Bieszczady – Połonina Wetlińska, najpopularniejsze szlaki, ciekawostki

Wakacje rozkręcają się na dobre, ale pogoda mocno kaprysi. Jednak dla poszukiwaczy przygód, wędrówek pieszych po najpiękniejszych połoninach, turystów pragnących obcowania z przyrodą rozpoczyna się szturm na Bieszczady. W niedawny majowy weekend, w te nadal dziewicze strony, przyjechało najwięcej turystów od kilkudziesięciu lat.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Tak przynajmniej mówią przewodnicy, którzy oprowadzają wycieczki o każdej porze roku. Jeden z nich opowiedział nam kilka ciekawostek o bieszczadzkich zakapiorach, faunie i florze Bieszczad czy Bieszczadzkim Parku Narodowym.

Bieszczadzki Park Narodowy (BdPN) jest największym górskim parkiem w Polsce, powstał stosunkowo niedawno (w 1973 roku). Początki były skromne i obejmowały masyw Tarnicy, Krzemienia, Halicza, a także niewielkie podszczytowe partie Połoniny Caryńskiej. W herbie BdPN widnieje logo rysia. To jeden z ginących gatunków, który tutaj ma doskonałe warunki na koegzystencję z innymi drapieżnikami.

Obecnie w Polsce ich populacja liczy ponad 300 osobników. Trudno go spotkać w lesie, jeszcze trudniej sfotografować. Piękne zaś zdjęcia i eksponaty rysia zgromadzano w Muzeum BdPN w Ustrzykach Dolnych.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Ale o tym wątku jeszcze napiszemy, przedstawmy najpiękniejsze trasy wycieczkowe, wspinaczkowe i napotkane skarby bojkowskiej i łemkowskiej kultury.  My polecamy trasę zieloną, niezbyt trudną (tzw. trasa trekkiingowa), spokojnie można tędy wspinać się do Chatki Puchatka (najwyżej położone schronisko w Bieszczadach pod wierzchołkiem Hasiakowej Skały). Naszym zdaniem każda pora roku jest dobra na randkę z Bieszczadami, choć największe wrażenie wywarło na nas to spotkanie zimą stulecia. Wspominana wcześniej Chatka Puchatka, jak i inne trasy na Połoninie Wetlińskiej wyglądają bajecznie.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Połonina Wetlińska (1228 m.n.p.m.) to jeden z najpopularniejszych bieszczadzkich szlaków z bazą wypadową w Ustrzykach Dolnych. Jako ciekawostkę należy podać choćby sam fakt pomiaru najwyższych wzniesień np. Tarnica 1346 m czy Pikuj 1405 (leży na terenie Ukrainy). Na ukraińskiej mapie te wysokości są nieco większe o kilka metrów, gdyż kartografowie zmierzyli je względem Morza Czarnego.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Powiedzmy sobie szczerze wycieczka opiekuna na połoniny z kolonią (dzieci w wieku od 6-16 lat) nie jest mile widziana dla turystów pragnących wyciszenia, odpoczynku na trasie, kontaktu z przyrodą. Ponadto dzieciaki, jak to dzieciaki, zostawiają najwięcej nieekologicznych opakowań po chipsach, kanapkach czy butelkach coca coli. I to jest problem, podstawowy problem, gdyż na połoninach nie ma koszy na śmieci. Dlaczego?
Jak nam powiedziała pani przewodnik z Ustrzyk Dolnych, chodzi o to, aby zwierzyna nie poszła na łatwiznę i nie „zaprzyjaźniała” się z człowiekiem. Zwierzęta w Bieszczadach muszą być dzikie i same zdobywać pożywienie. Zatem maszerując szlakiem zielonym za ok. 4 godz. 50 min. (ok. 12, 8 km) dojdziemy do schroniska. Są szybsze trasy, ale niesprawdzone przez nas.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Cerkiew św. Michała Archanioła w Smolniku
Jadąc Wielką Pętlą Bieszczadzką nie można ominąć Smolnika, gdzie znajduje się zabytkowa cerkiew wybudowana w 1791 roku. Zaraz po wonie uniknęła cudem spalenia i grabieży. Przechowywano w niej nawet siano i nawozy. Obecnie została wpisana na Llistę Światowego Dziedzictwa UNESCO. To najpiękniejsza cerkiew w tym regionie, wybudowana na wzgórzu w otoczeniu malowniczego parku, gdzie spoczywają prochy powojennych mieszkańców tych terenów. Pozostałych przy życiu przesiedlono w ramach "Akcji Wisła”, aczkolwiek kontekst polityczny był jeszcze bardziej wymowny.
Warto dodać, że jeszcze w 1951 roku tereny te należały do ZSRR. Na mocy międzypaństwowej umowy tzw. korekty granic z 1951 roku bieszczadzki obszar o powierzchni 480 km2 (obwód drohobycki) powrócił do Polski. W zamian Polska "przekazała" złoża węgla kamiennego na Sokalszczyźnie.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com  

