Pałac w Kopicach - bajkowy pałac, ma szansę na drugie życie, cz.2

Część drugą tej intrygującej opowieści powstała głównie dzięki pani Małgorzacie Maciejewskiej, historykowi sztuki, która wreszcie dokładnie scharakteryzowała i opisała pałac wraz z zabudowaniami. Z tej okazji bardzo dziękuję jej za współpracę, zachętę do odwiedzenia Kopic, jak również  za to, że udało się spełnić kolejne marzenie dot. dawnych zamków, pałaców, ruin umocnionych. Polska ma jeszcze spora takich perełek, trzeba je tylko pokazać!

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Ostatnio, o Kopicach stało się dość głośno za sprawą najnowszych właścicieli pałacu, którzy podjęli wysiłek ratowania tej wyjątkowej rezydencji. Ale zanim do tego doszło, przez ostatnie niemalże siedemdziesiąt lat, pałac szczęścia zdecydowanie nie miał...

Swój poprzedni post zakończyłam w momencie, gdy w dramatycznych okolicznościach, rodzina Schaffgotschów (w osobach owdowiałej w 1943 roku Sophii i jej dzieci) musiała majątek opuścić. W obliczu nadciągającej Armii Czerwonej i zamętu ostatnich miesięcy przegrywanej przez Niemców wojny, niemożliwym było zabranie czegokolwiek ze wspaniałego wyposażenia pałacu. Pospiesznie spakowano jedynie precjoza i najcenniejsze pamiątki, po czym rodzina przez Czechy udała się do Bawarii. Ucieczka ta obfitowała w traumatyczne momenty i niebezpieczne sytuacje, jednak Sophii i jej najbliższym udało się ocalić, to co najcenniejsze, życie i dotrzeć do celu jakim była amerykańska strefa okupowana. Tam, w skromnych warunkach, rozpoczęli nowe życie...

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Bezmyślność, głupota czy zacieranie finansowych przekrętów? 
Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Kopic, pałac ocalał, choć prawdopodobnie już wtedy doszło do pierwszych grabieży mienia. Przypuszczalnie jednak, autochtoni, mając w pamięci dobrodziejstwa doznane od rodziny Schaffgotschów, a także będący w realnym niebezpieczeństwie zakwalifikowania się "jako Niemcy i wrogowie", nie ryzykowali większych dewastacji, czy tym bardziej, bezczeszczenia spoczywających w rodowym mauzoleum szczątków. Te akty przypisywane są dopiero przybyszom repatriowanym ze Wschodu.

  fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com

Dziś trudno ocenić jak, kto i dlaczego tego dokonał... Prawdą jest, że wojna mocno obniżyła morale większości ludzi, a wszechobecna bieda wyzwalała mało szlachetne instynkty. Repatrianci ze Wschodu nie zawsze przypominali dobrodusznych bohaterów "Samych swoich", a wielu z nich dopiero po przyjeździe na "ziemie odzyskane" po raz pierwszy w życiu zobaczyła murowane budynki i takie udogodnienia, jak wodociąg czy kanalizacja... Wielokrotnie słyszałam o bezmyślnie dokonanych przez repatriantów zniszczeniach (typu pocięcie dachowego dźwigara na opał), które czynili w zajmowanych po "Niemcach" domach.

Jeszcze w latach 40. XX wieku, w Kopicach przeprowadzono likwidację "mienia podworskiego" co w praktyce zapewne oznaczało wywiezienie pałacowych sprzętów i mebli do różnego typu "potrzebujących" placówek.

  fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / cegły z parkowych budowli były świetnym materiałem na prywatne potrzeby mieszkańców...

W tym też czasie "nieznani sprawcy" kilkakrotnie splądrowali rodowe mauzolea. Szczególnie ucierpiała parkowa kaplica grobowa, a w wyniku wandalizmu, częściowo zmumifikowane szczątki Schaffgotschów poniewierały się, ponoć aż do lat 70.  ubiegłego stulecia. Mauzoleum przy kościele, także nie uniknęło zniszczeń, otworzono kamienne sarkofagi, dokonano zbezczeszczenia zwłok, skradziono cenne przedmioty rodowe.

