzysztof pochodzący z Azji Mniejszej miał mieć gigantyczny wzrost około 4 metrów! Ten bohater z mitów, podań i legend zapadł się na dno rzeki pod ciężarem niesionego na ramionach dziecka, które oznajmiło mu w tej krytycznej chwili: "Dźwigasz cały świat, gdyż ja jestem ten, któremu służysz pomagając innym".
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
To warto zobaczyć
Cóż nie dyskutujemy z tą opinią, ale przy okazji dowiedzieliśmy się o kilku szczegółach nie publikowanych w sieci czy historyków Kościoła. Chodzi tu głównie o organy, które nadal grają, zachwycają bogatą snycerką prospektu organowego i dawnym brzmieniem. Pochodzą z 1769 roku i zostały wykonane przez znanego organmistrza Jahanna Meinerta z Wlenia. Czy będą odrestaurowywane nie wiemy, gdyż całe fundusze przeznaczono na remont świątyni z zewnątrz.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / "Ostatnia Wieczerza"
Jeden z cenniejszych ołtarzy bocznych „Ostatnia Wieczerza” został poddany renowacji, ale podobnie jak organy został przeniesiony do kościoła - z pobliskiej świątyni ewangelickiej - podobno czynnej do dziś w tej wsi (ale w zaadaptowanej na mieszkania stodole).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Ołtarz główny, a dokładniej obraz pędzla Tobiasza Schesballa z pobliskiej Jeleniej Góry (został namalowany w 1613 roku). Jego tzw. nadstawka „Ukrzyżowanie Jezusa” całkiem niedawno powróciła z wrocławskiej pracownie restauracji dzieł sztuki.
Sam kościół pw. św. Piotra i Pawła jest orientowany i obecnie ma zamocowane rusztowania na zewnątrz. W środku, gdyby nie malowidła, dość skromnie, by nie powiedzieć ascetycznie. Prezbiterium z ołtarzem głównym na wschodzie, zakrystia po przeciwnej stronie... na zachodzie. W środku nie ma ogrzewania (przynajmniej takiego nie widzieliśmy), zaś grube mury mają ślady wilgoci.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Oczywiście jest system p.poż. i monitoring (wewnątrz i zewnątrz), a szczelne kraty oplatające wejście do kościoła mają swoją moc. Posadzka w kościele jest wylana specjalną zaprawą (bez płytek ceramicznych czy desek). Ksiądz, który obsługuje kilka kościołów w parafii Świerzawa ma ograniczony czas nie tylko na mszę świętą, ale także na przemieszczanie się do kolejnego kościoła.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / mur okalający z ciosów kamiennych w b. dobrym stanie (najprawdopodobniej XV w.), z tyłu luksusowy hotel...
We wsi wszyscy się znają, a goście (i wierni) to mieszkańcy pobliskiego pałacu przemienionego na luksusowy hotel. Jeśli chodzi o miejsca parkingowe, to także nie ma problemu. Okazuje się, iż proboszcz potrafi zorganizować wszystko jak należy, prezydent miasta (czy burmistrz)... niekoniecznie.
Kolejna ważna sprawa w tej świątyni to nagłośnienie, jest rewelacyjne a sprzęt nagłaśniający i akustyka wnętrza mogłaby posłużyć np. podczas koncertu fortepianowego (organy... niestety nie dają najlepszych dźwięków).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Malowidła ścienne przedstawiające niemal całą historię stworzenia świata, główne grzechy główne (w tym obżarstwo), stworzenie Adama i Ewy czy wygnanie z raju już po naszym rekonesansie w Lubiechowej.
Malowidła w kościele filialnym pw. św. Piotra i Pawła z XIII w.
Powiedzieliśmy wcześniej, że jak dotąd mówi się o dwóch artystach krążących po Dolnym Śląsku za chlebem. Tymczasem mogło być ich więcej. Prawdopodobnie temat ten zostanie ponownie przebadany w najbliższych badaniach tego zabytku. To są drogie prace, dotąd zabrakło pieniędzy na dalsze badania, ale Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego znalazło pieniądze („Program ochrona zabytków”).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ św. Jerzy walczy ze smokiem...
Nie chcemy przepisywać już istniejących opisów dot. tych malowideł, ale zwrócimy uwagę na najważniejsze. Oczywiście są tacy, co powiedzą, że wszystkie są ważne z czym powinniśmy się zgodzić.
