Wakacje w pełni, choć nadal w trybach pandemii koronawirusa Sars-CoV-2, o czym wielu Polaków zapomina. Tym razem nie mieliśmy specjalnego planu na dwa kolejne pałace: Pakosław i Goliszewko. Oba są - dosłownie - niemal przy trasie szybkiego ruchu S5, 90 km od Wrocławia. Niestety, kondycja obu pomników historii... biegunowo różna.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Na pierwszym planie postanowiliśmy umieścić chyba mało znany pałac w Pakosławiu, dosłownie 34 km od MOP „Węzeł Bojanowo”. Zbaczając z S5, jedziemy drogą nr 309 a później nr 36. Najpierw mamy Golejewko – o którym w następnym meldunku z trasy – a później Pakosław Pałac.
Jak powiedzieliśmy to zupełnie inny pałac, po odbudowie i modernizacji, gdzie obecnie możesz odpocząć, zaparkować samochód (jeszcze bezpłatnie) i wstąpić do pałacowej restauracji. Miejscowi mówią, że to też była kiedyś ruina, ale obecnie w prywatnych rękach ważnego biznesmena nabiera należnego blasku. Robi wrażenie nie tylko z zewnątrz, ale także w środku, przy okazji nie sposób nie wspomnieć o pięknie utrzymanym założeniu parkowym w stylu angielskim.
Podobno w tym miejscu można się zakochać, dosłownie i w przenośni. Co więcej, nawet jeśli zechcesz tylko wypić dobrą kawę czy chłodną Pepsi Colę nikt nie będzie się „indyczył”, jak to opisała niedawno blogerka pani Zofia, właścicielka zaprzyjaźnionego portalu podrozepokulturze.pl - opisując i dokumentując podkrakowski Czernichów.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Warto dodać, że sam Pakosław, obecnie gmina, to naprawdę małe miasteczko z szeroko rozbudowaną bazą hotelową, kościołem i niedawno wybudowanym marketem z logo „Biedronki”. Ponadto, tuż obok pałacu znajdziecie przepiękny budynek służby zdrowia podległy NFZ, co także pokazujemy na zdjęciach.
W pałacu, w pięknie odremontowanej sali balowej, odbywają się (głównie) wesela na 120 par. Nie pytaliśmy, czy to pod kątem obowiązujących obostrzeń dopuszczających udział 150 weselników, czy na okoliczność faktycznej pojemności samej sali. Tak czy owak, przestrzegane są tu wszystkie obostrzenia dot. pandemii koronawirusa. Jednym słowem jest zupełnie inaczej niż nad morzem, co opisywaliśmy z wypadu do Karwii i Jastrzębiej Góry.
Będąc w pałacowych podwojach, parku i restauracji natknęliśmy się na międzynarodową grupę językową, która tu spędzała pracowicie czas na łamaniu zawiłości języka angielskiego (a obcokrajowcy... polskiego). Okazuje się, że takie atrakcje to także specjalność szefowej PR-u pałacu.
Wspomnieliśmy o parku w stylu angielskim, dodajmy jeszcze dwa przypałacowe stawy i kwiatowe planty (zadbane hortensje) przed głównym wejściem - naprawdę śliczne! Trawa, jak kiedyś w jednostce wojskowej, przystrzyżona, ale niemalowana... w oczekiwaniu nie na generała, tylko na nowych gości.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Wspomnieliśmy wcześniej, że pałac był po II wojnie światowej był zniszczony, a główna sala balowa zapadła się jak domek z kart. Nieco wcześniej, obecni tu niemieccy protestanci zaadaptowali pałacowe pokoje na szkołę i kaplicę. Był też, w otaczającym parku, dom dla pastora (i kantora) oraz cmentarz ewangelicki. Przed odbudową pałacu szczątki ludzkie przeniesiono na cmentarz gminny, więc nie ma mowy o profanacji czy przeciągającej się z tego powodu budowy, jak np. na przykościelnym placu parafii pw. Matki Boskiej Królowej Polski i św. Franciszka z Asyżu w Jeleniej Górze.