Pałac, po "chwilowym" zarządzie nad nim nyskiego muzeum, oddano w gestię miejscowemu PGR, który częściowo miał wykorzystywać go na biura, a pomieszczenia gospodarcze na magazyny. Tak się działo do 7 października 1956 roku, kiedy to pałac, w sposób bardzo fachowy i przemyślny został podpalony. Ogień podłożono pod drewnianą więźbą dachową, w czterech miejscach naraz,  ściany polano łatwopalną cieczą. Równocześnie sprawcy, „spuszczając” wodę ze stawu dopilnowali, by maksymalnie uniemożliwić akcję gaśniczą, co świadczy o ich premedytacji (i znajomości rzeczy, tj. musieli pracować w pałacu). Mimo interwencji wielu załóg straży pożarnej, żywiołu nie udało się opanować. Pałac spłonął, ogień pochłonął wszystko oprócz grubych murów.

  fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Komu i dlaczego zależało na spaleniu pałacu? Milicja wprawdzie wdrożyła śledztwo, ale nie przyniosło ono żadnych rezultatów. Trochę to dziwne, bo zazwyczaj, w niewielkiej wsi, w biały dzień, mało co uchodzi uwadze miejscowych. Byłabym raczej skłonna przypuszczać, że prawdopodobnie mieszkańcy dobrze znali sprawców, ale zastraszeni, zawiązali zmowę milczenia. Z taką hipotezą korelowałby przypuszczalny motyw podpalenia, czyli ukrycie malwersacji i kradzieży w mieszczącym się w pałacu magazynach zbożowych, których to przestępstw mogli się dopuścić jedynie miejscowi pracownicy.

Sprawców podpalenia do dziś nie ustalono, śledztwo umorzono a to, co pozostało z pałacu, bez zabezpieczenia wystawiono na niszczycielską siłę natury, która wprawdzie powoli ale systematycznie, pogłębiała stan ruiny.

Kilkakrotnie pałacowe mury wystawiano na sprzedaż, jednak dotychczas, żaden z właścicieli, nie zrobił nic, co poprawiłoby kondycję zabytku. Ostatni właściciel... widać,  iż coś robi, maszyny pracują, robotnicy krzątają się przed pałacem,jest tablica informacyjna (ale są zatarte dane tej budowy).

  fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Pałac, dawniej perła architektury
Sam pałac, do 1945 roku był budynkiem olśniewającym. Już pierwsza przebudowa, przeprowadzona z inicjatywy Joanny i Hansa Schaffgotschów, zamieniła stary, klasycystyczny budynek w uroczą, romantyczną rezydencję. Prowadzona od 1864 roku przebudowa odbywała się według planów sporządzonych przez doskonałego wrocławskiego architekta Karla Ludecke (1826-1894),  a nadzorował ją miejscowy majster budowlany, K. Heidenreich.

Równocześnie z budynkiem głównym powstawało nowe założenie ogrodowo-parkowe, które wzbogacono liczną małą architekturą ogrodową typu pawilony, sztuczne ruiny, altany, fontanny. Do dziś można tam spotkać stare drzewa, które wzbudzają zainteresowanie dendrologów.

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com 

Park i ogrody
Autorem całości projektu był Wilhelm Hampel (1834-1898) wyjątkowo uzdolniony artysta ogrodnik, który parkiem, ogrodami i sadami w Kopicach opiekował się aż do śmierci. Jego kompozycje roślinne, kwietne dywany, dekoracyjne nasadzenia ponoć nie miały sobie równych. Za sprawą artykułów pisanych przez odwiedzających majątek Schaffgotschów -  specjalistów kształtowania terenów zielonych - sława kopickich ogrodów i ich twórcy docierała nawet na europejskie dwory budząc powszechny zachwyt i zazdrość.

 fot. Alicja  Kliber, odkrywca.pl / zniszczone mauzoleum Schaffgotchów w parku, obecnie nowy właściciel tu także zamontował ogrodzenie (wstęp wzbroniony)... 

Przebudowa pałacowych rezydencji
Przebudowa budynku głównego "wchłonęła" stary pałac, czyniąc z niego korpus nowej rezydencji. Zachowaną, trzykondygnacyjną bryłą wzbogacono w elewacjach zachodniej i wschodniej o ryzality z portykami stanowiącymi wejścia główne do budynku. Nad ryzalitami, akcentując ich reprezentacyjną rolę, wznosiły się wysokie szczyty bogato zdobione czołgankami, sterczynami, maswerkami i kartuszami herbowymi założycieli tej linii rodu.

Nad głównym wejściem zawartym w ostrołukowych arkadach portyku, w drugiej kondygnacji rozciągał się taras obwiedziony balustradą zdobioną motywem "rybiego pęcherza", na której ustawiono liczne posągi prawdopodobnie autorstwa K. Kerna. Na taras prowadzą trzy porte fenetre,  których naczółki stanowią bogato zdobione wimpergi, nad którymi dodatkowo umieszczono okrągłe rozety. Na elewacji częściowo zachowały się ozdobne fryzy i płyciny wypełnione sztukatorskim detalem. Dodatkowo, elewacje zdobione były rzeźbami.

 fot. fotopolska.eu  / Pałac w Kopicach rok 1900...

Portyk w drugiej z dłuższych elewacji (ogrodowej) jest dwukondygnacyjny, jego "pierwsze piętro" przeprute jest olbrzymimi oknami, których ostre łuki wypełnione są sztukaterią (w rzeczy samej były wypełnione sztukaterią).