Największe wrażenie na nas wywołał św. Krzysztof z Dzieciątkiem Jezus widoczny już przy wejściu na ścianie północnej kościoła. Ten jeszcze bardziej znany np. z kościoła św. Piotra i Pawła w Wilnie jest zupełnie inny, ale także sporych rozmiarów. Przypomnijmy, że św. Krzysztof jest patronem litewskiej stolicy od 1330 roku.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ oryginalna, zabytkowa chrzcielnica z 1594 roku...
Znawcy tematy twierdzą, że malowidła w Lubiechowej są wybitnym przykładem średniowiecznego malarstwa śląskiego, nasiąkniętego wpływami czeskich, polskich i niemieckich artystów.
Malowidła w tym średniowiecznym kościele w Lubiechowej, zostały odkryte dopiero w 1968 r. i stopniowo rekonstruowane do 1979 r. Na tę chwilę najstarsze malowidła w tej świątyni datowane są na 4. ćw. XIV w., zaś „młodsze” (malowane przez mniej wprawnego artystę) pochodzą z 2. ćw. XV w.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Prof. Alicja Karłowska-Kamzowa, w swojej książce pt.: Malarstwo Śląskie 1250-1450. dowodzi, że np. postacie św. Krzysztofa czy św. Jerzego walczącego ze smokiem, występują w kilku innych kościołach na Śląsku, co może wskazywać, iż wykonał je ten sam artysta. Dotykając głębiej tematu można też się zgodzić lub mieć odmienne zdanie, iż te unikalne malowidła (freski) nie są arcydziełami na skalę takich mistrzów Dolnego Śląska jak Michael Willmann czy Ferdynand Maksymilian Brokoff; aczkolwiek to dwie różne epoki, inne środki malarskie, skromna technika.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Kościół w Lubiechowej nie jest jedynym przykładem takich unikalnych polichromii (fresków), zarówno pod względem rozplanowania w przestrzeni (na białych ścianach kościoła), techniki, doboru tematów religijnych czy formy. Gwoli ścisłość malowidła w Lubiechowej są wykonane temperą.*
*/ W średniowieczu malowano temperą, ponieważ była łatwo dostępna: żółtko jajka i dodatek pigmentów. W efekcie uzyskiwano intensywne i dość trwałe kolory, a szybkie schnięcie miało dodatkową zaletę... malowania na deskach. Tempera była mocno rozpowszechniona aż do XV wieku.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Kościół św. Piotra i Pawła od środka
Kościół św. Piotra i Pawła wzniesiono w latach 1260-1270 w stylu późnoromańskim. Do dziś zachowały się okna półkoliste i ostrołukowe, płyty nagrobne przedstawiające członków rodu von Zedlitz (te w środku były inkrustowane), właścicieli wsi Lubiechowa czy charakterystyczna wieża.
Słów kilka o malowidłach
Najstarsze malowidła, w dość dobrym stanie, znajdują się na płn. ścianie prezbiterium, to: „Walka św. Jerzego ze smokiem” i „Pokłon Trzech Króli”. Oczywiście z malowidłem tym są ciekawe legendy np. o księżniczce ofiarowanej bestii (smokowi), ale czytelnik może zgłębić wiedzę w wielu dostępnych opracowaniach.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Zdaniem kilku autorów opracowania o tym zabytkowym kościele, kolejne malowidła pochodzą z dalszego okresu historii – niestety – emanują brakami warsztatu.
Na ścianę północnej (przęsło wschodnie), mamy klasykę, tj. Stworzenie Świata, w tym stworzenie Adama i Ewy, początek grzechu pierworodnego, wreszcie wygnanie z raju.
Na sklepieniu prezbiterium mamy temat Sądu Ostatecznego – Apokalipsy ( w tym nawiązanie do Księgi Objawień).
Zachodnia ściana i jej sklepienie to symbole czterech ewangelistów (wół, lew, uskrzydlony młodzieniec, orzeł), dodatkowo namalowano popiersia dwóch proroków. Dotąd w naszym opowiadaniu było niebo, teraz ciemna strona historii świata. Na ścianie południowej piekło, z diabłami pilnującymi swojego podziemia.
fot. prof. Alicja Karłowska-Kamzowa
Dla ciekawskich, agnostyków, gości, z całą pewnością będzie interesujące malowidło przedstawiające obżartusa podtrzymującego własny brzuch na... taczce. Przypomnijmy, że w chrześcijaństwie łakomstwo jest jednym z siedmiu grzechów głównych.
