Piszemy często i dość dużo o Dolnym Śląsku, a szczególnie o rzekomych skarbach ukrytych tu przez Niemców. Do końca wierzyli, że te tereny i Góry Sowie, na zawsze pozostaną w granicach III Rzeszy. Niestety podział wojennych łupów, Jałta, a tak naprawdę już konferencja w Teheranie nagrodziła zwycięzców: Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię, a przede wszystkim ZSRR. Dziś jednak chcielibyśmy porozmawiać o wspomnianych skarbach, zwłaszcza w kontekście dobrego artykułu red. Katarzyny Kaczorowskiej , „Panorama”.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / podziemne sztolnie kompleksu RISE, "Włodarz"
„Złoty pociąg” - promocja Wałbrzycha
Wszyscy lub prawie wszyscy żyli nadzieją odnalezienia „Złotego pociągu” na 65 km linii kolejowej do Wałbrzycha. Dziś wiemy, poszukiwacze Andreas Richter i Piotr Koper poddali się, to co miało być tunelem pancernego pociągu, w rzeczy samej było... tunelem widmo. Struktura skał, iłów, skamielin wprowadziła w błąd odkrywców, rację zatem mieli naukowcy z AGH w Krakowie, którzy po wykonaniu ekspertyz powiedzieli: "(...) żadnego tunelu i pociągu w tym miejscu nie ma".
Trzeba jednak otwarcie powiedzieć, nazywanie tego wojennego łupu złotym pociągiem od samego początku było błędem, naukowcy powiedzieli wyraźnie, że co najwyżej można to ewentualne znalezisko nazwać pociągiem pancernym.
Prawdą też jest, że takich pociągów, zwłaszcza u podnóża „Zamku Książ” czy Góry Sobieszów może być więcej, o czym informowaliśmy w naszych redakcyjnych opracowaniach. Jednym słowem tajemnica „Złotego pociągu” k.Piechowic nadal rozpala namiętności odkrywców, eksploratorów czy naśladowców Richtera i Kopera.
Niezależnie od fiaska, co do wydobycia pancernego pociągu medialnie zyskał sam Wałbrzych. Teraz wiedzą o tym mieście w Stanach Zjednoczonych, Japonii, a przede wszystkim Niemczech i Izraelu. I to za darmo!
Wróćmy jednak do wspominanego artykułu red. Kaczorowskiej. Wrocław (niem. Breslau), a dokładniej Twierdza Wrocław (niem. Festung Breslau, ogłoszona w sierpniu 1944 roku) była ważną stacją przesiadkową do której przewożono kosztowności (złoto, precjoza, dzieła sztuk, drogocenne obrazy) z Generalnej Guberni, ale nie tylko. Dość śmiało mówi się także o kosztownościach i złocie samego Ericha Kocha, gauleitera Prus (stopień polityczny, naczelnik okręgu), a nawet wagonach Geöringa z Prus Wschodnich. Prosimy nie mylić tego faktu z pociągiem (a później statkiem) wywożącym złoto z Banku Polskiego do Rumunii w 1939 roku.
Nadal sporo tajemnic skrywa sam „Zamek Książ”, który zdaniem miejscowych przewodników (prosili o niepublikowanie nazwisk) jest uśpioną złotą skrzynką, a dokładniej co najmniej 27 skrzyń, których jeden człowiek nie mógł nawet podnieść - chyba że był Dominatorem, jak Mariusz Pudzianowski (w okresie swojej największej sławy). Najprawdopodobniej pozostawieni tu autohtoni, jak np. słynny hauptmann Klose, to w rzeczywistości strażnicy niemieckich skarbów. Dziś mają już sędziwe lata (lub zmarli), ale pozostawili na tym niemałym skrawku Dolnego Śląska swoich następców - dzieci.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Zamek Książ, tajemniczy, nadal nieodkryty w głębokim pasie podzamcza...
