NIEMCY nie wykonają planu dot. miliona zarejestrowanych samochodów elektrycznych – dostało się też Polsce

Wszystko wskazuje na to, że Niemcy nie zdołają zrealizować planu miliona zarejestrowanych samochodów elektrycznych do 2020 roku. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że poślizg będzie - o co najmniej 2 lata. W Polsce temat elektromobilności jest - jak na razie  w zamrażarce, jak Uniwersytet Medyczny w Bydgoszczy.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Biorąc pod uwagę obecną dynamikę rynku, cel jednego miliona prawdopodobnie zostanie przesunięty na 2022 rok - napisano w przekazanym w środę kanclerz Angeli Merkel raporcie Narodowej Platformy Elektromobilności (NPE), która jest ciałem doradczym niemieckiego rządu

Według raportu, w 2017 roku liczba pojazdów elektrycznych w Niemczech podwoiła się, na koniec ubiegłego roku zarejestrowano  131 tys. aut. Do tego wzrostu przyczynił się uruchomiony w 2016 roku system dopłat (ok. mld euro),  częściowo finansowany przez niemieckie firmy motoryzacyjne. Zawsze jest jednak pewne „ale” – nabywców zniechęcają  wysokie ceny samochodów elektrycznych, mały zasięg, brak wystarczającej liczby punktów ładowania, niepokojące fakty dot. samozapłonów TESLI. Ostatnio też pokazaliśmy na naszych łamach, jaki jest koszt przejechania 100 km autem elektrycznym.  Był hurraoptymizm - do czasu wprowadzenia opłat za kilowatogodziny.

Rząd Niemiec zachęca producentów samochodowych, by połączyli siły i rozpoczęli produkcję baterii, uniezależniając się od azjatyckich koncernów. Świetna propozycja, tylko że Toyota już powiedziała, iż auta elektryczne to epizod przejściowy, przyszłość to ogniwa paliwowe fuell cell.

- W ciągu kilku lat Europa będzie miała konkurencyjny sektor produkujący baterie, który będzie mógł przetrwać bez pomocy państwowej - oświadczył Peter Altmaier, minister gospodarki,  po spotkaniu z unijnym komisarzem ds. energetyki Maroszem Szefczoviczem

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Przypomnijmy, premier Morawiecki ogłosił śmiały plan dot. elektromobilności w Polsce. Do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć milion „elektryków”, ale... Rząd i doradcy premiera dość niezręcznie podzielili samochody w tej epokowej ustawie. W Niemczech wlicza się do tego segmentu auta hybrydowe zasilane z gniazdka (plug-in czy PHEV). W polskich realiach rząd nie uznaje tego segmentu, podobnie jak samochodów zasilanych LPG (autogaz),  zaś CNG/LNG - owszem tak.

W  Polsce - w pierwszym półroczu – sprzedano  672 auta ładowane z gniazdka, z czego 279 samochodów wyłącznie elektrycznych i 393 hybryd PHEV (np. Mitsubishi czy Toyota CH R). Coraz ciszej  robi się wokół polskiego samochodu na prąd, premier waży słowa, unika przywoływania tego tematu podczas kampanii wyborczej. Podobne zachowanie widać u decydentów wielkich miast. Dla przykładu w Bydgoszczy znów odsunięto w czasie decyzje o zakupie autobusów elektrycznych, nic nie mówi się też o autobusach hybrydowych, które śmigają po ulicach mniejszych miast jak Jelenia Góra czy Inowrocław,

Przypomnijmy, że ogłoszony konkurs na polski samochód elektryczny praktycznie zakończył się... jak zwykle. Wolimy kupić gotowe wozidełka z Chin niż wypromować polskich konstruktorów.

Niedawno publikowaliśmy koszty przejechania 100 km samochodem elektrycznym, zasilanym benzyną, LPG i ON. Warto powrócić do tej lektury, bo złote runo trafia i tym razem do grupy trzymającej budowę stacji średniej i dużej mocy w... małym paluszku.

 

przeczytaj także:

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.