Dwa lata wojny w Ukrainie: Putin planuje długą wojnę i ma plany napaści na inne kraje!

Sekretarz obrony USA Lloyd Austin powiedział niedawno, że porażka Ukrainy z Rosją oznacza wojnę NATO z Rosją. To pokłosie zawirowań w Kongresie USA na wielomiliardową pomoc finansową dla Ukrainy. Republikanie nie chcą się zgodzić na wyasygnowanie 61 mld dolarów na pomoc wojskową ( z tej sumy 15 mld dol przeznaczonych na wsparcie gospodarcze i społeczne).

 

- Wojska NATO będą zmuszone do bezpośredniego starcia z Rosją, jeśli Ukraina zostanie pokonana – powiedział Lloyd Austin, sekretarz obrony USA 

Opinię tę, która zelektryzowała zebranych bardziej niż wystąpienie min. spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego na forum ONZ,  wyraził podczas przesłuchania w Komisji Służb Zbrojnych Izby Reprezentantów USA. Tę opinię, wytrawnego polityka,  należy wziąć poważnie pod uwagę.

Rosja, choć ponosi niewyobrażalne straty w Ukrainie, ma nadal spory potencjał, a przede wszystkim nowe siły, odnawialne siły i gospodarkę nakierowana na produkcję wojenną. Ma też sojuszników (Korea Pn. Iran, Chiny, a także Węgry). Sankcje nakładane na agresora są – mówiąc prostym językiem – nieskuteczne. Nadal sprzedaje gaz ziemny, ropę naftową i węgiel kamienny – po wyjątkowo dobrej cenie dla odbiorcy; odbiorcą jest Pakistan, Chiny, Indie, Turcja czy Singapur.

Według szacunków fińskiego think-thanku Centre for Research on Energy and Clean Air (CREA),  od początku wojny Rosja zarobiła na eksporcie paliw kopalnych co najmniej 296 mld euro. To wystarczająco dużo, aby dalej prowadzić wyniszczającą wojnę, pomimo nieskutecznych sankcji nakładanych przez Stany Zjednoczone i UE na Rosję.

  fot. AP/ Llioyd Austin, sekretarz  obrony USA

Julia Nawalna nazwał Putina  „krwawym gangsterem”, którego nie można zranić kolejną rezolucją, kolejnym zestawem sankcji, podobnym do poprzednich. Dyktator uzurpuje sobie prawa,  o których marzyli carowie Rosji, wydaje mu się, iż jest przebiegły, co na tle schorowanego Joe Bidena wygląda wręcz komicznie. Ameryka, w co wierzy Putin, nie może być żandarmem na całym świecie, ma własne kłopoty, zwłaszcza przed listopadowymi wyborami prezydenckimi. 

Plan kolejnej agresji Putina na kraje bałtyckie, Mołdawię, a także na Polskę (co nie jest wykluczone) może spowodować li tylko zaniepokojenie wśród partnerów, sojuszników, klakierów politycznych. Niestety, tak to już jest, że niektórzy tylko warczą, potępiają,  stosują noty protestacyjne, a historia toczy się dalej. Zwycięzców bowiem nikt nie sądzi!

Jakie jest zatem rozwiązanie? Jak dotąd nikt nie znalazł złotego środka, a sama Ukraina popełnia wiele błędów: zdymisjonowanie gen. Załużnego, nadal wszechobecna korupcja, ucieczka młodych przed poborem, podsycany konflikt z Polską, stawianie na niewłaściwych partnerów (Niemcy, Francja, Słowacja), czy wygórowane ambicje prezydenta Zełenskiego w sprawie Krymu. Warto tylko podkreślić, że przedłużająca się wojna osłabia morale armii, spada poparcie wśród samych Ukraińców, a sprzymierzeńcy najchętniej widzieliby tylko relacje na szklanym ekranie. Widzimy to także w naszym kraju, początkowo udzielaliśmy wszelkiej możliwej pomocy, przyjmowaliśmy do swoich domów, woziliśmy prywatnymi środkami transportu do miejsca czasowego zakwaterowania,  a dziś widzimy exodus Ukraińców  w kierunku Zachodu. Przypomnijmy, że z raportu opublikowanego niedawno,  liczba Ukraińców przyjętych przez kraje UE jest takim papierkiem lakmusowym tej niepotrzebnej wojny (stan na 15.01 2024 r.):

