Isuzu D-Max 1.9 Tdi blue power - buntownik z wyboru

Nasza redakcja miała przyjemność odbyć kolejny test „wszędołazem”, z pięknie podretuszowanym licem i nowym silnikiem.  Wypiękniał nam Isuzu D-Max bez dwóch zdań, a jego legendarne zdolności w trudnym terenie mogliśmy także sprawdzić na piaszczystej „pustyni” podbydgoskiego Zamczyska. Najnowszą wersję 1.9 Tdi blue power 163 KM, z podwójną kabiną i luksusowym wyposażeniem  SLX,  do testu użyczył Multisalon - Reiski w Bydgoszczy, największy w regionie salon Seata, Subaru, Fiata i Isuzu a niebawem również Alfy Romeo i Jeepa. Dziękujemy!

fot. Alicja Gotowska©, autoflesz.com

Isuzu D -Max to zaledwie nastoletni gracz w Lidze Mistrzów, pojawił się w 2002r. W 2008r. przeszedł kosmetyczną przemianę i zadebiutował na polskim rynku z sinikiem 2.5 TD 136 KM (były też wersje 2,5-  oraz 3,0- litra).  Chociaż jego start wśród wyrafinowanych konkurentów był początkowo nieudany, swoje prawdziwe oblicze zaczął kształtować w 2012r. wkraczając na polski rynek z drugą generacją. Od razu model ten przekonał użytkowników do siebie niezwykłymi osiągnięciami w trudnym terenie. Pikap mocno zbliżył się do markowych rywali, a odmieniona linia nadwozia, potężny udźwig i jeszcze lepsza manewrowość w terenie przypadła do gustu wielu firmom  drogowym (Skanska, Eurovia, Strabag czy Budimex). Nasza redakcja była też  podczas flotowego zakupu Isuzu na budowę S5, gdy Multisalon-Reiski miał swoją siedzibę w Białych Błotach. Już wtedy  D-Max zbierał laury za atrakcyjną kreskę nadwozia, bardzo dobrą cenę, warunki kredytowania i niezawodne (dość proste)  silniki.  

Wersja MY 2017, rzecz jasna po uroczym liftingu, łączy energetyczny, sportowy styl z innowacjami technologicznymi Isuzu oraz śmiałym wzornictwem i rozszerzonym wyposażeniem. D-Max wygląda, jeździ i pracuje jak na prawdziwego twardziela przystało,  potrafi być nieustępliwy i szarmancki zależnie od sytuacji i tego, co się od niego wymaga, ale po kolei...

Kobiety lubią zmiany
Najbardziej widoczne zmiany zaszły w przedniej części gdzie zadziorny grill łączy się z reflektorami posiadającymi LED-owe oświetlenie do jazdy dziennej i nowoczesne projektory soczewkowe wykorzystane przy światłach  mijania i drogowych zarazem, poniżej masywna listwa  zderzaka wraz z lekko poszerzonymi nadkolami nadają temu kolosowi szarmanckiego i dostojnego wyglądu.  Nad całością góruje muskularna maska w wyjątkom kolorze Venician  Red Mica i zabudowa powierzchni załadowczej (dodatkowy pakiet wyposażenia Sport Design Box).

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Stylowe felgi z stopów lekkich w rozmiarach 16 i 18” oraz chromowane dodatki dodają szykownego sznytu, zgrabny tył  z nowymi lampami i przetłoczeniami podkreślają sportową linię,  odwołując się jednocześnie do pierwotnego DNA auta terenowego.

Wnętrze dostało zastrzyk ze szczepami luksusu
Nieprawdą jest, iż to Daimler pierwszy zauważył, jakoby auta segmentu pikapów powinny być dopieszczone i wyposażone jak klasa  premium. Nie mniej każdy teraz podkreśla, że to on przejął inicjatywę nad pikapami, dotąd siermiężnymi i traktowanymi tylko w kategorii amerykańskiego farmera z Texasu. 