Cerkiew - w stylu bojkowskim - jest obiektem trójdzielnym (babiniec, nawa i prezbiterium) o konstrukcji zrębowej, osadzona na kamiennej podmurówce. Dachy nad sanktuarium, nawą i babińcem namiotowe z załomem, zwieńczone są tzw. makowicami. Nad sanktuarium i nawą znajdują się kopuły brogowe, zrębowe z załomem, natomiast nad babińcem sklepienie kolebkowe. Warto dodać, że podczas budowy świątyni nie użyto ani jednego gwoździa. Podczas niedzielnej mszy św. widać tu sporo samochodów i autobusów parkujących na przykościelnym parkingu.

Figlarna koza bieszczadzka
Dość ciekawą informacją na tym odcinku jest wypas kozy bieszczadzkiej. Stworzenia te w małych stadach jedzą trawę, zielsko, a nawet... spodnie najmłodszego kolonisty. Ubaw był po pachy, bo jak jedna koza rozpoczęła „żarcie”, to następne nie chciały być gorsze. Kozy nie mają szacunku nawet dla autobusów, pełnią rolę przewodnika aż pod wzniesienie. Liczą, że takich najsłodszych kolonistów przechytrzą sprytem i siłą...

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com  / figlarna koza bieszczadzka ciągnie autobus 

Stuposiany - żubr bieszczadzki
Niestety nie znaleźliśmy ciekawej opowieści dot. żubrów, gdyż w przeciwieństwie do kozy bieszczadzkiej, figlarnej, pomysłowej i przyjaznej człowiekowi, żubry są zwierzętami stadnymi stroniącymi od  kolonistów myślących iż mogą jeść z ręki niezdrowe chipsy.

Pomysł na przywrócenie Bieszczadom żubrów pojawił się już po II wojnie światowej. Początki były trudne, bo trudna była aklimatyzacja tych naczelnych – najpierw w zagrodzie, a później na wolności. W informacjach Nadleśnictwa Stuposiany podaje się, że pierwsze żubry przetransportowano w Bieszczady już w 1963 roku. Pierwsze krowy i byki przyjechały z Pszczyny i Niepołomic. 

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / Stuposiany

Obecnie w Bieszczadach żyje ponad 300 żubrów, część w zagrodzie pokazowej w Mucznem, kolejne w zagrodzie aklimatyzacyjnej w Woli Michowej, większość jednak na wolności i w zagrodzie pokazowej w Nadleśnictwie Stuposiany. My też tam byliśmy. Nadleśnictwo wydzieliło specjalne miejsca do podglądania żubra żyjącego w stadzie, aczkolwiek pod kontrolą leśników.
Żubr bieszczadzki (linia białowiesko-karpacka) jest nieco mniejszy od żubra z Białowieży, a ze względu na to, iż cielaki rodzą się z tego samego materiału genetycznego nie są odporne na choroby. Przewodnik opowiadał o pomorze i gruźlicy u żubrów, ale ten etap został dość szybko opanowany.

