Sytuacja i ocena tego wypadku w Oświęcimiu stała się tematem dyżurnym niemal wszystkich mediów. Oponenci i interlokutorzy podzielili się na dwa obozy, wypowiadają się dowódcy, generałowie, byli policjanci. Dlaczego, bo tak naprawdę nie ma klarownych przepisów, co do przywilejów pojazdów - nomen omenu - uprzywilejowanych, w tym szczególnie kolumny BOR-u. Ponadto to właśnie oni wymiatają - ich zdaniem w świetle prawa - wszystkich innych użytkowników drogi. Są ważni, ale toksyczni jak tajpan pustynny, często naginają prawa fizyki.
fot. Paweł Figurski, wyborcza.pl
W bydgoskiej prasie dość zrozumiale wypowiedział się na ten temat dr Marek Jeleniewski, b. policjant. Jego zdaniem taka kolumna uprzywilejowana, z włączonymi sygnałami świetlnymi i dźwiękowymi może nie przestrzegać przepisów ruchu drogowego. - Jednak w razie wypadku wszystko zależy od okoliczności i zdarzenia – twierdzi dr Jeleniewski.
Niestety ma dużo racji, ale nie oceniajmy reakcji kierowcy, który zdaniem eksperta zachował się jak "wuja Franek", gdyż nas tam nie było. Coraz więcej za to mamy przecieków w mediach, po tym kuriozalnym zdarzeniu. Jesteśmy państwem prawa, a nie bezprawia i to ciągle potwierdza prezes Kaczyński. Nie ma zgody na to, że zaraz po wypadku właściwy minister wypowiada się do kamery o winie 21- latka. Co więcej, próbuje się podważać merytoryczne wypowiedzi mec. Pocieja broniącego kierowcę już skazanego przez „słuszną opcję”. Dopóki kierowca nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem sądu jest tylko obwinionym. To po pierwsze.
Po drugie, kierowca limuzyny Audi A8 L, według dziennikarzy śledczych był w tzw. zastępstwie i kierowcą miał być ponad 11 godzin. Czy miał przeszkolenie na ten szczególny pojazd, tego dowiemy się dopiero na rozprawie sądowej. Wprawdzie funkcjonariusze BOR-u mają wewnętrzne przepisy stanowiące o tym, iż wykonywanie innych prac niż kierowanie pojazdem - nie jest wliczane do wspominanej godzinówki za kółkiem. Oznaczać to może także, iż oficer ten był przemęczony, a co gorsza – mógł nie być doświadczonym kierowca opancerzonej limuzyny (zakup A8L Security w 2016 roku), gdyż medialne doniesienia dziennikarzy śledczych ujawniają, iż został skierowany do wykonywania zadania „na krótko” przed planowanym wyjazdem służbowym. Przy okazji dodajmy, że podobne niedociągnięcia i nieprzestrzeganie procedur zdarzało się w czasach premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego, jednak tamtych uchybień nie nagłaśniano medialnie.
Po trzecie wreszcie procedury jazdy w kolumnie są ścisłe i wielokrotnie ćwiczone na lotnisku i placach manewrowych. Określone są też dozwolone odległości pomiędzy pojazdami kolumny, a te nie były zachowane, gdyż z prostej symulacji (jak również zapisów wideo) wynika, iż były większe, znacznie większe niż „zderzak w zderzak”.
I teraz dochodzimy do wypowiedzi dra Jeleniewskiego, b. policjanta. W jego wypowiedzi: „(...) ten fiat nie powinien się w tym miejscu znaleźć” chodzi prawdopodobnie o to, iż przestrzegając procedur Seicento nie miałoby możliwości skrętu w drogę podporządkowaną. Miało natomiast prawo być na tej oświęcimskiej drodze, jak inne pojazdy pana Kowalskiego czy Kwiatkowskiego. Tak się jednak nie stało, co więcej, funkcjonariusze wykonali manewr wyprzedzania na podwójnej ciągłej, a limuzyna pani premier najprawdopodobniej nie miała włączonych sygnałów dźwiękowych. Najgorsze jest to, że pojazdy uprzywilejowane nie posiadały rejestratorów. Ten fakt był już podnoszony, gdy limuzyna prezydenta Dudy uległa wypadkowi na autostradzie, po wystrzale opony run-flat. To ewidentne zaniedbanie ze strony przełożonych!
