To jeden z kolejnych podobozów niemieckiego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen. Historycy zakładają, że czasie II wojny światowej mogło tam pracować 1000, a nawet 1500 więźniów. Co tam produkowano? To mają wyjaśnić rozpoczęte w kwietniu prace, nadzorowane przez konserwatora zbytków.
fot. Andrzej Andrzejewski, Radio Wrocław
Eksploratorzy, którzy byli tam znacznie wcześniej twierdzą, że oprócz magazynów i schronów mogły się tam znaleźć podzespoły do samolotów turboodrzutowych (Junkers i Messerschmitt). Ale są także inne wersje, mogły być to żyroskopy do samolotów i podzespoły nawigacyjne. Skoro takie są hipotezy, to musiał być także wydzielony podobóz, z głównego obozu koncentracyjnego Gross-Rosen (zakwaterowanie dla więźniów, logistyka, szkolenie brygad roboczych). Są też inne pytania dotyczące okresu o jakim mówimy.
Im więcej pytań tym mniej odpowiedzi. Są podpowiedzi, iż dopiero po koniec 1943 lub na początku 1944 roku uruchomiono tu produkcję części do samolotów. Dlaczego, bo po rozkazie marszałka Göringa z 1943 nakazano przeniesienie ważnych fabryk, produkujących uzbrojenie dla III Rzezy – do podziemia.
Wiemy jednak, iż eksploratorzy, którzy penetrowali Czerwone Wzgórza widzieli fragmenty fundamentów pozostałe po barakach obozowych, dużo, dużo wcześniej. Co więcej, stał tam pomnik z tabliczką informującą o obozie niemieckim właśnie z 1941 roku. Konkluzja jest taka, iż wykorzystano istniejący już podobóz z wydzielonymi z Gross-Rosen więźniami do wyżej wymienionych prac.
Temat jest ciekawy, podobnie jak odkrycie zasypanych sztolni w Lubaniu. Aczkolwiek tam poszukiwacze mniej więcej wiedzą czego szukają. Tu mamy tylko hipotezy i prace – umówmy się – profesjonalne, pod kątem zbadania tego górotworu. Ponadto w książce „Obozy hitlerowskie na ziemiach polskich 1939-1945 napisanej przez zespół pod kierunkiem Czesława Pilichowskiego (wyd. PWN, Warszawa 1979) poświecono temu obozowi zaledwie dwa zdania. Czyżby był mniej ważny, czyżby znów licytowano się na liczbę zamordowanych, zagłodzonych, pozostawionych bez opieki lekarskiej... na pewną śmierć?
Dodajmy, iż miejscowi działacze z Towarzystwa Miłośników Bolkowa, już od 2016 prowadza na Czerwonych Wzgórzach prace rewitalizacyjne i upamiętniające martyrologię więźniów zatrudnionych w tych zakładach lotniczych. Może to własnie od nich dowiemy się wkrótce - nieco więcej - o tym ponurym miejscu. Najciekawsze jest także i to, że w 2020 roku wejście nr 1 penetrował nie kto inny, jak słynny Leon. Niestety, bezskutecznie...
Temat Bolkowa jest dość ciekawy i wiąże się z obozem koncentracyjnym w Sieniawce-Zittau, w którym do dziś jest wiele tajemnic, a barbarzyństwo nazistów okryte jest zmową milczenia. Może też być tak, że esesmani (specjalne transporty) mogli wywieźć maszyny, plany i dokumentację obozową jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej. Mieli sporo czasu, o czym piszemy w traumatycznym materiale o Sieniawce. Istnieje też inna wersja, że maszyny z zakładów produkcyjnych wywieźli i rozszabrowali sami Rosjanie. Czy szukali też "skarbów" w sztolniach? To tylko kolejne hipotezy, ale bardzo prawdopodobne.
Do tematu wrócimy, na dziś bowiem największym magnesem Bolkowa jest jednak zamek i powrót "Castel Party" po pandemicznej przerwie.
- przeczytaj także:
- Sieniawka: mroczne tajemnice obozu pracy przymusowej... hipotezy, fakty ocalone od zapomnienia
Z ostatniej chwili: okazuje się, że już w lipcu 2008 roku załoga pana Mieczysława Bojko, dokopała się do jednej z siedmiu hal. Pomieszczenie ma około 100 metrów długości i niema 2 metry wysokości. Co znaleziono? Żadnego skarbu nie było, jedynie kable energetyczne, pęknięte rury i lampy górnicze. Jednak to tylko jedna z takich hal, obecnie poszukiwacze prowadzą w innym miejscu eksplorację podziemi.
początek lipca br. - podziemia pod Górą Ryszarda w Bolkowie, które drążyli w czasie wojny więźniowie, zostały ogołocone z wyposażenia, jakie zostawili Niemcy po znajdującej się tam fabryce podzespołów do samolotów. /źródło: walbrzych.wyborcza.pl/
redakcja autoflesz.com