Przestronne wnętrze emanuje prostotą z nutką elegancji, która odzwierciedla urok D-Maxa. Tu,  nie ma mowy o zbędnych gadżetach zajmujących przestrzeń i odwracających uwagę podczas prowadzenia czy elementów wykończenia, które zbierają „pot i brud ” podczas codziennych zmagań w terenie. Uniwersalny projekt wnętrza został pieczołowicie przemyślany i skonfigurowany tak,  by obsługa była dziecinnie prosta a przy tym zapewniała bezpieczeństwo, komfort i przyjemność.   Wnętrze D-Maxa skrywa dużą liczbę przeróżnych schowków i pomysłowo rozmieszczonych uchwytów, elementy wykończenia są twarde, ale dobrze spasowane i łatwe do czyszczenia. Na ergonomicznej desce rozdzielczej graficzną zmianą dotknięte zostały zegary wraz z centralnym wyświetlaczem komputera pokładowego poprawiając ich czytelność, w środkowej części pojawił się 7” ekran systemu multimedialnego z nawigacją (w najwyższej wersji), poniżej ponownie zagościło pokrętło do klimatyzacji (można ustawić nawet 15 st. C)  – dookólnie rozmieszczono funkcjonalne przyciski.

fot. Alicja Gotowska©, autoflesz.com

Ciemną tonację wnętrza rozświetla jasna podsufitka, jednak czy to - aby na pewno - dobrze dobrana konfiguracja kolorystyczna wnętrza (zwłaszcza pod kątem utrzymania w nienagannej czystości) czas pokaże. Wnętrze zapewnia bardzo dobrą widoczność „do przodu”, jeśli chodzi o tył - przy opcji z nadbudową – pomocna okazuje się  kamera cofania (wyższa wersja wyposażenia). 

Obszerne fotele z bocznym trzymaniem obszyte tapicerką materiałową (lub w topowej wersji skórą ekologiczną) zapewniają wygodę kierowcom z rozbudowanym mięśniem piwnym, zaś modelki z prospektu Voque mogą ponarzekać na drobne niedopasowanie. Funkcjonalna kierownica dobrze układa się w dłoniach, jedynie nad czym można by popracować,  to profesjonalny wzór ściegu na skórzanym obszyciu wieńca kierownicy.

Wyposażenie – jest niemal wszystko co być powinno
Isuzu D-Max posiada bogate wyposażenie, jakiego oczekujemy od nowoczesnego samochodu,  podnoszące zarówno standardy komfortu oraz bezpieczeństwa. Znajdziemy tu między innymi: ABS, EDB+BA, ESC, asystent wspomagania ruszania pod górkę (HSA) oraz zjeżdżania ze wzniesienia (HDC),  6 poduszek powietrznych (w tym kurtynowe), przednie pasy z napinaczami, elektronikę szyb oraz lusterek zewnętrznych, klimatyzację (automatyczna w wersjach wyższych) tempomat, światła przeciwmgielne,  elektromechaniczny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu eLSD, a w bogatszych wersjach system bezkluczykowy (z pilotem w... kieszeni), chromowane progi boczne, skórzaną tapicerkę, kamerę cofania (w najwyższej wersji).

fot. Alicja Gotowska©, autoflesz.com

Natomiast w topowych wersjach PRIME znajdą się dodatkowe akcesoria, jak: nadbudowa typu sport, wykładzina przestrzeni ładunkowej, czujniki parkowania czy dywaniki welurowe.   Dodatkowo w opcjach dodatkowych jest możliwość dobrania specjalnego pakietu wyposażenia Hunter w skład, którego wchodzi:  uniwersalna zabudowa skrzyni ładunkowej typu sport, zapobiegająca uszkodzeniom i łatwa w utrzymaniu czystości wykładzina do ładowni, a nawet atrybuty każdego... myśliwego (klatka do przewozu psa tropiącego,  zabezpieczenie broni myśliwskiej,  wanna na dziczyznę oraz sterowana pilotem wyciągarka ułatwiająca załadowanie kastry z upolowana zwierzyną).

Pakiet JOY dostępny w standardzie dla wersji SLX (dla pozostałych wersji za dopłatą) zawiera stację multimedialną z nawigacją, dodatkowe głośniki i kamerę cofania.