Na koniec podsumowanie. Warto zobaczyć niemal całą historię Stworzenia Świata, posłuchać wykładu przewodnika (nie jest to jednak takie proste), porozmawiać z panią opiekującą się tym kościołem. Jeśli uda się Wam dotrzeć tu na niedzielną mszę św. przed godz. 11.30 (lub zaraz po mszy św.) ma się czas na krótką sesję zdjęciową. Pani kościelna nie robi problemu, służy wartkim przekazem dot. wyposażenia kościoła, nie prosząc przy tym o jakiekolwiek datki. Kościół, jak powiedzieliśmy jest skromny, a przyniesione kwiaty z pewnością zostaną umieszczone w kadrach Nikonów, Canonów czy Sony (choćby podczas ceremonii ślubnych).
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Jeśli macie chęć tuż obok jest pałac z XVIII wieku, odbudowany niemal od podstaw i zaadaptowany na hotel, luksusowy hotel. Ponadto, poszukiwacze skarbów mogą zamienić się w eksploratorów - w Lubiechowej, na Pogórzu Kaczawskim, można znaleźć takie minerały jak: agaty, ametysty, kwarc dymny i mleczny, kalcyt, a nawet baryt i zeolity.
Z tyły za pałacem jest stary, zniszczony dwór utrzymujący się tylko dzięki mocnym splotom bluszczu, z tajemniczymi piwnicami i podcieniami. Pałac wraz z wykwintną restauracją niemal zawsze ma komplet gości. Jeśli chcecie nieco taniej spędzisz szalone chwile, pozbyć się uciążliwego jazgotu wielkich miast śmiało możecie zamówić wizytę w dwóch gospodarstwach agroturystycznych: Aronia Park Lubiechowa lub Rancho Okole.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Wieś Lubiechowa
Pierwsza wzmianka o Lubiechowej pochodzi z 1305 r. Najprawdopodobniej już wtedy Istniał tu zamek myśliwski księcia jaworskiego Henryka I. Jeśli puścimy wodze fantazji, to warto wspomnieć, że podobny zamek (po odbudowie) istnieje na Wzgórzu Grodna pomiędzy Staniszowem, Sosnówką i Marczycami. Problem w tym, że ten zameczek kazał wybudować ks. von Reuss (kilka wieków później).
Lubiechowa przechodziła z rąk do rak, ale najdłużej należała do rodu von Zedlitz. W poł. XVIII w. wieś kupił baron Kaspar Otto von Zedlitz, wnuk Kaspara von Zedlitz z Podgórek. Pałac (obecnie pięknie odrestaurowany) miał być rodową siedzibą rodziny. W 1786 r. Lubiechowa należała do kolejnego członka rodziny Kaspara Conrada von Zedlitz; jego herb znajduje się na jednym z domów (tuż przy dawnym kościele ewangelickim).
Wieś była dobrze zarządzana, były tu dwa kościoły, dwie szkoły, plebania, pałac, 4 folwarki, aż trzy młyny wodne, a nawet wiatrak. Od XVI do XIX w. Zedlitzowie z Podgórek byli (z krótkimi przerwami) właścicielami Lubiechowej.
W 1825 r. baron Caspar Conrad Gottlieb von Zedlitz sprzedał dziedziczne posiadłości niejakiemu von Bülow, radcy stanu. Nowy właściciel rozpoczął przebudowę pałacu w stylu klasycystycznym, dodając boczne skrzydła, sprowadzając do parku ciekawe rośliny i drzewa. Początkowo był zauroczony tym miejscem, ale już w 1837 r. sprzedał majątek księciu Adamowi Czartoryskiemu właścicielowi Ciszycy k. Kowar. Cztery kata później Czartoryski pozbył się dóbr na rzecz radcy Carla Gustava Ernsta von Küster. Radca przekształć posiadłość ( w 1853 r.) w majorat dla syna. Młody i bogaty pan (w stopniu ppor.) na Lubiechowej wciągnął się nawet w polityczne układy i pełnił od 1870 r. funkcję deputowanego powiatu. Tuż przed końcem II wojny światowej nowym właścicielem majątku został dr Ferdinand hrabia von Magnus - Eckersdorf, źródła nie podają jednak czy pozostał, czy wybrał przeprowadzkę do Niemiec.
- przeczytaj:
redakcja autoflesz.com
Źródło: prof. Alicja Karłowska-Kamzowa, "Malarstwo Śląskie 1250-1450".
dzikiesudety.blogspot.com