Romet 4E totalnie zdołowany przez testujących dziennikarzy

Nie można dodawać gazu zbyt mocno, bo skończy się to rozłączeniem napędu. Wówczas nie będziemy mogli kontynuować jazdy. Trzeba się zatrzymać, ustawić dźwignię zmiany biegów w pozycji neutralnej, włączyć tryb D i ruszać od nowa. Przedstawiciele firmynie byli w stanie nam wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje - piszą autorzy testu Tomasz Budzik i Marek Wieliński.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Niestety mają sporo racji. Nie mogliśmy tego autka testować, gdyż kolejka była jak w okresie PRL-u za pomarańczami na święta. Zdołaliśmy jenak go dokładnie obejrzeć i spotografować. Swoje uwagi zapisaliśmy w redakcyjnym fotoreportażu. Tymczasm autorzy moto.wp.pl pojechli jeszcze bardziej. Czy słusznie. Zdaniem naszego redakcyjnego inżyniera od konstrukcji lotniczych - słusznie.

Wiele mankamentów poirytowało testujacych podczas jazdy:

- Wyobraźcie sobie, jakie emocje przeżyliśmy w momencie, gdy nasza podróż odbywała się poza miastem, a do naszego bagażnika zbliżała się wielka ciężarówka. Całe szczęście, że przy drodze była zatoka postojowa, w którą udało się nam uciec. W przeciwnym razie, mielibyśmy sporą szansę na przyjęcie solidnego uderzenia w bagażnik. Jadąc Rometem, trzeba nieustannie obserwować wskaźnik energii i obciążenia układu napędowego. Przekroczenie pewnego poziomu obciążenia, za każdym razem, kończyło się taką właśnie katastrofą - piszą autorzy

Czy wobec tego Romet 4E ma jakieś zalety? Z cała pewnością. Przede wszystkim koszt przejechania 100 km wynosi około 6-7 złotych. Zimą lepiej trzymać to autko w ciepłym garażu. Jednak przypominamy, że dyrektor handlowy z Dębicy już latem obiecał znacznie odporniejsze na mrozy akumuatory. Miały być też baterie nowego typu, zezwalające na większą ilość cykli ładowania. Trzymamy za słowo.

Ciekawe jest tez podsumowanie tego testu:

- Podsumowując, Romet 4E jest propozycją dla specyficznego nabywcy. Musi on kochać kolor zielony - jedyny dostępny w sprzedaży indywidualnej i przymykać oko na oczywiste braki pojazdu. Zdecydowana większość testowanego autka (nie licząc znaków firmowych) powstaje w Chinach. Czy oznacza to, że w krajach rozwijających się nie może powstać wartościowe auto elektryczne? Może. Tak jest w przypadku zaprezentowanego w styczniu 2012 roku, podczas targów w Detroit, koncepcie Tata eMO. Propozycja z Indii, choć jeszcze daleka od realizacji, ma być wyposażona w baterie litowo-jonowe, dziewięć poduszek powietrznych, klatkę a przede wszystkim, silnik o mocy 25 KM. Oczywiście, niezbyt rozsądnie jest porównywać pomysł jednego z największych koncernów samochodowych świata z pojazdem małej, chińskiej firmy. Smutek jednak pozostaje.

Cała prawda, czy tylko półprawda?

Z  całą pewnościa sprawa się wyjaśni podczas najbliższch Międzynarodowych Targów Poznańskich. Producent będzie musiał ujawnić, kto rzeczywiście wykonał kreskę tego nadwozia; skądinąd do zaakceptowania. Wytknęliśmy jednak inne argumenty, jak np. paskudne połączenia spawane czy brak osłon i zabezpieczenia akumulatrów. Przypomnijmy, że są połączone szeregowo, wystarczy wadliwa jedna skrzynka o cały łańcuch przerywa pracę.

 

Publish modules to the "offcanvas" position.