Nowy silnik – dbałość o ekologię
Nowa jednostka o pojemności 1,9- litra Tdi produkuje tę samą moc co protoplasta z 2,5- litra pojemności skokowej -  163KM i 360 Nm. Poprzedni motor dysponował wprawdzie 400 Nm dostępnym w przedziale 1400-200 obr./min., ale emitował więcej CO2, konsumował więcej paliwa i charakteryzował się mniejszą kulturą pracy.  Jeśli porównać zużycie paliwa, to według danych producenta, najnowszy silnik spala o 0,8 l/100 km mniej, w praktyce – przy dość spokojnej jeździe – można ten wynik utrzymać w ryzach. Jednak nikt nie kupuje takiego odjechanego auta dla oszczędności, to zwyczajny obciach, jak próba zagazowania Lexusa LS 600 czy Audi A8.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

Nowy motor zdecydowanie poprawił parametry ekologiczne, jest nadal dynamiczny i płynnie (niemal liniowo) rozwija maksymalny moment obrotowy. Tylko przy okazji nadmieniamy, że kierowca zapłaci również mniejszy haracz w pakiecie OC+AC+NW. W dolnych rejestrach wyczuwalna jest minimalna turbodziura, ale można ten efekt oszukać przechodząc na pracę sekwencyjną skrzyni biegów o sześciu przełożeniach (zapięcie  każdego biegu wyświetla się na głównym displeju kierowcy).

Napędy – małe cudo techniki
Z całą pewnością konstruktorzy Isuzu dokładnie przeanalizowali dostępne rozwiązania na rynku (Nissan Navara, Mitsubishi L200 czy Toyota Hilux). Napędy, zwłaszcza te z reduktorem to "jazda bez trzymanki", właśnie po to kupuje się takie modele, aby w terenie pokazały zadziorność bulteriera, elegancję whippeta i spokój owczarka niemieckiego.

W wersji AWD napęd przenoszony jest standardowo na tylne koła (tryb 2H), a przednia oś dołączana jest w trybie 4H (zwyczajnym pokrętłem). Ortodoksyjni kierowcy aut terenowych z nutką żalu wspominają "sztywne" sprzęganie napędów bez użycia elektroniki, dziś to już przeżytek, jak... szkolna lektura. Ale to dopiero rozgrzewka, więcej mocy, lepsza przyczepność, trudniejszy teren to domena napędu 4L. To standardowe rozwiązanie w większości pikapów, bez uruchamiania centralnego mechanizmu różnicowego. Z reguły zapięcie trybu 4L wystarcza do pokonania kopnego piachu czy jazdy na śliskiej nawierzchni (deszcz, szuter, kamieniste zbocze). Dużą zaletą wybierania wszystkich pozycji (pokrętło na tunelu środkowym) jest ich pewność załączania, szybka reakcja na zapięty tryb pracy i taka sama prędkość podczas wyłączania.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

W jeszcze trudniejszym terenie niezastąpione jest ustawienie trybu  4HL,  z blokadą centralnego mechanizmu różnicowego.  Isuzu czuje się w ciężkim terenie jak płetwal błękitny w Oceanie Atlantyckim. Gdyby założyć mu opony terenowe Goodride,  to z pewnością pokonałby naszą testową górkę na Zamczysku bez zbędnych ceregieli. Trzeba jednak dodać, że Isuzu jest kolejnym pikapem  (po Actyonie Sports, Fullbacku i Hiluxie),  który pokazał swoje możliwości w kopnym piachu (typu fesz-fesz).

Jazda w terenie potwierdziła dobrze dobrane  kąty zejścia i natarcia, które w D-Maxie wynoszą odpowiednio 30 i 25 stopni. Jeszcze lepiej jest z prześwitem - 235 mm, a zrywny motor i świetne własności jezdne sprawiają, iż   budzi się w nim buntownik zdolny do pokonania wertepów, kamienistych (górskich) podjazdów, a także bystrza rzek czy gliniastych dojazdów... na pole pod Grucznem.  

Techniczne nowości silnika common rail 1.9 Tdi blue power
Nowa jednostka dostała wydajną turbosprężarkę Variable Geometry System (VGS) i system wtrysku common rail najnowszej generacji  pod ciśnieniem 1850  barów. Turbodiesel jest zdecydowanie cichszy od protoplasty (2,5- litra), lepiej wytłumiony i podbarwiony lepszą kulturą pracy.

