Wojna w Ukrainie – ale rakiety spadły w polskim Przewodowie, na linii frontu

We wtorek trwał zmasowany atak rakietowy prowadzony przez armię Putina na ukraińskie miasta. Celem nie były obiekty militarne,  lecz jak zwykle, wielkie miasta, domy mieszkalne, infrastruktura przemysłowa (w tym energetyczna). Niestety,  rakiety, spadły w polskim Przewodowie, zabijając dwóch Polaków.

fot. materiały policji / Twitter

Pilne powołanie posiedzenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Premier i prezydent zwołali pilne  posiedzenie BBN (godz. 21.00), ale do mediów informacja ta wpłynęło dopiero pod koniec Faktów TVN. Rakiety (rakieta) zaś spadły w Przewodowie ok. 15.30, a opinie publiczna dowiedziała się  o tym wybuchu dość późno.  Wysocy rangą wojskowi, analitycy, minister obrony narodowej - prawdopodobnie - już wiedzieli, jaka to była rakieta, ale informację  tę (oficjalnego komunikatu nie wydano) podano w trybie  przypuszczającym. Trudno mówić tu już o faktach, twardych dowodach, skoro nadal trwają ekspertyzy i badania ekspertów. Trzeba jednak włączyć do tego grona ekspertów ukraińskich, o co prosił prezydent Zełenski.

Choć - jak powiedzieliśmy - nadal trwają prace (wojsko, policja  i inne  służby), prezydent Joe Biden, po powrocie ze szczytu G20 powiedział  jednoznacznie – nie potwierdził szeroko podawanej przez niektóre polskie media informacji, iż była to rakieta rosyjska.

Prezydent Duda zaś przekazał następnego dnia  informację, iż mogła być to rakieta ukraińskiego systemu obrony powietrznej. Prezydent Władimir Zełenski zaś -  stanowczo zapewnia, że „to nie ukraińska rakieta spadła na terytorium Polski we wsi Przewodów pod Hrubieszowem”.

Nadal nie wiadomo oficjalnie, czyje rakiety uderzyły we wsi Przewodowo
Pragnący zachować anonimowość amerykański urzędnik, na którego powołuje się CNN, twierdzi, że Ukraińcy poinformowali Amerykanów o innym scenariuszu. Ukraińskie wojsko przekazało swoim amerykańskim sojusznikom, iż próbowało przechwycić rosyjskie rakiety (po zmasowanym atak) tuż nad linią frontu. Jedna z takich rakiet ukraińskich mogła nie trafić w cel (lub tylko częściowo); takie przypadki trzeba brać pod uwagę - Przewodowo zaś leży ok. 6-8 km od granicy z Ukrainą.

Warto zwrócić uwagę, że "to co lata w powietrzu, musi gdzieś spaść", ale powinno być prowadzone przez stacje radiolokacyjne lub dyżurujące w powietrzu AWACS-y. Rakieta lub jej część, która trafiła w "cel" (traktor z przyczepą po stronie polskiej) była śledzona przez NATO-wski system wczesnego ostrzegania Backbone, jeden z nich jest w m. Łabino k. Zamościa (zasięg systemy ponad 500 km) i jak twierdzą analitycy wojskowości - był śledzony. Zgodnie z naszą wiedzą, to jest możliwe, ale wymaga prawidłowej oceny operatorów siedzących za wskaźnikami Backbona, gdyż taka rakieta nie dość, że  ma olbrzymią prędkość, to jeszcze skuteczna powierzchnia odbicia od celu (echo) jest wielkością ucha igielnego.

Jak dotąd, żadnych konkretnych informacji media nie otrzymały, niektórzy nawet wątpią czy otrzymają, ale śmierć dwóch Polaków, trauma rodzin i mieszkańców pozostanie. W tym miejscu warto też pochylić się nad traumą Ukraińców, którzy nadal muszą przeżywać okrucieństwa wojny, ataki rakietowe, zabijanie niewinnych mieszkańców Kijowa, Chersonia, Mariupola czy Lwowa. To jest wojna na szeroką skalę, z możliwością przesunięcia linii frontu nawet na terytorium Polski, Kaliningradu cze  państw nadbałtyckich.