Dodatkowo, fasada była artykułowana dwoma, symetrycznie umieszczonymi - na trzeciej i dziesiątej osi - pseudoryzalitami (?) z bogatą dekoracją sztukatorską. Wieńczyły je sterczyny i umieszczone w dachu lukarny.

Od południa i północy, do korpusu przylegały dwie czworoboczne wieże nakryte wysokimi hełmami. Wieża północna z korpusem powiązana jest murem kurtynowym z przejazdową bramą. Obie wieże zdobne są w machikuły, arkadowe fryzy i attyki. Nawet dziś, choć zrujnowane, wskazują mistrzostwo dawnych mistrzów kielni.

Od północy, do korpusu przylega skrzydło boczne (pałac ma plan litery "L"), w którym mieściła się jedna z reprezentacyjnych sal, tak zwana "rycerska". Wszystkie człony pałacu zostały przekryte wysokimi, wielopołaciowymi dachami (niestety, dziś można oglądać przez nie... niebo). Na dachu korpusu, wzdłuż jego okapu i kalenicy oraz na graniastosłupowym hełmu wieży południowej umieszczono dekoracyjne, żeliwne "grzebienie".

Cały pałac zyskał kostium neogotycki, w którym wykorzystano elementy zaczerpnięte także z gotyku północnego oraz schyłkowej fazy tego stylu, flamboyant. Zachowało się nieco detalu architektonicznego jak np. ten gargulec.

fot. fotopolska.eu / Hans i Joanna Schaffgotchowie, rok 1905, Kopice

W latach 1896/7, od strony południowej, dobudowano kaplicę pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa; była ona jednonawowa o trójbocznie zamkniętym prezbiterium. Doświetlały ją wysokie, ostrołukowe, wypełnione maswerkami, oknami. Nad nimi umieszczono szeroki fryz okiennych blend. Ściany artykułowały przypory zwieńczone sterczynami. Do kaplicy prowadził portal zamknięty łukiem Tudora, a nad nim znajdował się posąg wyobrażający Michała Archanioła. W narożniku umieszczono ośmioboczną wieżyczkę - dzwonnicę wyposażoną w zegar słoneczny.

Przestrzeń między stawem głównym (w założeniu były trzy stawy), a fasadą wypełniał taras z balustradami o motywie czteroliścia, gazony kwietne, liczne posągi. Tak było kiedyś...

 Aby przedstawić stan dzisiejszy, muszę oddać głos koledze:

[...] Z Jeleniej Góry jest ponad 167 km, dojechałem pod samą bramę pałacu. Niestety, zamknięta na wszystkie możliwe kłódki i jeszcze opatrzona tabliczką "teren prywatny, "uwaga zły pies". W tym dniu byłem tam jednym z nielicznym gości. Już z daleka widziałem zarys pałacowej bryły. Pierwszy look, wygląda obłędnie, choć po dokładnym obejściu ze wszystkich stron, stwierdziłem, że to rzeczywiście ruina, bajkowa ruina. Dachy, w niektórych miejscach nie istnieją, belki i pokrycia wieżyczek przegniłe i wymagające natychmiastowej interwencji. Pałac nawet nie ma okien, zamiast szyb i ram okiennych, widać porastające krzewy i drzewka. Od frontu - nie ma dostępu na teren - krzątają się robotnicy, słychać maszyny, podajniki, stukot towarzyszący pracom mającym na celu umocnienie  fragmentów ścian. Wchodzę, gdzie tylko można, aby wcisnąć obiektyw aparatu. Już zgaduję, że nie uda mi się zrobić dobrych zdjęć, bez teleobiektywu, ale wziąłem go ze sobą [...].

 fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Nowe mauzoleum rodziny Schaffgotchów przy kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego

No cóż, z autopsji dobrze znam obiekty, podobnie "zabezpieczone" przed ciekawskimi, a także nieobce mi są próby forsowania czy obejścia przeszkód wszelakich. Dzięki temu doskonale potrafię wczuć się w sytuację kolegi. Rozumiem też frustrację, która narasta wprost proporcjonalnie do świadomości, że nie wszystko się uda. Kolega ma jednak sporą odporność psychiczną, przeszkody, zamiast zniechęcać, dopingują go, więc przytaczam jego dalszą relację:

