Olaf Scholz, niemiecki kanclerz podczas wizyty 2 lipca w Warszawie miał ogłosić konkretny plan współpracy, zarówno ws. reparacji wojennych, jak również miały zapaść konkretne decyzje ws. dodatkowej ochrony wschodniej flanki NATO. Niestety, wizyta i polsko-niemieckie rozmowy zakończyły się rozczarowaniem. Czy to kolejna porażka wizerunkowa Olafa Scholza?
fot. Bloomberg
Dziś wiemy więcej o tej wizycie, która tak naprawdę toczyła się wokół wojny w Ukrainie, trudności na granicy polsko-białoruskiej, straszaku atomowym Władimira Putina wobec Zachodu.
Propozycje Scholza nie do zaakceptowania
Kanclerz złożyły propozycje wypłat dla żyjących ofiar III Rzeszy, ale Donald Tusk uznał jednak za niezadowalające. Zaskakująca postawa polskiego premiera musiała być zaskoczeniem dla Berlina. Portal onet.pl zdradził, iż Niemcy gotowe były ogłosić przeznaczenie 200 mln euro, na wypłaty odszkodowań dla żyjących jeszcze ofiar II wojny światowej.
Premier Tusk, nie przyjął tej propozycji, uznał tę kwotę za zbyt niską w stosunku do odszkodowań realizowanych przez Niemcy (RFN) dla żyjących jeszcze obywateli Izraela, ofiar Holokaustu.
Co jeszcze wiemy z przecieku informacji, dobrze poinformowanych źródeł. Niemcy oferowały Polsce wsparcie militarne, w tym przekazanie jednego okrętu podwodnego serii U-boot. To już na samym początku nam się źle kojarzy.
Przypomnijmy, że żydowskie ofiary III Rzeszy otrzymują comiesięczne wypłaty, a w Polsce właściciele żydowskich kamienic wygrywają sprawy sądowe za pozostawione mienie, praktyczne w całości. Zaburzanie zaś, po niemal 60- latach czekania na decyzję rządu polskiego, po kilkunastoletnich sprawach sądowych otrzymali zaledwie 15 proc.(!0 wartości mienia pozostawionego na Wschodzie (Litwa, Białoruś, Ukraina).
„Błędem Donalda Tuska ma być to, że popełnia w resecie z Niemcami dokładnie ten sam błąd, który 15 lat wcześniej popełnił w resecie z Rosją. W obu przypadkach polski premier ogłaszał, nim jeszcze cokolwiek zdołał ustalić, że w przeciwieństwie do PiS jest skłonny do porozumienia. W efekcie, mimo że w treści jest asertywny, to przez ogłaszanie sukcesu negocjacji jeszcze przed ich zakończeniem, musi z uśmiechem kwitować brak sukcesu" – czytamy w materiale onet.pl
Brak komunikacji pomiędzy Warszawą a Berlinem
Stosunki polsko-niemieckie nie są dobre, wizyta Olafa Scholza miała je ocieplić, ale zakończyła się porażką. Znacznie wcześniej Alma Baerbock, minister spraw zagranicznych Niemiec mówiła wprost, reparacje wojenne są sprawą zamkniętą. Jeszcze przed wygranymi przez koalicję wyborów z 15 października politycy PO mówili, że raport posła PiS Arkadiusza Mularczyka jest zarzewiem kolejnego konfliktu pomiędzy sąsiadami.
Dziś przyboczni premiera Tuska zmieniają narrację. Podobnie zresztą ws. obrony granicy polsko-białoruskiej i śmierci polskiego żołnierza na służbie. Berlin zna polskie problemy w marynarce wojennej, ale już w kwietniu br. wysłał do Warszawy propozycje pomocy w zakresie dozbrojenia naszej marynarki wojennej. Jedną z ważniejszych propozycji było przekazania naszemu krajowi jednego z sześciu niemieckich okrętów podwodnych serii U-boot. W tle była opcja preferencyjnego odkupienia drugiego U-31, który – nomen omen – ten pierwszy złożył nawet wizytę w gdyńskim porcie.
Współpraca
Należy też zwrócić uwagę na fakt, iż Polska i Niemcy mają współpracować na rzecz ochrony granicy zewnętrznej Unii Europejskiej oraz Europejskiej Tarczy Powietrznej, co podkreślił we wtorek Donald Tusk po zakończeniu konsultacji międzyrządowych między Polską a Niemcami.
Owszem, brzmi to pięknie, ale to są tylko słowa. Przypomnijmy pomoc Niemców ws. Ukrainy i wysyłanie niesprawnych Leopardów. Doskonale wiemy, iż granica polsko-białoruska jest nieszczelna, a niemiecka policja podrzuca nam imigrantów. Ponadto trzeba mieć w podświadomości, że Donald Tusk musi mieć jakieś sukcesy w negocjacjach, sprawiać dobre wrażenie twardego negocjatora, zabiegać o przyszłych wyborców. Dlaczego, bo nadal myśli o prezydenturze!
redakcja autoflesz.com