Warto zwiedzić: "Rzeczka", kolejny tajemniczy obiekt III Rzeszy

Niemal dwa lata obiecywaliśmy sobie, że tu wrócimy. Mowa o słynnym Trójkącie Walimskim i obiektach „Riese” (tłum. „Olbrzym”). Byliśmy już w największym obiekcie tego typu „Włodarz” oraz "Osówce". Rzeczka jest kolejnym, udostępnionym obiektem do zwiedzania poniemieckich sztolni, doskonale ukrytych, nieopodal gminy Walim, tajemniczego trójkąta – na tę chwilę - zagadkowego, jak Trójkąt Bermudzki. Piszemy też o tym miejscu dlatego, że był to katorżniczy obóz pracy przymusowej, miejsce śmierci tysięcy więźniów przywiezionych tu w 1943 roku. Każdy z przewodników mocno akcentuje ten akt bestialstwa popełnionego przez nazistów.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Jeśli będziecie zwiedzać zamek Książ tuż na przedmieściach Wałbrzycha, nie możecie ominąć kolejnych tajemnic III Rzeszy tzw. Trójkąta Walimskiego. Pisaliśmy o nim jakiś czas temu, gdyż Dolny Śląsk dla eksploratora czy miłośnika tajemnic Gór Sowich to taka atrakcja, jak kolejna premiera Lexusa czy Mercedes-Benz.
Gdy byliśmy w „Osówce" i sztolniach "Włodarza" obiecaliśmy sobie i czytelnikom, że tu wrócimy. Problem w tym, iż  nie wszystkie obiekty „Riese” są  udostępnione do zwiedzania, o czym poinformował Bolesław Kowalski, przewodnik i jednocześnie mieszkaniec Rzeczki z 30- letnim stażem (jako przewodnik).


fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

- Tylko obiekt „Rzeczka” otrzymał nazwę od miejscowości, w której jesteśmy. To jeden z mniejszych zespołów „Riese”, ale nawet dzisiaj nie zdradza swych tajemnic – powiedział pan Bolesław
- Jest jeszcze wiele nieodkrytych tajemnic, a my jako grupa eksploracyjna chcemy nadal drążyć korytarze, a nawet zbadać, czy istnieją podziemne przejścia do wszystkich obiektów „Riese” - powiedział przewodnik

Rzeczywiście aktualnie zwiedzać można obiekty:

  • Rzeczka,
  • Osówka,
  • Włodarz (największy kompleks).

Nieudostępnione do zwiedzania (ale od dawna eksplorowane przez grupy odkrywców)  są zespoły sztolni (ale czy tylko zwykłych sztolni):

  • Jawornik,
  • Soboń,
  • i Gontowa (najbardziej tajemniczy).

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Oznacza to, że eksploracja tych ostatnich obiektów jest zabroniona, ale jak powiedział przewodnik nie odstrasza to grup niedoświadczonych eksploratorów do poszukiwań tajemnic III Rzeszy na własną odpowiedzialność. Wiemy jednak, że tuż po wojnie grupy szabrowników już penetrowały te obiekty, a później grupy bardziej doświadczonych eksploratorów i badaczy.
Z punktu widzenia eksploratora, największe tajemnice ma ukrywać zespół „Gontowa”, który ma (w najbliższym czasie) być udostępniony dla turystów i badaczy historii.

Niemcy idealnie ukryli obiekty „Riese”, nieprzypadkowo wybrali właśnie te tereny w Górach Sowich (niem. Eulengebirge ). Zatem dlaczego:

  • rdzennie tereny niemieckie (małe zagrożenie  dywersją);
  • dobrze rozwinięta infrastruktura, w tym  drogi, kolej, zakłady produkujące sprzęt i  materiały wybuchowe np. Ludwikowice (niem. Ludwigsdorf, obecnie Muzeum Molke). Uwaga: o tych tajemniczych zakładach jeszcze napiszemy(!);
  • darmowa siła robocza z niedalekiego obozu Gross-Rossen i jego fiili;
  • stabilna budowa geologiczna masywu,  w tym twarde skały gnejsowe.*

*/ skały metamorficzne zbudowane z  twardych minerałów głównych jak: kwarc, skalenie, biodyt , muskowit czy fengit

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / fot. 3/4 wystawa  grafiki węgierskiego malarza Imre Holló, więźnia obozu "Rzeczka" (niem. Dortbach); szkicował na kartonie...

