Pałac w Kopicach - bajkowy pałac, historia Karola Goduli i Joanny Gryzik cz.1

O pałacu w Kopicach słyszało niewielu, ale jego historia, fascynującą postać Karola Goduli i jego wychowanicy Joanny Gryzik (Griczik?),  późniejszej hrabiny von Schomberg-Godulla Schaffgotsch, nieuchronnie poprowadziła autorów tego opracowania do... Kopic. Czy słusznie? Dziś, choć każdy z nas miał nieco inne spojrzenie na ten temat, a także odpowiadał za inny wycinek tego opracowania, to finał przerósł nasze oczekiwania (narracja, wyszukiwanie faktów, opis pałacowych ruin, materiał zdjęciowy). Ale po kolei...

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Dziś przedstawiamy historię właścicieli pałacu w Kopicach, wielu twierdzi, iż to właśnie był najpiękniejszy pałac w Polsce; dziś to ruina, którą chce reanimować nowy właściciel.

Pałac, choć nadal w głębokiej ruinie jest niesamowity, można powiedzieć bajkowy, a przede wszystkim mocno osadzony w realiach dawnych rodów magnackich - Schaffgotschowie bowiem należeli do najbogatszych rodów na Śląsku (szczególnie na Dolnym Śląsku).

Krótkie wprowadzenie w temat rodu
Ród Schaffgotschów sięga czasów średniowiecza, a zgromadzoną (bajeczną) fortunę kolejne pokolenia pomnażały przez ponad 500 lat.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Skoro byli tak bogaci, to trudno się dziwić, że pozostawili na Śląsku, Dolnym Śląsku (choć nie tylko) kilkanaście pałaców, zamków i rezydencji (w tym w Cieplicach, dzielnicy Jeleniej Góry). Do nich należały też złotonośne tereny dorzecza Kamiennej, Bobru i Kwisy, o których już pisaliśmy („Kolorowe Jeziorka” w Rudawach Janowickich).
Jednak pod koniec II wojny światowej nie wywieźli całego majątku do Niemiec, bo to było niemożliwe, ale z dużym prawdopodobieństwem mogli ukryć swój niemały majątek z pomocą słynnego już dra Grundmanna. Ale to już inna bajka, jak o słynnym „Złocie Wrocławia” czy o 200 tonach złota (rzekomo) zakopanych w zamku Roztoka.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Wspomnijmy tylko, że to jedna z najpotężniejszych magnackich rodzin nie tylko na Śląsku, ale także sporego kawałka północnych Czech, w tym szczytu... Śnieżki. Można śmiało powiedzieć, że Kotlina Jeleniogórskiej jest naszpikowana „pamiątkami” tego magnackiego rodu. Historia pałacu Schaffgotschów w Kopicach jest tego dobrym przykładem, aczkolwiek dziś okrytym kurzem, tragedią dawnych właścicieli, a także profanacją ich doczesnych szczątków.

Ruiny pałacu w Kopicach
Kopice stały się naszym wspólnym projektem, choć poprowadzenie go w obecnych warunkach nie było sprawą prostą. Wiedzieliśmy, że obecnie ruiny pałacowe mają nowego właściciela, który mocno prze do przodu, zatrudnił firmy budowlane, wykorzystuje specjalistyczny sprzęt do ratowania tego, co pozostało po wojnie (a szczególnie po spaleniu pałacu). Czy pałac kiedykolwiek powróci do stanu świetności? Zastanawialiśmy się wielokrotnie, jak kolejnym,  jednym  z najpiękniejszych polskich zamków w Ujeździe (zamek Krzyżtopór Krzysztofa Ossolińskiego, dziś ruina umocniona). Dziś  trudno przewidzieć, ale to już trzeci właściciel, prawdopodobniej miłośnik sztuki, który inwestuje, a nie zarabia na sprzedaży posiadłości wraz z ogromnym parkiem.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

To jednak wymaga czasu, gigantycznych pieniędzy, pomysłu i biznesplanu na to historyczne miejsce. Pierwsze dofinansowanie na tę odbudowę już przekazano z UM Opole.

- Czy będą następne, tego najprawdopodobniej nie wie sam właściciel – powiedziała podczas rekonesansu napotkana przez nas rodowita mieszkanka Kopic. 