Nie wszyscy bowiem wiedzą, że słynny obiekt RIESE (niem. Olbrzym) w skład którego wchodzi Zamek Książ, a także kompleksy Soboń, Włodarz, Jugowice Górne, Rzeczka, Sokolec - to w rzeczywistości militarne kompleksy. Problem w tym, że nikt z polskich odkrywców nie wie, jakie przeznaczenie miały gigantyczne korytarze sztolni wykutych w litej skale przez więźniów z obozu Gross Rosen i jego wielu filii (w tym Rogoźnicy). Dziś można jedynie domniemywać, że Hitler wraz ze swoją świtą miał tu mieć schronienie przed atakami powietrznymi Aliantów, niewykluczone – także atomowymi. Ostatnie badania i wysuwane na nich podstawie hipotezy wskazują, że naczelny wódz wierzył do końca w cudowną broń "Wunderwaffe. Nie chodziło bynajmniej o rakiety V1 i V2 czy odrzutowe myśliwce (Messerschmitt Me 262). Niemieccy naukowcy nie tylko prowadzili końcowe prace nad bombą atomową, ale na przełomie 1944/1945 roku przeprowadzili, co najmniej, dwa kontrolowane wybuchy (z użyciem żywych ludzi - jeńców). Nie wiadomo jednak, jak potoczyłyby się dalsze działania wojenne, gdyby Niemcy użyli tej cudownej broni.
W Górach Sowich, w podziemnych katakumbach, pobliskich sztolniach (Kowary, Janowice) wydobywali rudę uranową, produkowali też na wielka skalę ciężką wodę, podobno ciągle brakowało środków przenoszenia. Ostatnie badania wskazują też na kolejne fakty dot. broni kosmicznej, a dokładniej akceleratora plazmowego czy obiektów pionowego startu z silnikiem antygrawitacyjnym (ruiny instalacji w Ludwikowicach Kłodzkich). Czy właśnie do tego potrzebny był kompleks RIESE?
Wróćmy jednak do skarbów o których pisze red. Kaczorowska
Temat ten jest nie tylko interesujący, ale także ważny z punktu widzenia ofiar, którym zrabowano dorobek całego życia. Dużo mówi się na temat dra Günthera Grundmanna, konserwatora zabytków, historyka sztuki, pisarza, który był na tych terenach do końca działań wojennych. To z jego inicjatywy powstały tzw. skrytki, które rozlokowano wg słynnej Listy Grundmanna. Do dziś rozpisują się na ten temat naukowcy, w tym prof. Jan Zachwatowicz (generalny konserwator zabytków w latach 1945-1957) czy prof. Stanisław Lorentz. Co więcej, jeszcze przed upadkiem III Rzeszy, a wkroczeniem Armii Czerwonej, specjalna grupa pd kierunkiem tego ostatniego profesora miała za zadanie przejąć zrabowane przez Niemców skarby. Niestety, nie udało się to w pełni, gdyż sowieci byli nie tylko szybsi w destrukcyjnym dziele, ale także niszczyli to czego nie udało się przewieźć do ZSRR. Tak ograbiono Zamek Książ, bajkowy Zamek Moszna czy wiele innych pałaców na terenie Dolnego Śląska (Zamek Karpniki, Pałac Staniszów, Pałac Wojanów, Świdnica, Pałac Schafgotszów w Cieplicach, pałac w Bukowcu i wiele, wiele innych).
Pod koniec życia dr Grundmann ujawnił wiele skrytek, które nadal są na Dolnym Śląsku, należy jednak sądzić, iż co najmniej setka innych nie została dopisana do jego słynnej Listy. Warto też zauważyć, że Niemcy bardzo skrupulatnie prowadzili księgi magazynowe, niestety nikt z obecnie żyjących nie chce się do nich przyznać. Wiemy natomiast z opracowań Bogusława Wołoszańskiego, jak również nadal żyjących świadków, pełnomocników (w tym dra Mirosława Figla b. pełnomocnika wojewody dolnośląskiego ds. poszukiwań ukrytych skarbów), o listach i miejscach do których dotarli polscy naukowcy z grupy prof. Lorentza. Chodzi tu gównie o Sichów k.Jawora, rezydencji rodowej barona Manfreda von Richthofena, gdzie ukryto (z dużym prawdopodobieństwem) obrazy Leonarda da Vinci, Rembrandta, Brugela czy Rubensa.