Odbudowany pałac, pod koniec lat 70. XX miał kilku sponsorów i wiodących darczyńców, którzy mieli nieco inne plany dot. tego historycznego zabytku, w którym – nomen omen - zarządzał późniejszy prezydent Warszawy Ignacy Zakrzewski (1745). Jakiś czas temu właścicielem założeń parkowo-pałacowych była gmina Pakosław, która obiekt dzierżawiła. Czy z wykorzystaniem pełnej mocy potencjału tego miejsca – odpowiedzi nie udzielono. Przypomnijmy, że podobny epizod widnieje w annałach zamku księżnej Orańskiej w Ząbkowicach Śląskich. Tu w Pakosławiu nie ma tak wzruszającej, pięknej i bezinteresownej historii miłosnej pomiędzy księżną i jej stajennym, ale być może nie dotarliśmy do źródeł. Innym przykładem mezaliansu i wielkiej miłości była ostatnia historia, którą opisaliśmy po pobycie nad jeziorem Jeziorak w Siemianach.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Tylko odrobina historii
To chyba jakieś zauroczenie, że chciało nam się zboczyć z trasy i odwiedzić to miejsce. Jak piszą w przewodnikach, każdy zakamarek pałacu – dowiecie się dalej, iż chodzi także o pokoje - skryje jakąś tajemnicę. Z braku czasu nie odkryliśmy nic nowego, tylko stwierdzamy że warto poświecić choć kilka godzin na zwiedzenie Pakosławia. Mówią, że podróże kształcą, coś w tym jest!
Pierwsze wzmianki o tej osadzie pojawiły się już w XII wieku, wszystko za sprawą bogatego rodu Awdańców owianego aurą tajemniczości, jak kiedyś templariusze. Jedno jest zaś pewne, z tego rodu wywodzą się Pakosławscy, właściciele tych włości do XVI/XVII w. Awdańcy zakładali kolejne wsie (nawet miasteczka), budowali klasztory i kościoły, co mocno wpływało na prestiż i znaczenie rodu.
Ale nie byli jedynymi mecenatami, darczyńcami, patriotami, a w konsekwencji... właścicielami. Przez kolejne dwa wieki właścicielami tych ziem był ród Zakrzewskich, pochodzący ze Śląska – herbu Wyssogota. Historia przypisuje kolejny ważny epizod do tego miejsca wspomnianemu już Ignacemu Zakrzewskiemu (już w 1788 roku został właścicielem Pakosławia). W swoim CV mógł zapisać: żarliwy patriota, wolnomularz, poznański poseł na Sejm Wielki czy dwukrotny prezydent Warszawy. To on w 1791 roku sprzedał Pakosław Michałowi Krzyżanowskiemu herbu Świnka, marszałkowi Trybunału Koronnego w czasie Księstwa Warszawskiego (pierwszy projektodawca pałacu). Nieco później Pakosław miał jeszcze kilku innych właścicieli, o których wiemy tyle, że mieli pieniądze i szczytne cele.
Dokładna budowa pałacu nie jest znana, zakłada się że nastąpiła w latach 90. XVIII wieku; co ciekawe, na ruinach dawnego dworu obronnego, aczkolwiek prace archeologiczne tego nie potwierdziły.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Jeśli dalej chcecie dociekać o kolejnych właścicielach, to powiemy jedynie tyle, że było ich jeszcze kilku, a każdy z nich wnosił swoje porządki i pomysły do modernizacji tego miejsca. To mniej więcej tak, jak nowa opcja w polskim Sejmie, rządzie i opozycji. Aczkolwiek w duchu poprawności chronologicznej podpowiadamy, że w drugiej połowie XIX wieku pałac nabył w drodze licytacji hrabia Leon Czarnecki, później – w niejasnych okolicznościach – stał się własnością Komisji Kolonizacyjnej.
Obecnie pałac należy do rodziny Dudów, która zarządza nim od ponad 15 lat. Swoje motto i przesłanie zawiera w kilku słowach-kluczach: praca, marzenia, wytrwałość, rodzina, wrażliwość, ciągły rozwój. To mniej wiej tak, jak wabił wyborów prezydent - nomen omen Duda - podczas wieców ze swoimi zwolennikami. Najważniejsze w tym wszystkim jest chyba to, aby "coś" pozostawić po sobie. Pięknie podsumował to Jan Paweł II: „Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to kim jest, nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi".
Jeśli spytacie o styl w jakim zbudowany jest ten pałac, to nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Jak powiedzieliśmy, pałac odbudowano, co nieco przebudowano, aczkolwiek z zachowaniem pierwowzoru w stylu klasycystycznym. Z niepotwierdzonych źródeł wynika, że autorem projektu samego pałacu był Carl Gotthard Langhans (zaprojektował także Bramę Brandenburską w Berlinie).
Pierwszy właściciel tych włości i pałacu Michał Krzyżanowski, uczestnik Sejmu Wielkiego i działacz patriotyczny, zapłacił ponoć aż 50 tys. talarów za ten przywilej.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / oryginalnie jest także przy głównym wejściu do pałacu...