  •  Niemcy 1125 850 obyw.
  •  Polska 956 633
  •  Czechy 375 588
  •  Wielka Brytania 250 361

Wielu dowódców, zwolnionych jeszcze przez b. ministra Macierewicza, mówi wprost, że gdyby Rosja wygrała w Ukrainie, to na przestrzeni 4-5 lat odtworzy poniesione straty i uderzy na kolejne państwa; Polska jest także na celowniku Putina, który już kilka razy powiedział o tym do kamery. Tu mamy przed sobą niedawną tajną wizję działań wojennych opracowaną jeszcze przez poprzedni rząd Donalda Tuska – oddanie pola Rosjanom do linii Wisły. Ten scenariusz jest możliwy, podobny do taktyki wojennej w Ukrainie. Odbijanie zaś, zajętych przez wojska Federacji Rosyjskiej  ziem, byłoby znacznie trudniejszym zadaniem, co więcej, słynny art. 5 NATO mógłby spalić na panewce. Co prawda,  Putinowi nie udała się jeszcze skłócić sygnatariuszy tworzących NATO, nawet poniósł w tym wymiarze porażkę,  po przyjęciu Szwecji (trwają formalności przed oficjalnym podpisem) i Finlandii (4 kwietnia 2023 r.), ale nadal liczy, że może skutecznie wprowadzić nowy porządek w Europie. 

Niemrawe działania Zachodu podczas kandydowania Ukrainy do poszerzenia państw UE (1 marca 2022 roku przyjęto oficjalny wniosek Ukrainy), słabe perspektywy na wstąpienie do NATO, strajk rolników na granicy polsko-ukraińskiej, jak również napięte stosunki pomiędzy bratnimi krajami, pozwalają krwawemu dyktatorowi wierzyć, że atak także na Polskę nie jest wykluczony.  Nadal w Polsce nie przywrócono zasadniczej służby wojskowej, a to będzie bardzo trudne, zwłaszcza podczas fazy wypełniania 100 obietnic przez rząd Donalda Tuska. Ponadto dozbrajanie armii (4 proc. PKB) jest wabikiem nowego min. Kosiniaka-Kamysza na rozwiązanie problemu. Niestety, taka narracja jest spóźniona, należało to zrobić już podczas poprzednich rządów ministrów: Klicha i Siemoniaka. Utracono substancję trwałą (koszary, szkoły oficerskie i chorążych, zaniedbano szkolenia rezerwy). Do tego zawirowania ws. zakupu czołgów K2, armatohaubic K9 Thunder czy samolotów bojowych FA-50 – na raty – nie może stanowić alternatywy dla zasobów Rosji.  Przypomnijmy, że po wielkich stratach radzieckich czołgów w Ukrainie ok. 6500 szt. w arsenale jest jeszcze, co najmniej, 13 tys. tych pojazdów.

Na koniec sprawa partnerstwa Polski i USA w okresie ewentualnego zwycięstwa Donalda Trumpa w listopadowych wyborach. Zapowiedzi b. prezydenta o bardzo szybkim zakończeniu wojny w Ukrainie, wychowanie kontyngentu ze Wschodniej flanki NATO, jak również groźby wycofania USA ze struktur NATO, zostały przyjęte z dużym zakłopotaniem, niedowierzaniem, a nawet z biznesowym dealem. Oczywiście, wojna jest motorem zarabiania pieniędzy, co już dawno powiedział Wokulski w „Lalce’, ale traktowanie partnera "z buta”, biorącego udział w niemal każdym konflikcie na świecie, jakim jest Polska nie przystoi kandydatowi na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Na koniec wojna w Ukrainie w liczbach:

straty rosyjskie (stan na 21.02. 2024 r.)

  • 406 080 żołnierzy
  • 8516 czołgów
  • 9826 dział
  • 12 338 pojazdów opancerzonych
  • 338 samolotów
  • 325 śmigłowców
  • 25 jednostek pływających

Stan Ukraińskich Sił Zbrojnych: 880 tys. żołnierzy/ żołnierze Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej 1 mln 300  tys.

- przeczytaj także:

Ukraina - wojna z Rosją bardzo realna, ale Polska może dostać rykoszetem

 

redakcja autoflesz.com

Źródło: war.ukraina.ua

Publish modules to the "offcanvas" position.