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, czy można była zareagować lub zniszczyć naprowadzane błędnie rakiety?
Nie wiemy jakie to były rakiety ukraińskiego systemu obrony p/lotniczej i p/rakietowej, ale najprawdopodobniej mogło to być dość stare uzbrojenie  (produkcji radzieckiej) typu S-300 z rakietami 5W55 lub  zmodernizowana wersja S300P z rakietami 5W55R. Ich prędkość przelotowa musi być dużo  większa niż celu,  który przechwytują czyli ok. 6800 km/h.
Reakcja na odpowiedź,  po polskiej stronie  musiała być, ale poderwanie pary dyżurnej czy zadziałanie polskich systemów obrony p/lotniczej – niewykonalne. Nasza obrona systemu obrony p/lotniczej i p/rakietowej bazuje na starych (postradzieckich systemach NAREW) i Wisła (ale nadal brakuje decyzji co do ostatecznego wyboru typu uzbrojenia). Słynne Patrioty zaś, dopiero wejdą na nasze uzbrojenie w 2022/2023 roku.

Ukraiński system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej, w ostatnim miesiącach wojny, dzięki dostawom z Zachodu wzbogacił się o takie systemy jak: MIN-23 Hawk, IRIS-T,  NASAMS, MANPADS,   także wyrzutnie S300W czy S300PSPT  (wyrzutnie dalekiego zasięgu).

Dość szybko prezydent Wołodymyr Zełenski stanowczo zapewnił, że to nie ukraińska rakieta spadła na terytorium Polski we wsi Przewodów pod Hrubieszowem. Pragnący zachować anonimowość amerykański urzędnik, na którego powołuje się CNN, twierdzi jednak, że Ukraińcy poinformowali Amerykanów o innym scenariuszu. Ukraińskie wojsko przekazało swoim amerykańskim sojusznikom, że próbowało przechwycić rakietę w pobliżu miejsca uderzenia w Polsce. Niestety - nieskutecznie. Ministerstwo Obrony narodowej i Siły Powietrzne RP mają problem, bo takie incydenty mogą się powtórzyć.

Opozycja już krytykuje działania ministerstwa obrony i min. Błaszczaka
Kolejny problem to totalna destrukcja opozycji, która zarzuca min. Błaszczakowi źle wydane pieniądze na zakup nowoczesnej broni, w tym koreańskich czołgów K2 Black Panther czy samolotów wielozadaniowych FA-50.  Tu niech ci co dziś rzucają kamienie, przypomną sobie,  jak osłabili zdolność bojową  Wojska  Polskiego (likwidacja stanów osobowych, rezygnacja z poboru, likwidacja jednostek na wschodniej flance, totalne oszczędności)!
Były min. spraw zagranicznych Radosław Sikorski znów pokazuje swoje oblicze mówiąc: " Ja bym doradzał prezydentowi Zełenskiemu odpuścić, bo łatwo się zagalopować, każdemu się zdarza - powiedział były szef MON i b. minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, komentując słowa prezydenta Ukrainy, który oświadczył, że nie ma wątpliwości, iż w Przewodowie "to była nie nasza rakieta". Na szczęście pan Sikorski nie jest doradcą prezydenta Ukrainy, tam był tez inny polski polityk, który zamiast budować drogi robił finansowy deal!

Owszem, prezydent Ukrainy mógł być niedoinformowany, ale takie oświadczenie polityka tej klasy jest niepoprawnością polityczną. Warto aby przypomniał sobie zachowanie,  gdy zginęło 96 Polaków w katastrofie smoleńskiej TU-154M, albo jak rozliczał delegacje służbowe prywatnym pojazdem czy odmówił obowiązkowej zapłaty za abonament radiowo/telewizyjny.

Premier Morawiecki zapowiedział, że pogrzeb dwóch Polaków, którzy zginęli w Przewodowie zastaną pochowani na koszt państwa, ma być także wypłacony rodzinom zasiłek celowy.

"Rodziny ofiary wybuchu z Przewodowa otrzymają specjalny zasiłek od państwa. Zapadła decyzja, że do rodzin ofiar wybuchu w Przewodowie trafi zasiłek celowy, a jeżeli wyrażą one na to zgodę, to odbędzie się również państwowy pogrzeb ich bliskich" - przekazał w mediach wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker.

- przeczytaj także:

Z ostatniej chwili: 

- Zgromadzone materiały przez polskie służby i służby sojusznicze wskazują, że powodem eksplozji rakiety na wschodzie naszego kraju były działania obronne Ukrainy przeciwko działaniom ofensywnym Rosji - powiedział rzecznik rządu Piotr Müller. Jak dodał, aktualnie nie ma bezpośredniego zagrożenia dla Polski.

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.