Przed sezonem „Dzień MotoPodróżnika” w Dynamic Motors – spotkanie z Krzysztofem Krukowiczem

Jak sam mówi nie jest turystą tylko motocyklistą. Rzadko korzysta z mapy, tubylców wypytuje o drogę, nie straszne mu są niewygody czy spanie w lesie. To tylko niektóre cechy obieżyświata, który dzisiaj spotkał się z motomaniakami w ASD Dynamic Motors opowiadając o swojej drugiej wyprawie na Alaskę, przez Kanadę, Amerykę Północną i Południową. Wyjechał i wrócił do Włocławka przez Magadan, Mongolię i Białoruś kręcąc na dwóch kółkach - co najmniej - 21 tys. km!

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Powiecie, że to wariat. Nie,  to jeden z nielicznych pasjonatów, który potrafi utytłać w błocie swoje BMW R  1100 GS, naprawić motocykl gdzieś w stepie nie martwiąc się co będzie jutro. Najważniejsza dla niego jest przygoda, paliwo w baku i jak podkreśla - życzliwi ludzie.

To nie jest pierwsza jego wyprawa motocyklem w te ciekawe, niezwykle interesujące (wręcz dziewicze, jak Alaska), ale niebezpieczne  rejony Ameryki Północnej i Południowej, a także Rosji. Opowiedział o tym - licznie przybyłej do Dynamic Motors - braci motocyklowej, tuż przed rozpoczęciem sezonu.

Jak sam mówi 20 lat mieszkał w Kanadzie, a motocykle i podróże są jego pasją. Podobnie o swoich wyczynach opowiadał kiedyś znany himalaista Jerzy Kukuczka. Pytany dlaczego ryzykuje życie i zdobywa najtrudniejsze góry świata powiedział bez nadmiernego zadęcia – dlatego, bo są.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Dla globetrottera  nie jest ważne czym jedzie, choć w toku krasomówczego opowiadania przyznał, że w trudnym terenie niezbyt przydatne są motocykle ciężkie, o skomplikowanej budowie i rozbudowanej elektronice. Dla niego ważne jest to, że... jedzie. Nawet jeśli po drodze są jakieś muzea czy atrakcje turystyczne, on dalej jedzie, czerpiąc radość z samej jazdy. Tu warto przypomnieć sobie znakomity film z Tomem Hanksem "Forrest Gump". Dystanse 800-, a nawet 1000 km nie są dla niego problemem, tak samo jak niewygody czy niezamówione wcześniej hotele. Trochę to dziwne w kontekście wymagań, jakie mają turyści w egzotycznych krajach: hotele 4/5 gwiazdkowe, sprawna klimatyzacja, dyskretne pokojówki i koniecznie all inclusive. Jemu wystarcza namiot, opuszczony domek farmera, a nawet byle jaki kąt w jurcie.

Alaska en route:  "stawiam na jakość – jakoś to będzie!”
Dosyć zabawnie odebrali opowieść obieżyświata-podróżnika  motocykliści o wyprawie na Alaskę. Krzysztof  rozpoczął od mocnego momentu mówiąc: „stawiam na jakość – jakoś to będzie(!)”. Opowieść dokumentował zdjęciami, z dziką przyrodą, napotkanymi motocyklistami, ludźmi pomagającymi w drodze – zwyczajnie, od serca. Krajobraz  - jak wspomina - jest księżycowy, choć był to koniec czerwca, wszędzie pełno śniegu, brak sklepów, hoteli (moteli), a przede wszystkim asfaltowych dróg i stacji benzynowych.  To kraina pól lodowych, bujnych lasów, wąwozów, głębokich fiordów (jak w Norwegii) i ciągle czynnych wulkanów.