Kompleks „Rzeczka” (Dortbach) - jeden z mniejszych kompleksów „Riese”, ale z kompletną wartownią. Zwiedzanie rozpoczyna się już od godz. 9.00, praktycznie co godzinę. Pierwszym punktem jest sztolnia nr 1, gdzie przewodnik opowiada o katorżniczej pracy więźniów, później trzeba przejść do sztolni nr 3, aby zobaczyć niepołączony tunel/halę o długości niemal 100 m i wysokości 22 m. Tu pracowali byli Żydzi, Polacy, Francuzi, Rumuni, Rosjanie, Czesi, a nawet Włosi.

Badacze kompleksu Riese do dziś zadają sobie pytanie dlaczego wg dra Alberta Sperra, przeznaczono na ten kompleks aż 150 mln Reischmarek. Ale nie to jest najważniejsze, tu w "Rzeczce" życie straciło kilka tysięcy robotników. Niektórzy już po pierwszym dniu pracy nie wychodzili stąd o własnych siłach, tylko wprost do... krematorium Gross-Rosen. Pod koniec wojny, jeszcze w marcu-maju 1945 roku pracowali tu więźniowie, a ich oprawcy nadal mordowali, rozstrzeliwali i zakopywali ofiary w pobliskich zbiorowych mogiłach. To było okrucieństwo, bestialstwo, które nawet po wojnie nie doczekało się epilogu. Większość katów bowiem dostała,   albo niewielkie wyroki, albo została uniewinniona. Niektórzy zbrodniarze dostali 12-15 lat więzienia, a zostali zwolnieni już po kilku latach. Otwarcie o tym mówił i pisał w książce „The Nazis Go Underground” (Naziści schodzą do podziemia) Curt Riess.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / największa i najdłuższa hala o długości niemal 100 m - niepołączona od strony sztolni nr 3

Niejako z obowiązku przypomniał o tym przewodnik w kompleksie „Rzeczka”. Warto tylko dodać, że odnalezione w 2019 roku dokumenty w czeskich archiwach wyraźnie mówią, że rozbudowa kompleksu „Riese” nie miała sensu i miała być zakończono już w styczniu 1945 roku. Dlaczego zatem nadal tu pracowano?

Praca przymusowa – więźniów z pobliskiego Gross-Rosen przywożono systematycznie i bez żadnego wyposażenia. Do 12- godzinnej pracy, w systemie dwuzmianowym miały wystarczyć zwykłe pasiaki, chodaki i gołe ręce. Obowiązywał tu niemiecki porządek, posiłek raz dziennie (zupa z brukwi lub innego zielska, 100 gramów chleba i czarna kawa). Ze względu na niską temperaturę (latem i zimą taka sama 6-8 st. C) więźniowie padali jak muchy. Na jednaj zmianie pracowało tu 1500 więźniów, a na pobliskim „Włodarzu” 3,5 tys. zniewolonych ludzi. Choroby (tyfus) , brak higieny i byle jakie warunki odpoczynku dziesiątkowały przymusowych robotników,  w tym kobiety, a nawet dzieci. Jednym z najmłodszych był 13- letni chłopiec pochodzenia żydowskiego – mówił przewodnik. Hieronim Grębowicz opowiada, że w chwili śmierci więzień ważył ok. 35 kg, a dziennie wywożono nawet 25 ciał.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Jak drążono tunele i korytarze?
Początkowo plany tajemniczych sztolni i zalążki wyrobiska powierzono miejscowym firmom górniczy, głównie Śląskiej Wspólnocie Przemysłowej (Schlesische Industriegemeinschaft).  Niestety, twarde skały gnejsowe, jak również brak doświadczenia w podobnych budowlach systematycznie opóźniały prace. Dlatego wiosną 1944 roku do kontynuacji prac została wyznaczona Organizacja Todt, której  kwatera główna mieściła się  w Jedlinie-Zdrój (niem. Tannhausen, w pałacu rodziny Böhm).  Nadzór nad całością prac sprawował od tej pory hauptsturmführer SS dr Siegfrid Schmelcher, z wykształcenia architekt. Kierownikiem budowy obiektów „Riese” został oberbaurat Meyer.

Ten gigant, który nigdy nie został ukończony,  wymagał wielkich nakładów finansowych, jeszcze większej ilości specjalistycznego sprzętu (kruszarki, spychacze, dźwigi, wiertnice, wózki, etc.), materiałów wybuchowych, geologów, specjalistów budowlanych i górniczych, wreszcie więźniów z pobliskich podobozów.  Źródłem darmowej siły roboczej – jak wspomnieliśmy -  stał się obóz koncentracyjny Gross-Rosen. W okolicy Głuszycy i Walimia (niem. Wüstewalter) powstało najpierw pięć, a później (wiosną i latem 1944 roku) jeszcze siedem obozów pracy (Arbeitslager – AL).