Nad wytrzymałością i wydajnością pieczę sprawują m.in. hydrauliczne regulatory luzu zaworowego, tłoki z powłoką polimerową i łańcuch rozrządu z regulatorem naciągu (zdaniem inżynierów niemal nie do zdarcia). Silnik z systemem zmiennej geometrii łopatek turbosprężarki zapewnia dobre przyspieszenie i oszczędnie dawkuje potrzebną ilość paliwa, co mile zaskakuje na stacji Shella czy Orlenu.

fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com

 Moc przekazywana jest na koła za pomocą 6 biegowej przekładni manualnej lub automatycznej (tak jak w naszej wersji testowej; za dopłatą dla wersji przedłużonej i z podwójna kabiną).

Ponadto "bez dopłaty" mamy kilka nowinek technicznych:

  • klotoidalny kształt denka tłoka;
  • wtryskiwacze DLC ( Diamond Like Coating), co znacznie podnosi trwałość i odporność na zanieczyszczenia w ON;  
  • tłok pokryty warstwą grafitową, co znacznie obniża tarcie;
  • rolkowe  dźwigienki zaworowe;
  • pojedynczy pasek napędowy;
  • podwyższona trwałość i wytrzymałość silnika;
  • turbodiesel 60 kg lżejszy od protoplasty (2,5- litra);
  • o 9 proc. większy moment obrotowy.

Testowaliśmy z dużą  przyjemnością
Kto nie lubi testować samochodów, zwłaszcza tak uniwersalnych jak D-Max. Praktycznie wszędzie, gdzie się pojawiał sprawiał radość na twarzy obserwatorów, a ten błysk w oku mówił wiele, nawet pani na stacji benzynowej nie omieszkała zapytać o detale.

fot. Alicja Gotowska©, autoflesz.com / Isuzu D-Max z letnimi oponami Toyo i nieobciążonym tyłem radził sobie całkiem dziarsko

Rzeczywiście doświadczyliśmy tego nawet w zapuszczonym (by nie powiedzieć opuszczonym przez historię)  pałacu w Wiatrowie, o którym napisaliśmy okazjonalny tekst. Nawet takie podupadłe włości z historią Polski w tle mają szansę na ciąg dalszy i większe grono czytelników. Nikt o to nie zadba, jeśli my sami tego nie dokonamy. Taki jest dzisiaj trend, aby zapominać o przeszłości, a nawet ganić sens oporu przeciwko działaniom okupanta, jak chociażby w 73. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.

D-max to pikap  z krwi i kości, który otrzymał pierwotne DNA cenionych współbraci z 2002 roku. Ma mocną  osobowość (nawet charyzmę), wyraża gotowość do pracy i przejawia chęć wojowania w terenie, trudnym terenie. Jednak zanim sprawdziliśmy jego terenowe możliwości musiał wykazać się zwinnością i pokorą w miejskiej dżungli. Od razu powiemy, to nie jest to jego ulubiony odcinek pracy, ale w takiej konfiguracji - jak nasze auto testowe  (najbogatsza wersja LSX) - świetnie wygląda na  każdym hotelowym parkingu.

Przy starcie doładowana jednostka napędowa (przycisk start/stop  zamiast kluczyka) demonstruje skompresowaną w cylindrach siłę dość metalicznym  pomrukiem, jednak gdy wejdzie już na odpowiednie obroty czaruje spokojem w oczekiwaniu na dalsze rozkazy.

Większość testujących dziennikarzy często zadaje sobie pytanie, czy pikap z automatyczną skrzynią biegów ma sens, zwłaszcza gdy ma przenosić góry ładunku o masie do 3,5 tomy. Okazuje się, że 6-biegowa skrzynia z możliwością sekwencyjnego wybierania daje sobie radę bez jakichkolwiek oporów. Robi to nawet dość szybko i bez zbędnego zastanawiania w segmencie aut użytkowych. Dlaczego? Bo nie jest to przekładnia porównywalna z DSG Volkswagena  czy Super ECT Toyoty ale nie ma z nią kłopotu.

fot. Alicja Gotowska©, autoflesz.com

Z wiadomych względów terenowy mastodont  nie ma łatwego życia w wielkim mieście, kłopoty z parkowaniem,  wąskie  uliczki, zakazy i objazdy, etc. to chleb powszedni. Całą resztę jezdnych zdolności pikapa  podczas manewrów w mieście można określić krótko – uniwersalny pojazd do zadań specjalnych. Wreszcie bezproblemowo pokonamy wysokie krawężniki, źle osadzone studzienki czy  dziury w jezdni. To są atuty dla niego prawie niezauważalne,  a zwinnością - pomimo dużej średnicy zawracania (12m) - dorównuje swoim nieco mniejszym kuzynom z dywizji SUV-ów.