Przypomnijmy tylko, że podobnie było z zamkiem w Karpnikach, a dziś to (wraz z pałacami Wojanów i Łomnica) chluba Dolnego Śląska i Kotliny Jeleniogórskiej.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Zwiedzanie w pałacu w środku - niemożliwe
Czytelników zainteresowanych tym pałacem, a przede wszystkim zwiedzaniem informujemy, iż teren jest ogrodzony a na bramie głównej góruje napis: „wstęp wzbroniony”, „uwaga zły pies”. Owszem można przeboleć fetor pochodzący z kilku stawów, pokonać wylęgarnię komarów, wielokrotnie potknąć się o wystające konary drzew (naszym zdaniem to zaplanowana pułapka), aby w efekcie ponownie stanąć przed wysokim płotem z każdej strony. Na tę chwilę... nie ma zwiedzania, nie ma wejścia do środka, wszędzie zakazy i tablice („teren prywatny”, „uwaga grozi zawaleniem”). 

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Kopice dawniej i dziś – historia warta nakręcenia filmu
Kopice to wieś w dzisiejszym województwie opolskim, niegdyś zaliczanym do dzielnicy śląskiej. Od połowy XIV stulecia, ziemia grodkowska na której leży wieś weszły w skład biskupiego księstwa nyskiego.
Nieco dalsza historia wsi związana jest z rodami niemieckimi takimi jak: von Borsnitz, von Bees, von Rosenthal, von Spaetgen. Od połowy XVIII wieku Kopice dzierżyła rodzina von Sierstorpff. Oni to, zastaną w dobrach siedzibę poprzednich właścicieli, zatrudnili opolskiego architekta Hansa Rudolpha, zmieniając w klasycystyczną rezydencję. W takim kształcie, sto lat później zakupił ją (wraz z całą wsią) pełnomocnik niepełnoletniej wówczas Joanny hrabiny von Schomberg Godulla poślubiającej Hansa Ulricha von Schaffgotsch. Zanim opowiemy, jak do tego doszło, trzeba cofnąć się w czasie...

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / herb Schaffgotschów

Historia Karola Goduli i Joanny Gryzik
W 1781 roku, na Śląsku urodził się Karol Godula. O jego wczesnej młodości i rodzinie niewiele wiadomo, jednak można przyjąć, iż była ona na tyle światła, iż zdawała sobie sprawę z niezwykłych uzdolnień chłopca i na tyle zamożna, aby go kształcić w gimnazjum (a później w liceum).

Nie wiadomo, w jakich okolicznościach i z jakiego powodu, młody Karol został ciężko pobity i okaleczony. Zdarzenie to odebrało mu sprawność w ręce, zmasakrowało pół twarzy, uczyniło go kaleką (kulał). Choć napastnicy poważnie okaleczyli ciało Karola, nie byli w stanie  odebrać mu,  ani przysłowiowo twardego, śląskiego ducha, ani umiejętności, które pozwalały mu każde - nawet upadające przedsiębiorstwo - zmienić w bardzo dochodowy interes. Jak król Midas, Godula wszystko zamieniał w złoto!

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Pracując dla miejscowego potentata, hrabiego Ballenstrema, wykazał się takimi zdolnościami, że pracodawca powierzył mi zarząd nad wszystkim swymi dobrami. Dzięki wytężonej pracy, Karol odłożył sporo pieniędzy, porzucił płatną posadę i założył własny biznes. Zakupił dobra ziemskie (w tym Szombierki, w których miał okazały pałac) oraz zakłady przemysłowe i huty, które pod jego zarządem kwitły  i rozwijały się, choć w latach recesji, wiele podobnych przedsiębiorstw upadało.
W chwili śmierci Karola Goduli (1848 rok) jego majątek szacowano na 2 miliony talarów.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Prawdopodobnie, ze względu na swe kalectwo, Karol nigdy nie założył rodziny. Całe jego życie wypełniała wyłącznie praca, jednak na dwa lata przed śmiercią, przypuszczalnie ulegając prośbom swej gospodyni Emilii Lucas, zgodził się zaopiekować na wpół osieroconą, czteroletnią dziewczynką. Joanna Gryzik (1842-1910), bo o niej teraz mowa. Dziewczynka  nie "mieściła się" w dalszych planach na życie owdowiałej matki, która chciała (oddając ją na służbę) pozbyć się córki. Przez dwa lata, które dane było spędzić im razem, Karol tak przywiązał się do wychowanicy, że to jej pozostawił (w testamencie) niemal cały swój przeogromny majątek. Zdawał też sobie sprawę, że jego dalsza rodzina, nie odpuści walki o schedę po nim. Obawiając się o życie Joanny zobowiązał najbliższych przyjaciół, aby do czasu jej pełnoletności i zamążpójścia, strzegli jej bezpieczeństwa, i rzecz jasna - interesów.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / dobudowana kaplica pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa

Przyjaciele i współpracownicy Karola Goduli wywiązali się z nałożonego na nich obowiązku bez zarzutu. Joannę umieszczono we wrocławskim klasztorze urszulanek, gdzie poza opieką odbierała też nauki, które w przyszłości miały jej pomóc zająć -odpowiednią do posiadanego majątku - pozycję. Po zakończeniu nauki, Joanna, choć odziedziczyła wspaniały pałac w Szombierkach, zamieszkała we Wrocławiu, w wilii swego opiekuna Maksymiliana Schefflera. 
Taka decyzja wynikała z dwojakich przyczyn. Po pierwsze, Scheffler, obawiał się, że w Szombierkach nie jest w stanie zapewnić Joannie bezpieczeństwa, które było realnie zagrożone przez czyhających na jej majątek chciwych siostrzeńców Karola Goduli, po drugie dawała możliwość aktywnego dbania o jej dalsze losy.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Pałac w Kopicach od strony wschodniej to dziś ruina, fot. 4 dobudowana kaplica NSPJ, fot.5 mostek prowadzący do zniszczonego mauzoleum rodziny Schaffgotschów...

W 1858 roku swoje starania o wykonanie poruczonego mu przez Godulę zadania sfinalizował z sukcesem. Udało mu się uzyskać dla Joanny nobilitację (pewnie za sporą sumkę talarów), po której uznana została za hrabinę Gryzik von Schomberg Godulla oraz doprowadzić do jej małżeństwa ze zubożałym arystokratą, wywodzącym się z cieplickiej linii hrabią Hansem Ulrichem von Schaffgotschem.

Wybór przyszłego małżonka determinowały trzy warunki: miał pochodzić z arystokracji, być katolikiem i Niemcem, jako że urodzona na Śląsku i wychowana w niemieckim kręgu kulturowym Joanna kiepsko posługiwała się prawidłową polszczyzną, a w języku ojczystym mówiła gwarą. Natomiast stan majątkowy narzeczonego w zasadzie był obojętny, Joanna dysponowała taką fortuną, że względy finansowe nie miały dla niej znaczenia.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ fot.3 ruiny altany, fot. 4 lodownia...

Dziś Można tylko pozazdrościć, ale takie układy też mają (i miały )miejsce. Przypomnijmy tylko historię hr. Marianny Orańskiej z Kamieńca Ząbkowickiego, która poślubiła wprawdzie stajennego, ale z... miłości.

Małżeństwo Joanny i Hansa, choć zaaranżowane okazało się bardzo trwałe i szczęśliwe. Hans Ulrich (1831-1915) był dobrze wykształconym i trzeźwo myślącym człowiekiem, a chowana "z dala od wielkiego świata" Joanna... panienką skromną i poważną. Jako że w dniu ślubu nie była pełnoletnią, jej olbrzymim majątkiem nadal zarządzali prawni opiekunowie, którzy zawarli z Schaffgotschami umowę, iż do dyspozycji Hansa Ulricha pozostanie (niemały) posag żony, natomiast główny majątek nadal będzie jej osobistą własnością, nad którą przejmie zarząd po uzyskaniu pełnoletności.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Ślub pary i przebudowa pałacu w Kopicach
Ślub odbył się 12 grudnia 1858 roku, w stanowiących własność Joanny Szombierkach, a młoda para początkowo zamieszkała we Wrocławiu. Rok później, opiekunowie Joanny zakupili dla młodej pary pałac w Kopicach. Młodzi małżonkowie z iście książęcym rozmachem przystąpili do przebudowy i rozbudowy istniejącego tam pałacu. Po ukończeniu inwestycji Kopice stały się jedną z najwspanialszych śląskich rezydencji.

Rok po ślubie, Joanna urodziła syna, któremu poza rodowym imieniem Hans nadała imię Karol, upamiętniając tym samym swego opiekuna i dobroczyńcę. W kolejnych czterech latach na świat przyszły jeszcze trzy córki. Życie rodzinne państwa Schaffgotschów nie odbiegało od standardów życia ówczesnej arystokracji. Wydawali przyjęcia, bywali z wizytami w najprzedniejszych dworach, uczestniczyli w życiu kulturalnym, zwłaszcza w sezonie zimowym, kiedy przenosili się do oferującego znacznie większe możliwości Wrocławia, w którym posiadali – jak wspomnieliśmy - luksusową willę. Małżonek niewątpliwie darzył żonę szczerym uczuciem, zamawiał, specjalnie dla niej robioną biżuterię, w której Joanna chętnie pokazywała się przy większych uroczystościach.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com/ na pałacowych stawach nadal pływają łabędzie