Nieskażona przyroda konsumpcją  białego człowieka, to nie jedyny atut  tego miejsca. Przetrwała tu fauna i flora nie występująca nigdzie indziej np. gigantyczne jak King Kong  (trzyipółmetrowe) niedźwiedzie brunatne czy łosie -  "zatrzymujące" ruch uliczny w centrum Anchorage. Robią to lepiej niż patrole drogówki NYPD (w Nowym Jorku). Nocami  wycie wilków jest czymś tak popularnym, jak szczekanie wiejskiego psa uwiązanego na łańcuchu. Tylko tu, jeśli masz choćby najprostszy sprzęt wędkarki, możesz złowić dwudziestoparokilogramowego łososia i upiec go na ognisku. Żaden frajer znad polskiego morza ci nie wciśnie, że takich okazów już nie ma.  Ten olbrzymi stan zamieszkuje zaledwie 570 tys. Alaskanian, nowych nazywają tu pogardliwie cheechaco; aż 40 proc. miejscowych mieszka w Anchorage, stolicy stanu.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Krzysztof opowiadał też o miłości do tej ziemi miejscowych Indian, którzy kupowali ją kawałek po kawałku, tylko po to, aby nikt inny nie wpadł tu na pomysł wybudowania elektrowni jądrowej, Centralnego Portu Lotniczego (jak ten w Baranowie pod Warszawą) czy hipermarketu (jak choćby te w Bydgoszczy, w samym centrum miasta).

Dotarcie do Anchorage, stolicy Alaski, jest zatem już przygodą samą w sobie. Trzeba być samotnym wilkiem, do tego odpornym na niewygody samotnikiem, aby w ogóle podjąć temat takiej przygody. Okazuje się jednak, że Polak potrafi i pewnie jeszcze nie raz zadziwi tych, co dumnie pokazują swoje dwa kółka tylko na rozpoczęciu sezonu, jak i tych...  których jazda motocyklem wciąga jak narkotyk.

Kolejne wyzwanie Alaska i Ameryka Pd.
Są tacy, co na zloty motocyklowe jadą najnowszym Mercedesem-AMG GLS 63 4Matic i na czas trwania eventu ściągają swojego Harley-Davidsona z krytej przyczepki.  Są też tacy, co zdobywają najwyższy szczyt świata przy pomocy Szerpów i płatnych himalaistów, później się chwalą, że zdobyli Koronę Ziemi.

Krzysztof, jak powiedzieliśmy, jest samotnym wilkiem, rasowym motocyklistą i podróżnikiem. Dlatego zdecydował, że do Włocławka powróci przez Alaskę, zachodnim wybrzeżem Stanów Zjednoczonych, przez Meksyk,  atakując nieznane dotąd kraje Ameryki Południowej (Panamę, Wenezuelę, Brazylię, Chile, Argentynę  i Ziemię Ognistą). Gwoli ścisłości, Ziemia Ognista i Ushuaia (dojazd promem)  to najdalej wysunięte punkty na mapie świata. Stąd jest najlepsze miejsce wypadowe na Antarktydę. Nazwa „ushuaia” pochodzi z języka Indian Yamana, co oznacza mniej więcej „zatoka u krańca świata”. Właśnie tam, pod koniec XIX wieku rząd Argentyny nakazał wybudowanie kolonii karnej.

Przygody i skrajne kontrasty
Globetrotter barwnie opowiadał o przygodach w trakcie podróży, o tym, jak to amerykańscy policjanci najpierw wyciągają broń i kajdanki, a później dyskutują. Podczas całej swojej podróży nie spotkał się z tak ortodoksyjnym egzekwowaniem praw podczas policyjnego zatrzymania i "kajdankowania",  w sytuacji nieadekwatnej do użycia przymusu bezpośredniego. Co kraj to obyczaj...

