Niemal we wszystkich mainstreamowych mediach podawane są reklamy z obniżkami cen samochodów, nowych samochodów z tzw. wyprzedaży rocznika. Dodajmy, obniżki dość znaczne. Jak łatwo się domyślić wszystkiemu są winne nowe normy emisji spalin wymyślone przez unijnych urzędników w Brukseli.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Mówiąc wprost zacznie się boom na auta używane, które z oczywistych względów nie są w stanie spełnić drastycznych norm emisji CO2 na poziomie 95 g/km. Unia nawet nie miała litości dla pandemii, bezlitośnie forsując nową normę emisji Euro 6d ISC-FCM od 1 stycznia 2021 r. Dealerzy już łapią się za głowy i kombinują, jak sprzedać nowe auto nie spełniające nowej normy emisji CO2 czy NOx.
Częściowym rozwiązaniem jest rejestracja „na siebie”, aby później sprzedać taki egzemplarz jako „nowy-używany”. Nie łudźmy się, będą jeszcze inne kruczki, o których nie wszyscy importerzy i dealerzy chcą mówić.
Jednym słowem szykuje się nam mała rewolucja, a radość z jazdy takimi rachitycznymi modelami, 3- cylindrowymi, do tego o wyżyłowanej mocy, raczej nie nastraja optymistycznie. Stąd ofensywa aut hybrydowych, w tym plug-in (jak np. bmw 745Le xDrive, które zużywa zaledwie 2,8 l/100 km Pb 95) i oczywiście elektryków. Ale, jakoś nic (lub prawie nic) nie mówią lobbyści, iż cena prądu w nowym roku znów pójdzie w górę. Przypomnijmy, że na stacjach Ionity zapłacimy obecnie 3,50 zł /1 kWh (na stacji ładowania o dużej mocy tego operatora, nie lepiej jest na stacjach Greenway Polska).
Małe kodowanie i rozszyfrowanie
Rozszyfrujmy zatem skrót nowej normy emisji spalin ISC-FCM. Pierwszy człon to in-service conformity tj., emisja spalin na poziomie wyliczonym przez producenta. Niestety, afera dieselgate pokazała, iż to jazda po bandzie. Drugi człon FCM (czyli fuel consumption monitoring), to monitoring zużycia paliwa, w który nowe auto(a) powinno(y) być wyposażone. Czy tak będzie np. aż do utraty gwarancji, nadal nie wiadomo. Nie wiadomo też, kto będzie monitorował ten system, po podpięciu urządzenia diagnostycznego. Dziś, dokładne badanie emisji spalin robi ADAC, w Polsce... nadgorliwy diagnosta!
Po co takie zamieszanie, skoro tak naprawdę norma 6d ISC-FCM praktycznie nie różni się od ortodoksyjnej o Euro 6d-Temp. Przypomnijmy przy okazji, że norma, Euro 6 (wrzesień 2014 r.) dopuszczała emisje NOx na poziomie 80 mg/km dla diesli i 60 mg/km dla silników iskrowych. Jednak w normalnym ruchu drogowym normę tę można przekroczyć o współczynnik 1,43 (dotąd 2,1).
Kolejna potyczka z nowymi normami wskazuje, że nowe auta - od nowego roku - z wyśrubowanymi normami spalin będą droższe. Jak zatem zareagują właściciele salonów, z pewnością znów okroją etaty, mocniej uderza w sprzedaż on-line. Co więcej, mówi się nawet o tym, aby zwiększyć wolumen sprzedaży za pośrednictwem Internetu. Tak już robią importerzy marek luksusowych, ale czy zastąpi to wrażenia z pierwszej jazdy? Nawet ulubieniec prezesa Kurskiego - król disco polo Zenek Martyniuk oglądał w salonie nowego Mercedesa, za bagatela 700 tys. zł!
Są też nieco lepsze wiadomości
Dobra wiadomość jest taka, iż norma Euro 6d ISC-FCM nie dotyczy wszystkich:
- producenci samochodów specjalnych (np. wojskowych... patrz pierwsza partia nowych Fordów Ranger);
- samochodów pracujących we flocie usług pogrzebowych;
- samochodów do przewozu inwalidów na wózkach;
- tzw. drobnych producentów produkujących do tysiąca szt. rocznie (np. Koenigsegg, Pagani);
- pojazdy ciężarowe zostaną objęte podobnymi ograniczeniami za rok.
Euro7 całkowicie pogrąży silniki Diesla i iskrowe
Branża motoryzacyjna broni się jak może przed kolejną normą Euro7, to już definitywnie pogrąży silniki iskrowe, jak również turbodiesle. Przypomnijmy, że najwięksi producenci aut na świecie, w tym Daimler, Renault czy Audi zapowiedzieli optymalizację silników Diesla i ich ewentualny rozwój tylko do 2030-2032 roku. Później już tylko pozostaje... wodór!
Nikt w tym czasie nie postanowił sprawdzać tzw. śladu węglowego w produkcji samochodów elektrycznych, rzekomo cudownych i ekologicznych, jak syntetyczny diament.
Normy, nomami, ale to prawo rynku (podaży i popytu zdecyduje, jaki wariant zwycięży. Na tę chwilę najwięksi szejkowie karteli olejowo-naftowych nadal mocno trzymają kurek z ropą naftową. Oni potrafią liczyć i nie odpuszczą tak łatwo miliardów petrodolarów z „czarnego złota”.
- przeczytaj takze:
- Wyprzedaże czy walka o przetrwanie - w nowym roku wchodzi kolejna restrykcyjna norma emisji spalin
- Kolejny materiał poprawiający notowania silnika Diesla – ADAC nadal je chwali
redakcja autoflesz.com