Wspomnieliśmy o  wyprawie w poszukiwaniu złotego runa, a ściślej osiemnastowiecznego pałacyku w Wiatrowie. Na asfalcie samochód zachowuje się dość przewidywalnie z zadowalającym poziomem komfortu (na mokrej drodze bez ładunku skory do uślizgów), niezależne zawieszenie - z podwójnymi wahaczami poprzecznymi z  przodu oraz sztywny most z resorami piórowymi z tyłu - dobrze dostosowują swoje działanie do realiów dnia codziennego.  Nie ma tu nadmiernego  bujania czy wstrząsów powodujących rozlewania herbaty.
Jednak niektórzy twierdzą, że D-Max nie jest stworzony do wożenia powietrza, co można odczuć podczas pokonywania zakrętów, gdy tył nieznacznie próbuje obrać własną drogę. Tu z pomocą przychodzi elektroniczna kontrola stabilności (ESC) zapobiegająca w szczególności nadsterowności tylnej osi. Podbój dzikich terenów parku w Wiatrowie nie sprawiał D-Maxowi problemów, nie dawał też najmniejszego pretekstu co do podważania jego możliwości w dziewiczym terenie (gdzie chaszcze przesłaniały widoki na pałac z XVIIIw.).

Kolejny punkt programu to wspomniane wcześniej tereny podbydgoskiego Zamczyska.  Tu śmiganie po szutrowych i piaszczystych drogach, wertepach po byłej  JW 3637  było niecodzienną frajdą dla D-Maxa, jak obejrzenie detektywa Rutkowskiego w nowej roli celebryty.

Piaszczyste  podjazdy na pagórki po wspomnianej jednostce wojskowej odzwierciedlało działanie systemów asystujących takich jak system kontroli wjazdu pod wzniesienia Hill Start Assist (HSA), który sam dawkuje paliwo do silnika uniemożliwiając jego stłamszenie i kontroluje stałą prędkość jazdy oraz zapobiega staczaniu się pojazdu na wzniesieniu. Natomiast system Hill Descent Control automatycznie reguluje prędkość zjazdu. W trakcie terenowych testów auto spisało się wybornie,  bez problemu wspinając się na wzniesienia pokryte sypkim piachem z licznymi szykanami. Tam gdzie napęd w układzie 2L zaczynał mieć problemy z jazdą pod górę, układ 4H działał jak teleport przenosząc nas na szczyty pagórków szybciej niż mgnienie... oka.

Ostatnim punktem spinającym test D-Maxa jest spalanie, które w naszym przypadku wynosiło 9,1- 9,5 l/100km w cyklu mieszanym. Dodajmy w afrykańskim upale, z włączoną klimatyzacją.

Ocena redakcji:

  • Nadwozie:  6 pkt. Elegancki pikap o uniwersalnym zastosowaniu;
  • Silnik:  6 pkt. Daje radę, wysoka kultura pracy, choć wyczuwalna jest mała turbodziura, nie sprawdzaliśmy jak się zachowuje przy holowaniu przyczepki o DMC do 3,5T;
  • Skrzynia biegów:  6 pkt. Okazuje się, że w aucie terenowym skrzynia automatyczna daje radę, ale znamy lepsze;
  • Wnętrze:  6 pkt. Dobrze zaprojektowane wnętrze, aczkolwiek przeszkadza zabudowa "paki" podczas cofania;
  • Zawieszenie:  6 pkt. udany kompromis pomiędzy komfortem a bezpieczeństwem, ale teren to jego klimaty;.
  • Układ hamulcowy: 6 pkt. Skuteczny układ hamulcowy z kilkoma udogodnieniami na... podjazdach/zjazdach;
  • Układ kierowniczy:  6 pkt. Całkiem precyzyjny, z dobraną progresją;
  • Układ chłodzenia: 6 pkt. Jak w limuzynie, można nawet ustawić 15 st. Celsjusza;
  • Wyposażenie: 6 pkt. Jest wszystko co być powinno, nawet koło dojazdowe pod podłogą i dokładna nawigacja;
  • System audio: 5,5 pkt.  Pozytywne wrażenia, jest nawet Equalizer, a na dokładkę możliwość dobrania gatunku muzycznego do własnych upodobań np. POP, Jazz czy ROCK.
  • Bezpieczeństwo: 5,5 pkt. Duże lusterka z możliwością składania. W ostatnim badaniu EURO NCAP D-Max otrzymał 4 gwiazdki;
  • Gwarancja: 6 pkt.  Przedłużona gwarancja do5 lat, z limitem 150 tys. km i stanowi kontynuację fabrycznej gwarancji, która obejmuje okres 3 lat, z limitem 100 tys. km. O takim luksusie Volkswagen Amarok może tylko pomarzyć;
  • Wieniec kierownicy: 5,5 pkt.  Kiedyś nie przywiązywaliśmy do tego uwagi, dziś decydują detale, można lepiej;
  • Strona www: 5,5 pkt. Znacznie lepsza niż u Volkswagena, ale zawsze może być lepsza np. w dziale danych technicznych.
  • Razem: 82,0 pkt./ 84 możliwe

