Obcując jeszcze z dziką przyrodą, a będąc w Ustrzykach Dolnych – stolicy Bieszczadów - nie można przeoczyć, co najmniej, kilku atrakcji tego urokliwego miasteczka. Jedną z nich jest Muzeum Młynarstwa i Wsi przy ul. Fabrycznej 12. Jak już tam będziecie, to poznacie też zakręconych ludzi, właścicieli, co migiem podjęli decyzję o kupnie tego zdewastowanego młyna. Dziś to spora atrakcja turystyczna i świetna karczma.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Idąc w kierunku Dworca Głównego - umówmy się, bo innego tu nie ma - nieopodal „Biedronki” i kościoła pw. NMP Królowej Polski natkniemy się na wielokondygnacyjny budynek. Kiedyś mielono tu zboże, a naturalne warunki geograficzne nad rzeką Strwiąż były idealnym rozwiązaniem dla młyna (wtedy, gdy kręcono tu kasowy film „Wilcze echa”) pozbawionego elektryczności.
- W latach 50. ubiegłego stulecia Państwowe Zakłady Zbożowe coś tam jeszcze produkowały, ale państwowy młyn popadał w totalną ruinę – opowiada Bożena Bałkota, obecna właścicielka tego frapującego zabytku
Rzeczywiście, samo miejsce, jak zgromadzone tu wyposażenie, a także konieczna przebudowa zmieniła ten przybytek w dużą atrakcję turystyczna. Obecni właściciele kupili młyn w stanie totalnej ruiny, ale mieli cel, samozaparcie i chęć pozostawienia czegoś po sobie.
- Ten młyn jest najlepszym przykładem, co można zrobić praktycznie z niczego – przekonuje Janusz Bałkota, właściciel, na co dzień mąż pani Bożeny
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Właściciel z wielką pasją opowiada o początkach tego miejsca, jego wyposażeniu i przeznaczeniu. Okazuje się, że na wyposażeniu znajdują w poniemieckie maszyny, najprawdopodobniej sprowadzone gdzieś z Kaszub, które są starsze niż sam budynek. Niektóre mają 150 lat i są przystosowane do zasilania prądem elektrycznym. Jeden z takich silników, nadal sprawny, zamontowany jest w pierwszej izbie, gdzie odbywa się wstęp do opowieści o młynie, młynarstwie i... chlebie.
Trudno uwierzyć, ale obecnie produkowana mąka zawiera li tylko 30 proc. mąki, reszta to wypełniacze (np. kreda), uszlachetniacze i polepszacze. Pan Janusz przekonuje, że dziś musi być szybko, dużo i tanio, bo nikt nie kupi mąki pszennej powyżej 2,80 zł/kg. Trudno się zatem dziwić, że chleb np. w Biedronce kosztuje ok. 1,70 zł, a w piekarni ekologicznej ponad 3 zł.
Niestety Unia zabroniła w takich młynach jak ten (drewnianych, z bali sosnowych odpornych na kornika) produkcji mąki do celów spożywczych. Dlatego wszystko, co tu się znajduje, służy jednemu celowi – muzeum młynarstwa i mąki. Podobno to jedyny w Polsce prywatny młyn, gdzie praktycznie wszystkie maszyny są w pełni sprawne i przy niewielkich nakładach można by było produkować wysokiej jakości (ekologiczną) mąkę.
fot. Krzysztof Golec, autoflesz.com
Dodajmy, że każde piętro wyposażone jest w specjalistyczne maszyny, o których z dokładnością szwajcarskiego zegarka opowiada pan Janusz. Nieprawdopodobne są także niektóre elementy osprzętu, jak np. bambusowe liny zbrojone, znacznie mocniejsze niż liny stalowe. Co więcej, pracują tu bezawaryjnie od 1950 roku, są bardzo lekkie, praktycznie nie do zniszczenia. Pan Janusz tłumaczy, że takie bambusowe rusztowania i liny są często wykorzystywane na wielkich azjatyckich budowach – z prostego powodu, są lekkie i niebotycznie wytrzymałe.
Muzeum Młynarstwa i Wsi jest tak pomyślane, iż na parterze wygospodarowano pomieszczenie na karczmę. Serwuje się tu regionalne, proste potrawy, w opinii gości bardzo smaczne np. podpłomyki, golonka po młynarsku, klepak czy hreczanyki. Z żalem oświadczamy, że nie jedliśmy tych przysmaków, bo byliśmy tu z trzema grupami kolonistów. Nie wykluczamy jednak, że powrócimy tu raz jeszcze, przy kolejnej nadarzającej się okazji.
W młynie zgromadzono także inne eksponaty, kiedyś należące do rolników. Zobaczycie to wszystko na zdjęciach, na trawnikach wokół młyna, przy wejściu do karczmy. Dość często pani Bożena przygotowuje warsztaty dla dzieci i młodzieży, gdzie najmłodsi uczą się mleć ziarno na mąkę. Później robi się z tego przepyszne pierogi np. Calzone po bieszczadzku. Jednym słowem palce lizać!
Muzeum Młynarstwa i Wsi to nie jedyna atrakcja Ustrzyk Dolnych, o innych powiemy w następnej opowieści. Zachęcamy do lektury, bo wbrew powszechnym opiniom Ustrzyki Dolne mają bardzo ciekawą historię, o czym z darem bieszczadzkiego zakapiora opowiadała nam kierowniczka miejskiej biblioteki. Zauroczona tym miasteczkiem, przyjechała tu z rodziną aż z... Gdyni. Sami widzicie, że Bieszczady przyciągają jak magnes. My tylko pomagamy zogniskować tę historię, wspomnieć o ludziach którzy tu zamieszkiwali, oddać hołd pomordowanym podczas II wojny światowej. Wszak 100. rocznica odzyskania niepodległości zobowiązuje!
redakcja autoflesz.com![]()