Jeszcze głośniej jest o skarbach, podobno ukrytych w górze Wielisławka k. Złotoryi. To właśnie tu, ponownie stykamy się z kpt. Herbertem Klose, strażnikiem tego obiektu. Wywiad z nim kilka lat temu przeprowadzali dziennikarze z TVP Wrocław, ale sprytny (choć sędziwy) staruszek wszystkiemu zaprzeczył. Chodziło wtedy o transport pociągu z Twierdzy Breslau, który zaginął, jak statki w słynnym Trójkącie Bermudzkim... Hipotez co do ukrycia złota Wrocławia jest więcej, ale przy obecnym stanie wiedzy nie można wykluczyć nawet tych najbardziej nieprawdopodobnych (Śnieżka, Wielisławka, Grodziec, a nawet Czocha).
"Złoty pociąg" - naszym zdaniem nie tylko jeden... istnieje
Wielokrotnie opisywaliśmy też hipotezy zaginięcia "Bursztynowej Komnaty”, ślady zawsze prowadziły do Zamku Książ, który nigdy nie został zbombardowany przez Aliantów. Później dość głośno było o Mamerkach, ale efekt ten sam co na 65 kilometrze trasy kolejowej do Wałbrzycha. Spore nadzieje wiązano też z Erikiem Kochem, b. gauleiterem Prus Wschodnich osadzonym w Barczewie, niestety nie wyjawił miejsca ukrycia skarbu do końca swoich dni (miał w zamian propozycję nie do odrzucenia od samego Józefa Cyrankiewicza, † 1986 r.). Cicho, bardzo cicho natomiast jest o kolekcji pereł słynnej ks.Daisy, ostatniej właścicielki Zamku Książ. Dotąd bezcennego naszyjnika czarnych pereł nie znaleziono, a przy ekshumacji jej grobu (w poszukiwaniu pereł) sowieci dokonali profanacji zwłok.
Jedną z nadal nieodkrytych tajemnic jest wspominany na początku „Złoty pociąg”. 20 stycznia 1945 roku w rozkazie gauleitera Dolnego Ślaska Karla Hankego nakazano ewakuację pozostałej ludności: niemieckiej polskiej, a także żydowskiej. Wszystkie drogocenne przedmioty, w tym sztabki złota, nakazano zdeponować we wrocławskim banku. Ofensywa sowiecka była tuż-tuż...
fot. Zamek Karpniki / lokowanie, jak i założenie tego cudnie odrestaurowanego zamku posiada wszystkie cechy Zakonu Templariuszy. Jednak o skarbach, podziemnych przejściach, skrytkach Grundmanna niewiele znajdziemy w literaturze...
Rosjanie okrążyli pierścieniem miasto już 16 lutego, a ostatni transport zdeponowanych kosztowności wyruszył najprawdopodobniej 17 lutego pociągiem w nieznanym kierunku. Przewodnicy mówią jednak o dwóch pociągach, jeden miał dotrzeć do bocznicy przy Zamku Książ, drugi to właśnie wspomniany „Złoty pociąg” w kierunku Sobieszowa/Piechowic i zbocza góry Sobiesz. Jednak świadkowie, przy kuflu piwa, podają że taki transport miał miejsce, ale w listopadzie 1944 roku. Byliśmy tam kilka lat temu zimą, ale samo ukrycie pociągu – jeśli faktycznie miało miejsce - nie było łatwą operacją logistyczną. Jednak znając niemiecki porządek, zaangażowanie grup specjalnych SS, w tym osób odpowiedzialnych za ten szczególny transport (wspomniany już hauptmann Klose oraz standartenführer SS Egon Ollenhauer) - wręcz priorytetową.