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Z innych ciekawych przygód, kontroli celnych i imigracyjnych warto tylko dodać, że bardzo łatwo wyjechać w jedną stronę... do Meksyku, wrócić jest znacznie trudniej. Jazdę przez Kolumbię odradzili naszemu bohaterowi motocykliści, to kraj bardzo niebezpieczny, do tego skorumpowany. Na szczęście to się zmienia. Kolumbia skutecznie pracowała na ten wizerunek przez kilkadziesiąt lat ubiegłego wieku, będąc pierwszym producentem kokainy na świecie, z siedzibą najpotężniejszych karteli narkotykowych.  Dziś ma też coś więcej do zaoferowania niż przemoc, handel i wojnę gangów. Stąd pochodzi znana piosenkarka Shakira czy pisarz-noblista Gabriel José de la Concordia García Márquez.

Brazylia z kolei to olbrzymi kraj o wielkich kontrastach, gdzie bieda przeplata się z bogactwem i... miłością do piłki nożnej. Wenezuela i Peru to kraje, gdzie najmłodsze dzieci już muszą ciężko pracować, zamiast uczyć się w szkole i dostawać od państwa wyprawki. Obrazki maluchów w siermiężnych ubraniach, których nie spotkamy nawet w polskim ciucholandzie, szukających pożywienia czy chrustu na opał, to obraz daleki od rzeczywistości, polskiej rzeczywistości. Polska bieda, jeśli nawet jest, to jest niczym w porównaniu z tą którą można spotkać na szlaku, z dala od dużych miast.

Jak wrócił do Włocławka?
Można na kilka sposobów, ale pozostaje jeszcze motocykl. Podczas pierwszego etapu podróży (na Alaskę)  Krzysztof jechał Hondą Transalp. Powrót do Polski przez Rosję odbył na KTM 640, zaś w Ameryce Pd. podróżował BMW 1100 GS.  Ale sprzęt – według podróżnika - nie jest najważniejszy, najważniejsze to mieć w baku paliwo i dodatkowy kanister na pokonanie (co najmniej) 350-370 km. Mniej więcej taki zasięg potrzebny jest do stacji benzynowej na Alasce, pokonywanie zaś Syberii to jazda bez  jakichkolwiek zasad.
Wybór naszego obieżyświata padł na ponowną przeprawę na Alaskę, z koniecznością przelotu samolotem (motocykl nadany na lotnicze cargo). Przelot przez Morze Czukockie trochę kosztuje, a motocykl odbiera się po kilku dniach. W tym czasie można chociaż trochę pomyszkować po Magadanie (stolica obwodu magadańskiego azjatyckiej części Federacji Rosyjskiej).

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

I tu zaczyna się off-roadowa przeprawa, niemal taka, jak na Rajdzie Dakar. Choć nie ma tu pustynnego piachu fesz-fesz, są za to meandry rzadko forsowanych rzek, bagna i... brak typowych dróg. Przeprawy przez bystrza napotkanych rzek to niemal codzienność, problem w tym, iż trzeba wiedzieć gdzie  można się przeprawić, a tego nie znajdziesz na mapie. Jak powiedzieliśmy na wstępie pomagali mu tubylcy, życzliwi ludzie, napotkani motocykliści (jak np. dwaj Finowie). Niektórzy tubylcy byli tak serdeczni, że zapraszali pod swój dach,  nawet na wakacje do dzikiej Syberii. Co więcej, podarowali suszone ryby, słoninę i coś jeszcze.

Tu nie ma sklepów, typowych stacji benzynowych jak w Polsce czy całej Unii Europejskiej, ani hoteli. Jeśli trafisz na stację zwaną umownie benzynową, to musisz sam sprawdzić swoją kondycję pompując ręcznie,  jak kiedyś w pompie montowanej w studni twojej babci. Jednym słowem tu czas zatrzymał się w miejscu, a surowe warunki życia, duże przestrzenie i brak dróg zniechęcają śmiałków do podróży po Magadanie i Syberii. Jednak jadąc dalej przez Rosję obowiązkowym punktem przeprawy jest... kąpiel w Bajkale. To najgłębsze jezioro świata, gigantyczny zbiornik krystalicznie czystej i słodkiej wody (widoczność pod powierzchnią sięga 40 m!) zachwyca zarówno przyrodników, podróżników, jak i specjalistów od zjawisk paranormalnych.