Zdaniem mechaników można jednak dowiedzieć się więcej z zapisu komputera pokładowego Audi (czas odpalenia poduszek i kurtyn, komunikaty błędów, a nawet prędkość pojazdu). Kuriozalnym przypadkiem zaś jest manewr wymijający bezpośrednio „na drzewo”. Dziś możemy gdybać, że prędkość była mała (prawdopodobnie 50-60 km/h), dlaczego zatem limuzyna wbiła się w przeszkodę, gdy droga hamowania przy takiej prędkości nie powinna być większa niż 25-27 m!*
*/ w testach AŚ dziennikarz zmierzyli drogę hamowania Audi A8 od 100-0 km/h na dystansie 35 m!
Antyreklamą dla firmy Audi staje się fakt, iż opancerzona limuzyna łamie się jak zapałka a pasażerowie mają tak poważne obrażenia (złamana noga, uszkodzenia miednicy kolejnego oficera BOR-u, obrażenia i stłuczenia premier Szydło).
Dziś każdy próbuje wyciągnąć z tego zdarzenia „coś” dla siebie, a machina władzy ściera się z obywatelem. Wszystko w świetle kamer i przy medialnym szumie. Po drodze funkcjonariusze BOR zostaną ukarani w raporcie służbowym, bo z całą pewnością nie są bez winy. Ale czy bez winy nie są odpowiedzialni ministrowie z MSWiA? A co z młodym kierowcą? O tym zadecyduje niezawisły sąd już wkrótce.

Wróćmy zatem do specjalnego komunikatu Komendy Głównej Policji. Co powinni robić kierowcy słysząc i widząc sygnały dźwiękowe i świetlne:
- zjechać na bok (np. pas zieleni, pobocze),
- przepuścić pojazd uprzywilejowany,
- piesi nie powinni w tym czasie przechodzić na drugą stronę ulicy (nawet przy zielonym świetle),
- zakazuje się wyprzedzania pojazdu uprzywilejowanego (jak również podczepiania się pod niego).
Pojazdów uprzywilejowanych nie obowiązują:
- ograniczenia prędkości,
- nie muszą stosować się do znaków i sygnałów drogowych,
- ograniczenia prędkości.
Ponadto mogą:
- jechać pod prąd,
- wyprzedzać linii ciągłej,
- przejeżdżać na czerwonym świetle.
Prawa pojazdów uprzywilejowanych określa Ustawa z dnia 20.06.1997 r. "Prawo o ruchu drogowym" art. 53.1
Widać, że wewnętrzne ustalenia KGP zostały wydane na kolanie, do tego w formie nieosadzonej w przepisach opublikowanych w Dzienniku Ustaw. Taki przypadek już miał miejsce. Przypomnijmy ten ostatni Piotra Najzera z Kongresu Nowej prawicy, który odmówił poddaniu się kontroli alkomatem i odjechał z miejsca kontroli. Odwróćmy jednak sytuację, iż pojazdu uprzywilejowanego nie obowiązuje znak B-20 (znak "Stop") np. przed przejazdem kolejowym? Czy to kolejny urzędniczy paradoks - to Pendolino ma się zatrzymać, gdy kolumna BOR pomyka na sygnale?
Z pewnością dojdzie do sprawy sądowej, gdyż młody kierowca nie przyznaje się do winy. Swoją wersję podtrzymuje też BOR i min. Błaszczak. Premier Szydło, uczestniczka tego wypadku, chyba postąpiła jak polityk z klasą i napisała list do Sebastiana, kierowcy Seicento w którym czytamy:
- Zdarzenie drogowe to zdarzenie, które zawsze jest splotem nieszczęśliwych okoliczności i nie da się go przewidzieć. Jednak ten wypadek, w którym my braliśmy udział, stał się niestety sprawą polityczną, stąd towarzyszący mu szum medialny - pisze pani premier
Rzeczywiście za dużo tu polityki, kamer, niejasności, zbyt mało merytorycznych i jasnych przepisów. Głowy z pewnością padną, ale o tym dowiemy się nieprędko...
- przeczytaj także:
- Wypadek prezydenckiej limuzyny - fakty i mity
- Wypadek min. Macierewicza odsłania słabość elit
- Izrael: premier Szydło uczestniczyła w groźnym wypadku
redakcja autoflesz.com![]()
Źródło: Express Bydgoski