Hrabia poświęcał się też polityce (bez większych sukcesów) natomiast oboje małżonkowie, wrażliwi na ludzką niedolę, oddawali się filantropii. Oboje katolicy, nie szczędzili grosza na fundację kościołów, wspomaganie klasztorów, objęli też swoją opieką domy sierot, starców i szpitale. Cieszyli się szacunkiem i miłością okolicznej ludności, która zawsze mogła liczyć na ich wsparcie. Joanna wspomagała miejscowe talenty, m.in. Karla Kerna, który wyrzeźbił posąg św. Krzysztofa; niegdyś stał przy mostku łączącym pałacowe dobra ze wsią Kopice (obecnie znajduje się w Opolu).

Po śmierci Joanny i Hansa Ulricha, rodową posiadłość (a także podobno najcenniejszą biżuterię matki, ze wspaniałym diademem) odziedziczył jedyny syn, Hans Karol Schaffgotsch. Zanim jednak to nastąpiło, jedynak, swoim dość niefrasobliwym trybem życia dostarczył rodzicom sporo trosk, w tym finansowych. Doszło nawet do tego, że na wieść o poczynionych przez syna długach, ojciec odciął go od rodzinnych interesów i pieniędzy oraz - kolokwialnie rzecz ujmując - wywalił z Kopic. Wprawdzie, nie aż tak, aby młody hrabia klepał przysłowiową biedę (dostawał "na życie" a matka kupiła mu pałac w Sulisławicach), jednak pewne konsekwencje poniósł. Do pewnego pojednania na linii ojciec-syn doszło dopiero w 1908 roku, kiedy to Hans Karol wraz z rodziną (żoną Paulą z von Furstebergów oraz dziećmi: Hansem Ulrichem, Hedwig Marią i Franzem Egonem) powrócili do Kopic, a pałac w Sulisławiu został sprzedany.

Hans Karol przeżył swego ojca zaledwie o dwa lata (zm. w 1917 roku). Nowym dziedzicem Kopic został jego najstarszy syn Hans Ulrich (1889-1943), który w rok później ożenił się z Sophie Henckel von Donnersmarck. Para ta doczekała się sześciorga dzieci, czterech córek i dwóch synów. Po śmierci ojca, teoretycznie dziedzicem Kopic (i reszty ogromnego majątku) został najstarszy syn Sophii i Hansa, niepełnoletni podówczas Hans Ulrich jr. Nie zdążył objąć swego dziedzictwa. W styczniu 1945 roku, wraz z żyjącymi członkami rodziny, musiał podjąć dramatyczną ucieczkę przed nadciągającą Armią Czerwoną...

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Tak kształtowały się losy rodziny, która przez niemal sto lat posiadała Kopice i której wieś zawdzięczała najwięcej. Jeśli podobała się Wam ta opowieść, to nie rezygnujcie z wycieczki do Kopic. Warto też odwiedzić nowe mauzoleum dawnych właścicieli (stare rozszabrowano, a szczątki Schaffgotschów zbezczeszczano, sprofanowano i porozrzucano), które obecnie jest przy kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. O samym założeniu pałacowym i jego powojennych losach napiszemy w drugiej części tej opowieści.

Właściciele pałacu - dla dociekliwych 
Zakupiony przez Hansa Ulricha pałac w Kopicach był wielokrotnie  rozbudowywany, Schaffgotsh zatrudniał najlepszych architektów, jak  Karl Lüdecke. Jednak to Joanna była bardziej zainteresowana nowinkami technicznymi. Jedną  z nich było centralne ogrzewanie i instalacja wodociągowa w pałacu.  Na terenie przypałacowym zainstalowano fontanny, figury zwierząt (naturalnych rozmiarów), perełki architektury jak np. Świątynia Diany.  Podobno było ich ponad  300, ale większość zniknęła po pożarze, a to co pozostało wywozili pierwsi właściciele (po wojnie). Było ich kilku...

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

W roku 1990 pałac wraz z 54 hektarami parku (niektórzy doliczyli się nawet pow. 60 ha), stawami dawny naczelnik gminy Grodków sprzedał za śmieszną sumę, której nawet nie przytaczamy, krakowskiemu biznesmenowi Andrzejowi K. Nowy właściciel obiecywał nie tylko  odbudowę, ale nawet pole golfowe i... lotnisko (raczej lądowisko dla helikopterów). Niestety, po uzyskanym, znacznym kredycie zniknął szybciej niż topniejący śnieg na Śnieżce.  Już wtedy pałac dogorywał, został nawet ogołocony z  granitowych posadzek, maszyn, powozów i kotłów parowych!