Bardzo niska zmienność genetyczna, co potwierdziły wyniki analizy polimorfizmu, sprawia iż hodowcy zabiegają o sprowadzenie nowego materiału (samiec czyli byk)  z Czech, Skandynawii, Irlandii, a także Niemiec.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com  

Zapora nad Soliną
W jednym z opracowań atrakcji dot. Bieszczadów przeczytaliśmy, że zapora nad Soliną jest atrakcją samą w sobie. Rzeczywiście to największy i najpotężniejszy obiekt hydrotechniczny w Polsce, którego koncepcja była zaprojektowana już w 1921 roku przez prof. Pomianowskiego. Co ciekawe woda z Soliny płynie do... Morza Czarnego. 

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com / jednym z pierwszych fanów Soliny i Bieszczadów był Wojciech Gąssowski, przypomnijcie sobie  "Zielone wzgórza nad Soliną"

Zapora w Solinie i jej zbiornik wodny ma kilka funkcji:

  • przede wszystkim daje energię. Po modernizacji moc elektrowni wzrosła do 200 MW. W niecałe 180 s elektrownia jest w stanie wyprodukować i przesłać do Krajowego Systemu Energetycznego tyle prądu, ile potrzebuje np. Kraków czy Wrocław;
  • Zapora nie dopuszcza do nadmiernego obniżania bystrza na Sanie, dzięki czemu funkcjonują ujęcia wody w dolnym jego biegu. O sile jej żywiołu świadczą dopływy do zbiornika. W czasie gwałtownych wezbrań poziom wzrasta z 0,6 do 1250 m3/s. Woda z Soliny, jak powiedzieliśmy,  płynie do... Morza Czarnego! 
  • Zbiornik w Solinie przyczynia się do ujemnego bilansu wodnego w Polsce. To dlatego, że jest na nim ujęcie zaopatrujące w wodę Ustrzyki Dolne. Oczyszczalnia w tym mieście wypuszcza wodę do Strwiąża, a rzeka ta należy do zlewni Morza Czarnego.

Zaporę budowano osiem lat, zburzono wsie, wycinano drzewa, przenoszono groby zmarłych, burzono tutejsze cerkwie. Odwrotu nie było, a autochtoni nie zgadzali się z wyceną komunistycznych władz. Dziś nad Solinę przybywają tabuny gości, niemal jak na pielgrzymkę do Częstochowy, aby obejrzeć to monstrum na własne oczy. Zapora robi wrażenie, a miejscowi robią interesy na pamiątkach i sprzedaży... noży sprężynowych. Ponoć są najtańsze w tej części Polski, warto jednak aby kontrole służb zainteresowały się tym biznesem od środka, zwłaszcza iż kupują to koloniści. Wprawdzie noszenie nie jest zabronione (jeszcze), ale zgodnie z art.50a §1 kodeksu wykroczeń użyte w celu popełnienia przestępstwa są zagrożone karą. Mimo to sprzedawcy mają w głębokim poważaniu ten zapis. Dodajmy, że ta sprawa ma się znaleźć w nowelizacji ustawy o broni amunicji.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com 

Dodajmy, że nad Solinę przybywają też samobójcy, którzy w tym miejscu chcą dokonać ostatniego tchnienia. Wypadki i samobójstwa to już plaga, a służby elektrowni mają co robić. W najgłębszym miejscu przy zaporze mamy aż 60 m głębokości, a podczas pracy generatorów woda wsysa wszystko, co jest na jej drodze.

W tym miejscu pływają karpie mutanty, aby łowić na tych akwenach trzeba mieć specjalne pozwolenie. Łódki i żaglówki w sezonie wakacyjnym są tu tak powszechne jak na jeziorach mazurskich. Woda jest bardzo czysta i dodatkowo filtrowana w pobliskiej oczyszczalni, zapewniając wodę pitną dla pobliskich Ustrzyk Dolnych.

Krzysztof Golec, redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.