Czujnym okiem kobiety
Odmłodzony dość skutecznie  Isuzu D-Max -  jak Claudia Schiffer w Corelu -  sprawdza się doskonale nie tylko podczas zadań specjalnych, do których został stworzony, ale także daje upust  złego cholesterolu. Jazda po wertepach,  błotnisty  teren, przewożenie ciężkich ładunków czy holowanie 3,5- tonowej przyczepy, ale także czynniki stymulujące najprawdopodobniej podbudowujące ego swojego właściciela. Dla dumnego D-Maxa to ostre wyzwania, ale sprawiają frajdę kierowcy i pozwalają się wykazać przed takimi konkurentami jak VW Amarok czy Mitsubishi L200. Pikap z Japonii, niezwykle popularny w Afryce, z napędem 4WD,  dzięki swoim doskonałym możliwościom jezdnym,  pokona niemal każdą przeszkodę i podoła każdemu zadaniu. To kompan, który sprawdzi się również podczas przyziemnych zadań w mieście i podczas wypraw z rodziną, nawet z  żaglówką na... przyczepkę.

Jednym słowem Isuzu D-Max to pojazd zarówno do pracy jak i do wypoczynku, którym z przyjemnością można wybrać się w nieznane. Znakomicie sprawdzi się w każdej sytuacji i w każdym środowisku. Czego nie potrafi? Z całą pewnością latać, jak niezniszczalny Hilux w programie Top Gear spadający z... 10. piętra.

Mała popularność Isuzu w Polsce nie stanowi punktu odniesienia dla ogółu popularności D-Maxa w skali światowej, gdzie zarówno na rynku azjatyckim, afrykańskim,  jak i australijskim cieszy się sporym zainteresowaniem, ponadto ma w swojej historii niezwykłe epizody. Pod koniec 2014 r. na życzenie papieża Franciszka przekształcony został w "Papamobile", którym Ojciec Święty jeździł m.in. w Polsce podczas Światowych Dni Młodzieży (2016  rok).

Marka Isuzu posiada ponad 100- letnie doświadczenie złączone z tradycją, której przyświecają nowoczesne technologie i zaangażowanie w tworzeniu pojazdów użytkowych od aut ciężarowych i autobusów po auta terenowe, których początek w portfolio Isuzu datowany jest na rok 1963 za sprawą modelu Wasp,  zaś ostatnim modelem poprzedzający erę D-Maxa był dobrze oceniany przez wielu użytkowników Isuzu Rodeo produkowany od 1987r.
Marka należy do koncernu GM i jest  znana i ceniona na całym świecie z konstrukcji jednostek wysokoprężnych charakteryzujących się niespotykaną trwałością, znakomitymi osiągami oraz niewielkim zużyciem paliwa. Isuzu D-Max to auto dla osób bardzo wymagających, które zauważą jego możliwości, niezawodność i zalety pomimo braku przynależności do klasy premium, jak ostatnio Mercedes-Benz X-Class.

Jednak jak mawiał baca z Zakopanego, nie trzeba mieć sfory psów do pilnowania kierdla owiec, wystarczy jeden D-MAX!

 

- przeczytaj także:

 

Alicja Gotowska, Krzysztof Golec, redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.