Tunele i korytarze były „odstrzeliwane”, na początku ładunki zakładali specjaliści z Włoch, a później górnicy strzałowi z Organizacji Todt (wg Grębowicza Czesi). Skały gnejsowe mają charakterystyczną strukturę rozpadu po „strzale”, rozpadają się na małe półki skalne tworząc charakterystyczne ciosy, co widać na zdjęciach. Urobek ładowano na wózki transportowe i wywożono na zewnątrz usypując  tzw. półki skalne, jak w dzisiejszych żwirowniach czy kopalniach węgla brunatnego. Dziś wykorzystywane są  jako drogi transporterowe dla Lasów Państwowych. Ponadto,  mniejsze bloki gnejsowe ładowano do kruszarek, które wytwarzały materiał na pierwsza warstwę umocnionej drogi.
Niestety nie ma dowodów na to, że Niemcy opanowali też technologię produkcji cementu (na  umocnienia, szalunki, budowle specjalne) z kruszywa wydobywanego ze sztolni „Rzeczka”. Niemniej, cały urobek był dokładnie  zagospodarowany.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / przewodnik Bolesław Kowalski opowiada o katorżniczej pracy przymusowej robotników...

Pytaliśmy też przewodnika o słynne ucieczki. Cóż, było ich kilkanaście, a jedyny żyjący więzień  Hieronim Grębowicz  opowiada o tym  na eblog.pl. Według niego było to w kwietniu 1944 roku. Gdy Spółka Śląska oddała niedokończony  plac budowy zaostrzono warunki obozowe, a teren przejęła Organizacja Todt.

Co produkowano w kompleksie „Rzeczka”
Jak powiedzieliśmy na wstępie, nikt z obecnie żyjących, nie przedstawił twardych dowodów na charakter produkcji w podziemiach. To czym dysponujemy, to hipotezy, aczkolwiek kiedyś będą do sprawdzenia.
Według naszego przewodnika produkowano tu części i podzespoły do rakiet V1/ V2, czołgów, armat p/lotniczych. Przypuszcza się, że planowana była produkcja podzespołów do niemieckiego samolotu odrzutowego Messerschmitt Me 262.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że Hitler głęboko wierzył w odwrócenie losów wojny, po totalnej klęsce... niestety, albo stety  już w 1943 roku (Himmler już knuł plan pokojowy). Nadzieje dawali mu badacze, a szczególnie dr Wernher von Braun, twórca rakiet V1/V2 czy  pocisku Wasserfall. Nie jest też tajemnicą, że niemieccy uczeni pracowali nad „cudowną bronią” Wunderwaffe, która miała odwrócić losy wojny za sprawą tzw. kosmicznych luster i pojazdów o napędzie grawitacyjnym. O tym, że znikoma część tych wynalazków była już po pierwszych testach (z różnym skutkiem), wiemy od kilku dekad. Przypomnijmy zatem:  samolot rakietowy Bachem Ba 349, kolejny samolot odrzutowy Heinkel He 162 czy Arado Ar 235. O innym, cudownym uzbrojeniu napiszemy przy opracowaniu tematu dot. supertajnych zakładów Molke w Ludwikowicach Ślaskich.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / rakieta V2 konstruktor dr von Braun, zamocowana na placu przed kompleksem "Rzeczka"

Wspomniane kosmiczne lustra czyli „Gwiazda Śmierci” - to było dzieło-wizja prof. Hermanna Obertha,  prekursora astronautyki i jednego z ojców  technologii rakietowej, a zarazem mentora Wernhera von Brauna.

Ciekawostki i niekończące się hipotezy
Choć 15 września 1943 roku spotykają się: dr Albert Speer, minister uzbrojenia III Rzeszy, Xawer Dorsch, szef centrali OT i nadinspektor budowlany Leo Müller i rozmawiają na temat budowy nowej Kwatery Głównej (FHQ) na Dolnym Śląsku, to należałoby się dopytać, dlaczego tak późno, skoro wojna była już przegrana.  Dodajmy tylko, że plany budowy  powstały w pracowni prof. Herberta Rimpla w Berlinie.