[…] Idę dalej. Wędrując brzegiem stawów pałacowych, napotykam zniszczone obiekty architektoniczne. Robię fotki fragmentom budowli okołopałacowych, jakieś piwnice (gdzie miejscowi żule popijają wino) i podmurówki. Wszędzie pnące krzewy z kolcami i… płot! Zmieniam obiektyw na 70-300,  aby zrobić pałac od frontu, jak wszyscy, co drukują podobne fotki na swoich stronach. Staram się uchwycić nie tylko pałac, ale także roślinność, drzewostan (niemal 300- letnie dęby) oraz to, co pozostało po ogrodzie i dawnym parku. Docieram do kolejnej furtki, ale zamknięta na cztery spusty (trzy kłódki). Mimo to, podstawiam konary drzew, jakieś kamienie, aby tylko wystawić aparat ponad płot i drut kolczasty. Czasem się udaje, czasem słońce świeci prosto w obiektyw, ale brnę dalej. Robię fotki od strony ogrodowego dziedzińca pałacu (od zachodu). Tu szkielet, widać ogrom zniszczeń, brakujące fragmenty ścian, dachu, zawalone strzeliste wieżyczki czy napisy „wstęp wzbroniony, grozi zawaleniem [...].

"Staram się zapisać w kadrze imponderabilia na odłupanym tynku. Widzę napisy: " wejście do budynku grozi zawaleniem, wstęp wzbroniony". Mimo to staram się wyciągnąć aparat ponad płot. Docieram wreszcie do pałacowej kuchni, ale dalej nie da rady, bo znów śmierdzący strumień - z trzymającym się kupy -  mostkiem. Wracam na udeptaną ścieżkę, bo nie da rady obejść dookoła pałacu bez spadochronu. Wracam…". 

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Nowe mauzoleum rodziny Schaffgotchów przy kościele pw. Podwyższenia Krzyża Świętego

Wiem, że koledze nie łatwo było zdobyć zdjęcia, a te, które poczynił, okupił bąblami oraz podrapaniami, ale i tak mu zazdroszczę, że był, widział, mógł poczuć magię miejsca. Nawet tych pokrzyw, kolców i komarów (choć tego akurat zdecydowanie mniej) też zazdroszczę... Dla mnie są one nieodłącznym elementem "odkrywania" miejsc opuszczonych.

Jeszcze słów parę o "okołopałacowych" budowlach. Należą do nich "stare" mauzoleum rodowe, w którym spoczywały pokolenia rodziny Schaffgotschów, zrujnowane, rozszabrowane i zbezczeszczone po 1945 roku oraz "nowe", wzniesione przy miejscowym kościele pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego, które zostało odrestaurowane dopiero w XXI wieku. Co ciekawe,  pieniądze z prośba do miejscowego  ks. proboszcza przesłał jeden z ostatnich wnuków b. właścicieli.

fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com / Kopice,  kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego

Pałacowe stajnie  i czworaki dworskie
Do zabytków bezpośrednio związanych z rodziną kopickich Schaffgotschów należą też pałacowe stajnie koni wierzchowych. Jako ciekawostkę mogę podać, iż ostatni z dorosłych właścicieli Kopic, zmarły w 1943 roku Hans Ulrich (II), nie był entuzjastą motoryzacji, za to bardzo lubił konie. Ponad jazdę samochodem przedkładał przejażdżki konne lub bryczką. Kopickie stajnie wzniesione zostały w tym samym, co reszta założenia, stylu neogotyckim. Budynek zdobią dwuuskokowe szkarpy, ostrołukowy portal, blanki, sterczyny.

Kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego i szkoła im. Joanny Schaffgotsch
Miejscowy kościół, choć zbudowany w 1822 roku z fundacji rodziny Sierstorpff, był świątynią, którą Schaffgotchowie, mimo posiadanej w pałacu prywatnej kaplicy, otaczali opieką i troską.

Do zabytków bezpośrednio związanych z osobą Joanny Gryzik von Schaffgotsch, należy też budynek starej szkoły, wzniesiony z jej fundacji. Ośmioklasowa szkoła podstawowa, dziś ma boisko wielofunkcyjne, salę gimnastyczną i izbę pamięci swojej patronki, filantropki, hrabiny, co pomagała miejscowym mieszkańcom, potrzebującym.

Mam nadzieję, że kopickie założenie pałacowe z czasem odzyska choć część dawnego blasku, bo o powrocie do dawnej świetności mowy być nie może... Chciałabym je wtedy zobaczyć.

Z ciekawostek mogę jeszcze dodać, że losy Karola Goduli, Joanny Gryzik i historia pałacu są kanwą powieści M. Siembiedy "Kołysanka". Jak zwykle u tego autora, śledztwo prowadzi prokurator Jakub Kania...

Na koniec chciałabym podziękować panu Krzysztofowi Golcowi za podzielenie się ze mną wrażeniami i materiałem zdjęciowym. Wszystkie zdjęcia zamieszczone w obu postach są jego autorstwa.

Autor: Małgorzata Maciejewska, "Na przekór dniom" 
Zdjęcia: Krzysztof Golec, autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.