Sala Kolumnowa obecnie sala balowa
Po odbudowie zachowała kształt rotundy, z misternie rzeźbionym sufitem (stiuki nieznanych mistrzów). Na ścianach sali umieszczone zostały płaskorzeźby o tematyce historycznej, oparte na rycinach Franciszka Smuglewicza z lat 1789-1791. Do dziś można oglądać trzy ze scen: Mieszka I niszczącego posągi bóstw pogańskich, Bolesława Chrobrego wbijającego pale graniczne na Łabie i Sali oraz Mieszka II przyjmującego hołd zbuntowanych Pomorzan. Przed zniszczeniem była jeszcze czwarta płaskorzeźba, przedstawiająca pogańskiego wodza Wichmana składającego broń przed Mieszkiem I. /źródło: palacpakoslwaw.pl/historia/
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Pakosław, Ośrodek Zdrowia
Co nieco o oryginalności pałacu
Kiedyś byliśmy w Pałacu Żaków na premierze Lexusa, posiadłości Jarosława Cybulskiego doradcy prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego i Lecha Kaczyńskiego ds. win. W jego pałacu (dziś znanego dworku-pałacu) pokoje są nazwane dość oryginalnie... szczepami winogron. W pałacu w Pakosławiu nazwy pokoi są równie oryginalne, z szacunkiem dla historii i miejsca, czasem z nutką melancholii – każdy ma inny charakter.
Niektóre z nich: Narcyz – są zadziorne i prowokują, inne jak Kapuśniak, orzeźwiają i koją. Niezapominajka zaś jest pełna emocji i pozytywnej energii – czytamy w wydanym pałacowym przewodniku „Jedz. Odpoczywaj. Kochaj”.
Pałac Pakosław to także ostoja dla biznesu, tu organizowane są konferencje, warsztaty i seminaria. Corocznie pałac organizuje tematyczne ferie zimowe dla dzieci, jest także przestrzenią dla Akademii Kobiecego Rozwoju (make-up, stylowe dobieranie stroju, naturalne kosmetyki, florystyka, etc.).
A kuchnia?
Cóż, restauracja „Kuchnia Pakoslove”, to kolejny argument, aby tu spędzić chwile... Zwykłe słowa nie oddadzą w pełni tego, jakie są dania, które opuszczają pałacową kuchnię. Pychota, choć podbudowana odpowiednia ceną. Piszemy "odpowiednią", bo dla niektórych gości to... drobne, dla innych np. dla prof. Małgorzaty Gesdorf b. Prezes Sądu Najwyższego, nawet 10 tys. zł/miesięcznie to za mało... aby przeżyć (?).
Pałacowe menu - to trzeba zobaczyć, to trzeba poczuć, w tym trzeba się rozsmakować, jak w rybie ze stawów milickich (marynowana w soku z kiszonego buraka, z risotto + szafranem i zielonym groszkiem). Brzmi dość oryginalnie, ale tak samo smakuje.
Specjały „Kuchni Pakoslove” są przygotowywane na bazie lokalnych, świeżych składników, dobieranych w zgodzie z rytmem pór roku. Stanowią połączenie najlepszych tradycji kuchni polskiej i europejskiej.
Jeśli już zaintrygowaliśmy Cię Czytelniku... a jednak pytasz o cenę, to dopowiemy - z całą pewnością nie są to ceny znane choćby z restauracji Modesta Amaro czy Magdy Gessler*, ale nawet wspomniana prof. Gesdorf nie miałaby żadnego problemu z zapłatą "drobnymi". Dodajmy, dania są tak dobre i profesjonalnie podane, że „Kuchenne rewolucje” nie mają tu szans. Co więcej - nie trzeba zamawiać wizyty z miesięcznym wyprzedzeniem. A to już jest bezcenne!
*/ w obu restauracjach mieliśmy zaszczyt być, a zadać pytanie Sharon Stone - to jedno ważne doświadczenie, ale zobaczyć celebryckie zwyczaje tzw. gwiazd uświadomiło nam tylko tyle, że szołbiznes to wielki "obciach" - mówiąc kolokwialnie. Dosadniej powiedział o tym T.Jacyków: "Szołbiznes to taki brzeg, że jakie tylko g... przypłynie, takie się przyklei".
- przeczytaj koniecznie:
- Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim - ciekawostki perełki Dolnego Śląska
- Jezioro Jeziorak, Pojezierze Iławskie – najdłuższe jezioro w Polsce, raj dla motorowodniaków
- Jedyna na świecie technologia – Shell PUREPlus Technology: fotoreportaż z polskiej prezentacji nowej linii olejów silnikowych
- Jestem taka, jaka jestem - konferencja prasowa z Sharon Stone w Warszawie /materiał archiwalny/
redakcja autoflesz.com![]()