Technologie wodorowe są coraz chętniej rozwijane przez największych producentów. Jeszcze więcej dla tej ekologicznej i ekonomicznej sprawy zrobiła już Honda, która wprowadziła do seryjnej produkcji, choć nadal w wersji dla wybranych klientów, model FCX. Toyota idzie nieco szerszą ścieżką dostępu, dla wszystkich chętnych, zainteresowanych tą technologia i… zasobnym kontem w banku.
fot. Carscoops
Przypomnijmy, Honda FCX przez kilka lat dopieszczała celebrytów, dając specjalne preferencje przy zakupie tego perpetuum mobile naszych czasów. Już pod koniec panowania słynnego Arnolda Schwarzeneggera, w Kalifornii powstała sieć stacji wodorowych z myślą o takich napędach. Honda bezsprzecznie królowała na tym rynku, aż do dziś.
Honda była prekursorem ogniw paliwowych
Dość dobrze Honda FCX radzi sobie w Krajach Skandynawskich, gdzie ilość stacji wodorowych jest największa w Europie. Teraz do tej lokomotywy postępu XXI wieku podłącza się Toyota.
Model Toyoty FCV-R, zadebiutował w formie koncepcyjnej (fuel cell) już podczas Tokyo Motor Show w 2012 roku. Ogniwa paliwowe, to też nie jest absolutna nowość, ale produkt przeszczepiony na grunt motoryzacji bezpośrednio z NASA (ubocznym produktem spalania jest woda).
Ogniwa paliwowe prosto z NASA
Jednym z elementów tego łańcucha do wyprodukowania energii elektrycznej jest wodór, który na skutej dość skomplikowanych reakcji chemicznych, potrafi zasilić szereg ogniw (jak w znanej baterii Leclanchégo). Taka bateria (kilkadziesiąt ogniw połączonych ze sobą) produkuje wystarczająco duży prąd, aby zasilić silnik (lub silniki) elektryczne. Niby proste, ale dość istotnym problemem jest zbiornik wodoru, a głównie przechowywanie (wybuchowego paliwo w zetknięciu z powietrzem) pod wysokim ciśnieniem.
Tę kwestię prawdopodobnie też uda się pokonać, dzięki wynalazkowi polskich naukowców z Politechniki Łódzkiej. To oni zaproponowali wykonanie takich zbiorników z grafenu.
Niemal 500 km zasięgu i rygorystyczne normy spalin
Fizycznie, nadal koncepcyjna Toyota FCV-R oparta jest na zmodyfikowanej płycie podłogowej Toyota Sai i Lexus HS. Oba model dostępne są tylko w Japonii. Wspominany zbiornik wodoru, na razie w wersji konwencjonalnej (z kompozytów) zmieści 5 kg sprężonego do niemal 400 barów wodoru. To wystarcza do pokonania dystansu co najmniej 500 km. Później trzeba zatankować ponownie, jak w przypadku sprężonego gazu ziemnego. Warto dodać, że nowe opracowania ogniw paliwowych i zbiorników wodoru mogą zwiększyć zasięg nawet do 700 km! To byłaby rewolucja... na miarę koła. Co to oznacza, tylko jedno - kartele olejowo-naftowe przestałyby decydować o cenie ropy naftowej. Toyota wie co robi, a jeśli już coś robi to, później znajduje naśladowców, nawet u tak zagorzałych interlokutorów, często mówiących krytycznie, jak szefowie BMW czy Volkswagena.
Przypomnijmy, że pierwsze Hondy FCX z 2005 roku (ogniwa paliwowe typu FC Stack) posiadały zasięg ok. 300 km. Dziś mamy już kolejną modernizację tego napędu, co pozwoliło na osiągnięcie takiego samego zasięgu, jak w przypadku Toyoty. Warto wiedzieć, że druga generacja Hondy FCX, otrzymała certyfikat Zero Emission Vehicle (ZEV) nadany przez CARB, a przez EPA sklasyfikowana została jako Tier-2 Bin 1 (ZEV).
Cena kosmiczna, ale..
Samo napełnienie zbiornika jest dość proste i trwa zaledwie od 3-5 minut, czyli porównywalne z tankowaniem CNG. W nowych zbiornikach sprężony wodór może by tankowanych niemal do 95 proc. pojemności.
Moc zestawu napędowego nie jest dokładnie znana, ale nasze jaskółki twierdzą, iż 96 kW to w sam raz. Cena wodorowej Toyoty jest kosmiczna, przynajmniej w Polsce - 50 tys. dolarów. Zauważmy jednak, że samochody elektryczne też na samym początku były bardzo drogie. Dziś ta cena jest coraz niższa.
Dla niedowiarków - napędy fuel cell już mogą pracować w niskich i bardzo niskich temperaturach
Na koniec dobra informacja dla fanów takich napędów. Producenci ogniw paliwowych zapewniają, że eksploatacja takich ogniw fuel cell jest już możliwa nawet poniżej minus 23-27 st. Celsjusza. Wiedza o tym kierowcy w Norwegii, gdzie pojazdy większą część roku jeżdżą w bardzo niskich temperaturach. Warto tylko dodać, że właśnie Norwegowie polubili pojazdy niedalekiej przyszłości (elektryczne, wodorowe, hybrydowe)
Więcej o tej ciekawej technologii i wersji mocno przedseryjnej, dowiemy się podczas Salonu w Tokio (pod koniec listopada).
Autor: Krzysztof Golec, autoflesz.com
Źródło: Bloomberg, Toyota, Honda