Rozpoznanie terenu, jakie zrobiliśmy, zwłaszcza poprowadzenie szyn z bocznicy stacji Piechowice (niem. Petersdorf) było wręcz karkołomne, z uwagi na pobliską rzekę Kamienna i miejscowych obserwatorów. Łatwiej było więc przewieźć taki transport np. samochodami ciężarowymi i ukryć skrzynie we wcześniej wydrążonych (przez więźniów z Rogoźnicy) sztolniach. Sporo nowego światła w tej hipotezie mają dostarczyć najnowsze prace eksploracyjne w Kamiennej Górze, gdzie do Urzędy Gminy swoje odkrycie zgłosił mieszkaniec tego miasta. W zasypanym bunkrze mają być niemieckie ciężarówki Opel Blitz 3.6-36S. Czy są to ciężarówki ze złotem Wrocławia? Trudno w to uwierzyć, gdyż Piechowice i Kamienna Góra, to dwa, odległe od siebie kierunki, choć blisko Jeleniej Góry. Łatwiej o hipotezę, że tory kolejowe położono z pobliskiej, piechowickiej fabryki "Karelma", w której produkowano części do V1 i torpedy.
Kolejni eksploratorzy czekają na odpowiedni moment
Wiele lat pracy poświecił górze Sobiesz Władysław Podsibirski, ale podobnie jak obecni Richter i Koper nie znalazł złota, co więcej, popadł w niełaskę ówczesnym władzom, które rękoma służb specjalnych odebrały mu dokumentację. Po "uśpieniu" Podsibirskiego kolejne hipotezy na temat tego skarbu wielokrotnie wysuwał dr Mirosław Figiel, jeden z pierwszych konserwatorów dzieł sztuki na Dolnym Śląsku. Niestety, wstępne badania, jak również dzikie odwierty, przypominające - przepraszamy za skojarzenie - dziką reprywatyzację w Warszawie nie powiodły się. Góra nadal skrywa mroczne tajemnice. Dodajmy jednak, mroczne i rozpalające namiętności eksploratorów. Może niebawem dowiemy się więcej...
fot. Krzysztof Golec, autoflesz / pałac na Wodzie, Staniszów Dolny, wręcz nieprawdopodobne, aby taka niepozorna, ale bogata wieś mogła skrywać skarby Wrocławia. Nie mniej znajdziemy tu aż trzy (słownie: trzy pałace), zabytkowy kościół i słynną górę Bismarck w głąb której wjeżdżały ciężarówki...
Warto jednak przeczytać wywiad z dr. Figlem, gdyż według niego, zarówno "Bursztynowa Komnata", jak i "Zloty pociąg" już dawno zostały zlokalizowane. W tym pierwszym przypadku, rzekoma kopia, która wróciła do Rosji jest w rzeczy samej... ORYGINAŁEM. To wręcz niesamowite, dlatego ten temat dalej będzie nakręcał eksploratorów, badaczy czy odkrywców takich jak Richter i Koper.
Podsumowanie
Jak napisaliśmy, trudno na obecnym etapie powiedzieć, czy wszystkie przytoczone hipotezy, ciekawostki, zeznania świadków są prawdziwe. Nie można jednak ich wykluczyć.
Jedno jest pewne, sprawą tzw. złota Wrocławia interesował się osobiście premier Kołodko, min. Żelichowski, a także b. minister T. Polak. Istnieje nawet umowa podpisana z Wł. Podsibirskim, która przyznaje temu ostatniemu 10 proc. znaleźnego. Dziś w świetle parcia na szkło, przynajmniej niektórzy z funkcjonariuszy państwowych nabierają wody w usta i bardzo dyplomatycznie wypowiadają się do kamery /materiał filmowy Discovery Historia, reż. Jan Pawlicki, 2010).