Brak  jakiejkolwiek kontroli, w tym konserwatora zabytków doprowadził do tego, że mieszkańcy zrobili z pałacu darmowe wysypisko śmieci, w parku wycinano drzewa, z okien pałacowych ginęły pozostałe witraże.  Stan taki trwał aż do czerwca 2008. Gdy chorzowska spółka ZARMEN wyraziła chęć zakupu, odbudowy tego co pozostało, władze potraktowały tego cudotwórcę niemal jak o. Bashborę, który rzekomo wskrzeszał zmarłych(?).

Chorzowska spółka deklarowała nie tylko chęć odbudowy samego pałacu, ale także  rewitalizację  parku. Jeśli już  wyczuwacie bujdę na resorach, jak w filmie "Konsul",  z doskonałą grą Piotra Fronczewskiego,  to dopowiemy, iż nowy właściciel obiecał  odkupienie wszystkich budynków należących do dawnego majątku Schaffgotschów (w tym stajni). Gdyby wtedy żył Karol Godula, to takich czarodziejów wysłałby na Księżyc.

- Odbudowa pałacu miała trwać  do 2015 roku, ale pojawił się w  tamtym okresie kolejny projekt powstającej w pobliżu pałacu żwirowni - powiedziała nam mieszkanka Kopic. 

- Spółka HEDAR, reprezentująca przyszłą żwirownię, już rok wcześniej odkupiła od okolicznych rolników prawie 70 hektarów gruntów i złożyła stosowne wnioski o pozwolenie na wydobywanie w tym miejscu kruszywa. W taki sposób zaistniał konflikt interesów dwóch inwestorów. Chorzowska spółka Zarmen postawiła opolskim włodarzom ultimatum: albo żwirownia albo pałac, żądając odebrania spółce Hedar wydanej już koncesji i zamknięcie żwirowni. Były to warunki nie do spełnienia. Wszelkie próby znalezienia kompromisu i pogodzenia stron, Zarmen kategorycznie odrzucał -  czytamy na stronie kopice.org

Spór trwał, a na terenie pałacu usunięto jedynie tony gruzu, ziemi i śmieci, gromadzonych od ponad pół wieku.  W marcu 2009 Zarmen wycofał się z kontraktu. Pałac zamknięto, pozostawiając iluzoryczną ochronę, a kolejne 8 lat nie zmieniło nic na placu budowy. Pojawiły się  jednak na resztkach tynku napisy (graffity). 

W styczniu 2017  pojawił się nowy zainteresowany, tj.  luksemburski fundusz inwestycyjny  GLOBUCOR. Inwestor chciał rzekomo odbudować pałac i  przeznaczyć komnaty  na Muzeum Polsko-Niemieckiego Pojednania, a w pałacowym parku chyba miały śpiewać chóry anielskie(?). Najprawdopodobniej wniesiony kapitał  100 milionów euro ponownie uśpił czujność władz, jak rzekome inwestycje w kolebce Solidarności "Stoczni Gdańsk".  Choć w lutym 2017 ruszyły pierwsze (udawane) prace, to  kwietniu projekt przerwano, a luksemburski inwestor okazał się pokerowym bankrutem.

Było jeszcze dwóch zainteresowanych kontrahentów w roku 2019 (Holender i jeszcze jeden z dalszej części Europu), znów  nie wyszło, ale przynajmniej panowie powiedzieli, że nie są już  zainteresowani Kopicami. Pomimo zagmatwanych spraw sądowych z firmą Zarmen, w 2021 roku pałac kupił Joachim Wiesiollek. Jeśli jego determinacja będzie taka, jak w przypadku jego pałacu w Żyrowej, a konto  chociaż w połowie tak duże, jak u Karola Goduli, to być może za kilka-kilkanaście lat nie będzie to li tylko ruina umocniona, ale np. hotel dla gwiazd ekranu.
Przypomnijmy w tym miejscu, iż słynny klasztor w Lubiążu też miał kupić król muzyki pop  Michael Jackson, dostał nawet inne propozycje (pałac w Brynku, Nakle Śląskim i... pałac w Kopicach). Niestety nawet on nie dał rady. 

 

Autorzy: Małgorzata Maciejewska, "Na przekór dniom"
Krzysztof Golec, redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.