Przypomnijmy,  że według cytowanego już Curta Riessa  „Naziści schodzą do podziemia” feldmarszałek Walter von  Brauchitsch, wraz z grupą generałów (feldmarszałek Manstein osławiony zdobyciem Sewastopola i pierwszych sukcesów pod Kurskiem czy gen.  Runstedt) już wiedzieli, że wojna jest przegrana!  Mimo to Adolf Hitler  nakazał przyspieszyć prace nad kompleksem „Riese”. Zaiste nie chodziło li tylko o ewentualne schrony atomowe czy schronienie dla Führera i jego świty. Zatem, po co to budowano dalej, choć jak powiedzieliśmy rozkazy o zaprzestaniu inwestycji na Dolnym Śląsku w Górach Sowich padły już w styczniu 1945 roku. Wydaje się też, że były one sprzeczne i wzajemnie się wykluczały z rozkazami Hitlera. Kto zatem podjął taką decyzję? Nie ma na ten temat żadnych odpowiedzi, znów pojawiają się tylko hipotezy.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / przewodnik Bolesław Kowalski pokazuje i opisuje transport urobki ze sztolni...

Prace przy kompleksach  „Riese”, a także zaliczanych do tego kompleksu zamku Książ  były jednym z największych przedsięwzięć budowlanych  II wojny światowej. Co z tego, skoro nadal nie ma twardych dokumentów, planów, szkiców czy informacji od zatrudnionych tu specjalistów (kierowników budowy, elektryków, geologów, etc.). Są jedynie autochtoni lub inaczej strażnicy tajemnic III Rzeszy.
Nawet Jerzy Cera, emerytowany oficer, absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej,  jeden z najbardziej znanych i cenionych historyków i  poszukiwaczy w Górach Sowich opowiada tylko o pracach eksploracyjnych w obiektach „Riese” i na zamku Książ. Czyżby chodziło o dezinformację?

Wiemy jednak, że dość ciekawą informację zawartą w notatce służbowej podał  Anthon Dalmus,  główny energetyk „Riese”. Otóż w tych obiektach planowano  umieścić około 20-, a nawet 40 tysięcy ludzi. Umieścić przed czym? Broń atomowa, a może biologiczna?
To tylko jeden z tropów tej układanki. Wiemy też, że w przypadku kompleksu „Rzeczka”, nieukończonego do końca, prace rozpoczęto znacznie wcześniej niż to wynika z oficjalnej daty ustalonej podczas spotkania dra Alberta Speera. Przewodnik dodał tylko, że naziści planowali ukończenie wszystkich obiektów „Riese” w 1947 roku. Ciekawe, skąd ta wiedza, skoro plany diametralnie zmieniły się w styczniu 1945 roku. Niemniej, tylko szaleniec mógł wydać taki rozkaz i dodatkowo zezwolił na sfinansowanie prac za niebagatelną sumę 150 mln RM (Reichsmarek). Przypomnijmy, że kwatera Hitlera w Gierłożu kosztowała "tylko" 36 mln RM.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Wspomnieliśmy jednak, że Hitler mocno interesował się postępami prac.  10 listopada 1943 roku w Górach Sowich zjawił się Nicolaus von Below, jego osobisty adiutant. Dlaczego? Prof. Franz  Seidler nieco pojaśnił tę stronę mocy, według niego  równocześnie z kwaterą główną Hitlera miał  powstać gigantyczny obiekt przemysłowy (większy był tylko  w podziemnym kompleksie „Dora” w Górach Harzu, gdzie kompletowano rakietyV1 i V2). I tu znów powracamy do kwestii „cudownej broni” Wunderwaffe. Nie jest też tajemnicą, że naziści przeprowadzili – ponoć udaną wg Bogusława Wołoszańskiego – próbę z bronią atomową! Czyżby nie mieli środków jej przenoszenia?
 
Wspomniany wcześniej Jerzy Cera, na koniec spotkania w 2015 roku z miłośnikami historii Gór Sowich przekazał dość zaskakujący dokument (rycinę) na której  widnieje pojazd z napędem antygrawitacyjny „dzwon” (die Glocke). Eksploatator powiedział jedynie tyle, iż  materiał pochodzi od hr. Pomińskiego, absolwenta Politechniki Berlińskiej, który z  racji wykształcenia pracował w podziemiach zamku Książ. To już kolejny dowód na to, że „cudowna  broń” Hitlera nie była li tylko fantazją. Dzwon przypominający UFO miał najprawdopodobniej przenosić środki masowego rażenia.

Pisaliśmy też sporo na temat „Skarbów Wrocławia” i słynnych skrytek dra Grundmanna. Czy te zrabowane dzieła mogą być nadal ukryte w nieudostępnionych do zwiedzania obiektach „Riese”. Tego nie można wykluczyć, a ciekawość badaczy nadal bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Pasjonaci nadal będą drążyć ten temat.
 

- przeczytaj także:

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.