Mówią, że wróble (łac. Passer domesticus) wyginęły. Oj, chyba nie do końca jest to prawdą. Spotkaliśmy te – niestety niedoceniane – ptaki zarówno we Władysławowie, w Karwi, jak i pewnej urokliwej restauracji w Helu. Czy jadły "z ręki"... oceńcie sami.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Nikon D7100, obiektyw Sigma 17-50
Jak mówią ornitolodzy, właśnie przez człowieka populacja tych ptaków z roku na rok maleje. Domowe wróble giną, bo brakuje im miejsc do lęgu i żerowania. Zwykle zakładały gniazda pod strzechą drewnianych budynków, stajniach czy stodołach. Takich miejsc jest coraz mniej. W Chinach, dla przykładu wydano wojnę tym ptakom nie bacząc na skutki, opłakane skutki!
„Intensywne przemiany środowiska naturalnego oraz silny rozwój miast doprowadził do tego, że od lat 80. XX do dnia dzisiejszego populacja tego niepozornego ptaka zmniejszyła się niemal trzykrotnie! Co więcej, przyjmuje się, że od początku XXI wieku, w Polsce wyginęło ponad 1,5 mln par wróbli” - czytamy w raportach ornitologów
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Nikon D7100, obiektyw Sigma DC 17-50, f/ 1:2,8
Z pewnością ekspansywne stosowanie przez człowieka chemii w uprawach, betonowanie na potęgę miast i terenów niby zielonych, niefrasobliwe podejście człowieka i rolników, to tylko niektóre przyczyny wymierania tej populacji.
Nam udało się jednak uchwycić spotkanie z popularnym (płochliwym) wróblem. Dokumentujemy to spotkanie kilkoma zdjęciami!
redakcja autoflesz.com