Wiemy też bezspornie, że z rozkazu gen. Guderiana Wrocław (r-z z dn. 28 sierpnie 1944 r.) zamieniono w Twierdzę Wrocław, gdyż ofensywa gen. Koniewa na Górnym Śląsku, a później gen.por. Głuzdowskiego na przedpolach twierdzy zacieśniała pierścień wokół Wrocławia (od 12 stycznia 1945 r.). Według dostępnych źródeł, z r-zu gauleitera Hansa Hankego, 19 stycznie zarządzono ewakuację ludności – z wyłączeniem mężczyzn zdolnych do noszenia broni - oraz nakazano zdeponowanie kosztowności i dzieł sztuki w bankach Wrocławia /www.expolis.de/.
Uaktywniła się wówczas postać dwóch strażników odpowiedzialnych za ukrycie skarbu tzw. złota Wrocławia tj. wspominanego w materiale kpt. Klosego i majora SS Egona Ollenhauera (co do stopnia nie ma pewności, gdyż UB nie mógł zweryfikować tej przewijającej się w zeznaniach postaci). To oni, strażnicy niemieckich skarbów mieli ważne zadanie ukrycia skrzyń ze złotem, według nowych ustaleń miało ich być aż 56 szt. (każda ważyła od 50-200 kg). Zakładając, że do transportu użyto samochodów ciężarowych Opel Blitz 3.6 o ładowności do 3 ton (wersja "S" produkowana od 1936 roku), to w przypadku skrzyń o masie do 50 kg należało użyć trzech-czterech ciężarówek (dokładnie 3,7)! Świadkowie z Wielisławki twierdzą, że było tych samochodów więcej, zatem to nie mógł być ten transport. A może komuś się mylą fakty.
fot. esdeiheve.com / Haunebu supertajna broń Hitlera, nazywana też V7. Badacze twierdzą, że była testowana w Polsce....
Jeszcze ciekawiej jest w szeroko opisywanym przypadku pod górą Sobiesz, po co wysyłać pociąg z Wrocławia, bez nadmiernej eskorty z tak małą liczbą wagonów. Zeznania świadków, niestety nie były zgodne w piechowickim barze, przy kuflu piwa. Twierdzili oni, że wagonów było kilka, oznacza to iż co najmniej trzy. Jednym słowem i tak więcej niż wymagała masa transportowanych skrzyń. Wniosek: to także nie ten pociąg, co najwyżej kamuflaż do sprytnie przeprowadzonej akcji. Ktoś tu z pewnością ściemnia, jeśli tak, to w wiadomym celu.
Dziś wiemy też, że w transporcie mogły być szczegółowe dane dot. wspomnianej cudownej broni Hitlera Wunderwaffe. Podobno to była pilnie strzeżona tajemnica, ale dziś wiemy o planach i schematach maszyn wdrożonych jeszcze w styczniu 1945 roku, takich jak: Horten Ho 229 "latające skrzydło" wyprodukowany zaledwie w dwóch egzemplarzach przez Gothear Waggonfabrik AG (jeden z nich przechwycili Amerykanie), Messerschmitt Me 163 Komet czy Ruhrstahl X1 (lotnicza bomba sterowana). Zarówno Amerykanie, jak i Rosjanie byli zaskoczeni tak wielką przewagą III Rzeszy w konstrukcjach nowej generacji. Dla przykładu - statek kosmiczny... tak to nie pomyłka - Haunebu (niem. Hauneburg-Geräte) z napędem antygrawitacyjnym miał odwrócić losy wojny (latający talerz pionowego startu i lądowania). Konstrukcja była tak tajna, że po pierwszych próbach dokonano zamachu na konstruktorów, rodziny i świadków tego wydarzenia! Rozkaz Himmlera wykonał gen. SS Hans Kammler, który w dość tajemniczych okolicznościach zniknął z pola widzenia, co więcej, nie był nawet sądzony podczas Trybunału w Norymberdze.
Dziś, tylko grupa dolnośląskich eksploratorów przypuszcza, że podzespoły do tej konstrukcji mogła produkować fabryka podziemna w Lubiążu firmowana przez Telefunkena AG. Czy obiekty RIESE także wykorzystywano do tych supertajnych badań?