O samej Rosji, a szczególnie Moskwie podróżnik wspominał niewiele, znacznie więcej powiedział o Mongolii. Tu znajdziecie najszersze highwaye na świecie. Dlaczego, bo są szerokie jak mongolski step, a „pasy ruchu” ograniczone jedynie wyobraźnią kierowców jeżdżących po wertepach, jak w strzegomskich kamieniołomach. Co ciekawe, praktycznie w każdej jurcie znajdziecie stół do bilarda, nie w każdej zaś toaletę i wodę do mycia. Podróżnikowi udało się nawet spotkać gdzieś w stepie zapominaną już Warszawę M20 (w b.ZSRR bardziej znana jako M20 Pobieda), zdezelowaną, skorodowaną, przysypaną piaskiem. Jak tu dotarła, nikt nie wiedział, aczkolwiek ślady mogą prowadzić do słynnego  filmu „Tak daleko jak nogi poniosą” w reżyserii Hardy Martinsa, w którym por. Kamenev ścigał starą Warszawą Klemensa Forella. 

fot. Michał Szczecki, Dynamic Motors

Białoruś to też ciekawy kraj. I choć podróżnik nie powiedział tego wprost,  zupełnie inaczej odbierany przez licznych turystów i motocyklistów. Tu, po przejechaniu ponad 20 tys. km zepsuł się jemu motocykl KTM 640 (łożysko na wałku sprzęgłowym, zwykle siada po 15 tys. km), ale gościnni Białorusini w mig pomogli Polakowi. Po południu KTM był odstawiony do bardzo dobrze  wyposażonego serwisu Suzuki, a wieczorem już wszyscy bawili się na imprezie. Łożysko zamienne wystarczyło aż do Włocławka, gdzie dzielnego globetrottera-podróżnika przywitała matka.

Zamiast zakończenia
Rzadko można spotkać ludzi na szlaku z taką pasją, poświęcających swój czas na zdobywanie kolejnych kontynentów. Jak sam mówi, zwykle na szlaku spotyka się samotnych motocyklistów, motomaniaków po przejściach, gdyż druga strona nie akceptuje takiej pasji. Ale jak w każdej regule są wyjątki.

Oczywiście były pytania z sali, przybliżamy najciekawsze z nich.

- Ponad miesiąc w siodle, nieważne niewygody, ważna tylko jazda i pasja eksploratora-odkrywcy. Na szlaku zawsze znajdziesz bratnią duszę, ale samotne wilki i tak pojadą w swoją stronę - podsumowywał Krzysztof

Jeśli spytacie o koszty takiej podróży i sponsorów, to odpowiedź niemal zawsze będzie niepełna.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

- Tylko na samą benzynę, zapasowe części (podstawowe, jak opony i świece) trzeba mieć co najmniej 5 tys. dol. A sponsorzy, cóż – nie było takich - z uśmiechem zakończył motocyklista

Nieco wcześniej w podobną podróż dookoła świta „Long way round” wybrali się  Ewan McGregor i Charley Boorman, co kilka razy podkreślał Krzysztof -  z tym tylko, że wyjechali z Londynu w odwrotnym kierunku do Polaka.

Za rok, może dwa Krzysztof Krukowicz wybiera się w kolejną podróż, tym razem do Afryki z nowym motocyklem. Najprawdopodobniej będzie to także bmw.

 

redakcja autoflesz.com, obsługa własna

 

Od redakcji: dziękujemy Pani Iwonie Stefaninie, specjalistce ds. marketingu i QMA, Dynamic Motors i Panu Michałowi Szczeckiemu, kierownikowi sprzedaży motocykli Dynamic Motors za zaproszenie na tak ciekawy i świetnie zorganizowany wstęp do rozpoczęcia sezonu motocyklowego.

Publish modules to the "offcanvas" position.