Gen. Erpach, który na początki obrony Twierdzy Wrocław dowodził obroną stolicy Dolnego Śląska (później gen. Niehoff), niekoniecznie wiedział o faktycznych planach ukrycia skarbu. Musiał jednak mieć wiedzę, że w skrzyniach mogły znajdować się także wspomniane tajne plany i dokumentacja techniczna cudownej broni Hitlera. Jeśli tak, to w żadnym przypadku nie mogło się to dostać w ręce Rosjan.
Zatem, gdzie został ukryty, kiedy, to tylko hipotezy. Fakt, mówi się o kilku najbardziej prawdopodobnych miejscach, które zaproponował hauptmann Klose: Wisławka (Willenberg), Ostrzyca (Spitzberg), Grodziec (Grodzitzburg), Śnieżka, a także ruiny Zamku Chojnik k. Staniszowa, sam Staniszów (Stonsdorf), Karpniki (Fischbach), Borowice (Kozacka Dolina), jak również zamek Lubiąż (Leubus).
Co do Lubiąża, w którym byliśmy, zdania eksploratorów są mocno rozbieżne. Nie mniej znaleziono tu jedynie kolekcję złotych monet (89 szt.; cześć z nich zagadkowo zniknęła podczas transportu do – nomen omen - Wrocławia). Jeśli zaś chodzi o Staniszów i Zamek Henryka, to żyjący nadal tu świadkowie (osadnicy na Ziemiach Odzyskanych) twierdzą, iż góra Bismarck nadal kryje tajemnice i podziemne korytarze. Całość podziemnych sztolni ma podobno połączenie z dwoma pałacami i wspomnianym Zamkiem Henryka.
Jeszcze ciekawiej jest w podziemiach Zamku Karpniki, które mają mieć przejście do pałacu w Bukowcu. Z Karpnikami wiążą się także skrytki wspomnianej Listy Grundmanna, które rozszyfrował po wojnie prof. Józef Gębczak (lista kończy się z dniem 21 czerwca 1944 roku). Wiemy bezspornie, iż dr Grundmann pracował nad kolejnymi skrytkami do lutego 1945 roku. Wiele z nich zostało zagrabionych przez Armię Czerwoną, a później miejscowych szabrowników, wiele (szacuje się, iż ok. 80 nadal czeka na lepsze czasy).
Wracając jeszcze do Lubiąża, często pojawia się na horyzoncie postać mjr. Siorka († 1998 r.), który rozmawiał osobiście - jednak nie przesłuchiwał - często przytaczanego hauptmanna Klozego (†1996 r.). To on miał obsesję na temat złota Wrocławia, a gdy przełożeni nie dostawali przez, co najmniej 15 lat, konkretnych informacji o skarbie załamał się, musiał odejść ze służby. Postanowił jednak udowodnić, że Lubiąż to jedno z miejsc ukrycia skarbu, dziś jednak wiemy, iż była jedną z jego konfabulacji. Z całą pewnością była tu jedna ze znanych fabryk firmy Telefunken AG. Berlin (produkowano tu pierwsze radary i podzespoły elektroniczne). Jak do tej pory nikt nie potwierdził jakiegokolwiek miejsca odkrycia w podziemiach rzekomego skarbu, głośno jednak się mówi o masowych szkieletach więźniów zatrudnionych w podziemnej fabryce.
- przeczytaj także:
- Skarby Dolnego Ślaska - "Złoty pociąg" wciąga, jak trąba powietrza
- Rozmowa z dr. Mirosławem Figlem, odkrywcą tajemnic Dolnego Śląska
- Zamek Książ - kolejne ciekawostki, nowe fakty na temat Bursztynowej Komnaty
- Dolny Śląsk - Dolina Pałaców i Ogrodów
- Zamek Karpniki - ciekawostki, które warto poznać
- Opactwo Lubiąż - jeden z najpiękniejszych obiektów barokowych w Europie
Krzysztof Golec, redakcja autoflesz.com![]()