Technika: wykrywanie samolotów "niewidzialnych" dla radarów - polska myśl nadal w czubie

Radiolokacja jeszcze do niedawna była dumą Sił Powietrznych RP. Co więcej, w Polsce szkoliliśmy specjalistów (oficerów, chorążych i podoficerów) na odpowiedzialnych kierunkach, których rolę pierwszoplanowa "grały" stacje radiolokacyjne. Na początku były to stacje produkowane w b. Związku Radzieckim (wysokościomierze i odległościomierze), a  w latach 80. i 90. ubiegłego wieku zaczęły  wchodzić do eksploatacji polskie stacje radiolokacyjne, głównie produkowane i serwisowane przez podwarszawski RAWAR (obecnie RADWAR SA). Potrafiły wiele, tzn. wykrywać obiekty powietrzne na małych, bardzo małych  i… dużych wysokościach. Niestety nie potrafiły wykryć echa od obiektów typu „stealth” (teoretycznie niewidzialne dla radarów). Do czasu…

 fot. materiały producenta / F-35 Lockeed

Oczywiście dość mocno upraszczamy temat, gdyż specjalistów, inżynierów radiolokacji już się nie szkoli, przynajmniej w takim zakresie, jak w Polsce Ludowej.

Wymagana szczypta historii
Wyższą Szkołę Oficerską Wojsk Radiotechnicznych im. kpt. Sylwestra Bartosika w Jeleniej Górze rozwiązano w 1994 roku (do 1997 opuścił mury ostatni rocznik). Na jej naruszonych fundamentach powstaje Centrum Szkolenia Radioelektronicznego. Nie na długo – do przełomu 2003 /2004 roku.

To był jeden największych błędów ówczesnych  ministrów obrony: Bronisława Komorowskiego (2000-2001) a szczególnie Jerzego Szmajdzińskiego (2001-2005). Szkoła z wielkimi tradycjami, z cenioną kadrą wykładowców, z najlepszą w Europie dyslokacją skonała po cichu, bez fanfar, bezpowrotnie. I co ciekawe, wizytujący  w tym okresie Szkołę min. Szmajdziński na spotkaniu z kadrą i kursantami lektoratu języka angielskiego zapewniał, że WOSR pozostanie. Niestety, miało być dobrze, wyszło jak zwykle!

Wielu specjalistów wykształconych w WOSR trafiło do jednostek bojowych, innych Centrów Szkolenia (np. Chorzów, WAT Warszawa, PIT Warszawa), jak również zasilili szeregi  konstruktorów polskich radarów w ówczesnym RAWARZE (Zielonka k.Warszawy).

Łyk teorii wykrywania obiektów powietrznych
Jak powiedzieliśmy wykrywanie obiektów o małej skutecznej powierzchni odbicia było trudne, ale możliwe np. częściowo metoda pelengu, zaś teoretycznie "niemożliwe" dla supersamolotów SP USA (SR 71 Blackbird, F117 Nighhawk, F-35, F22 czy Northrop B-2 Spirit). Owszem to tylko półprawda, niektóre z tych statków powietrznych to nowinki techniczne ostatnich lat z tzw. PR-owym namaszczenie, pewnie łatwym do zweryfikowania w jeleniogórskiej uczelni. Niestety,  Wyższej Szkoły Wojsk Radiotechnicznej już nie ma - od 1994 roku.
Ponadto praktyka działań wojennych  wykazała, że F117 został namierzony i zestrzelony przez Serbów w konflikcie zbrojnym NATO w b. Jugosławii (1999 rok operacja "Allied Force"), przy wykorzystaniu radarów starszego typu i rakiet S-125 NEWA (prod. radzieckiej).  To prawda, ale wspomnieliśmy, że część kadry, oficerowie, zdolni konstruktorzy trafili do WAT, która przejęła obowiązki szkolenia w tej dziedzinie radiolokacji. Swoją rolę odegrał też Państwowy Instytut Telekomunikacyjny. Ten wątek rozwiniemy z chwilę, chcemy jednak zasygnalizować, że  problem wykrywania samolotów „niewidzialnych” */dla konwencjonalnych radarów w III RP (Justyna, Justyna ML, Daniela, Zofia IV,  Laura, a później NUR 11/12) dość mocno intrygował także naukowców amerykańskich Uniwersytetu Rochester.

*/ obalamy kolejny mit - problem niewidzialnych radarów wykonanych w technologii „stealt” jest umowny. Wystarczy porównać to na kilku stacjach radiolokacyjnych np. zakresu centymetrowego i metrowego (można je namierzyć, gdyż zmniejszona została jedynie ich skuteczna powierzchnia odbicia tzw. echo). Choć samoloty takie wykonano z kompozytów i materiałów kosmicznych (a także kulistych cząstek ferrytu „iron ball”), co więcej,  pokryto specjalnym kamuflażem, to jednak są wykrywalne. Takie stacje posiadają: Rosja, Izrael , Chiny czy Stany Zjednoczone.

Amerykanie dla przykładu skonstruowali najnowsze radary oparte  na wykrywaniu zmian stanu kwantowego fotonów, których strumienie wysyła laser np. helowo-neonowy. To zupełnie inna bajka niż tradycyjna fala elektromagnetyczna generowana w przestrzeń (do samolotu i z powrotem) z wykorzystaniem magnetronu, wzmacniaczy parametrycznych, LFB i amplitronu.

Wróćmy na chwilę do nowej koncepcji, polskich naukowców. Innowacyjny radach zaproponowali polscy naukowcy z PIT-RADWAR SA. Ma  on być pokazany  na Targach Przemysłu Obronnego w Kielcach. Jeśli przejdzie testy może wejść na uzbrojenie Sił Powietrznych  już w 2017 roku.

Jak to działa?
Polski system obrony powietrznej oparty jest na nowoczesnych radarach (nazwa zastrzeżona) przeszukujących polską przestrzeń powietrzną w trzech obszarach:

  • bardzo krótkim (VSHO RAD),
  • krótkim (SHO RAD),
  • i średnim (M RAD).

Tak skonstruowana TARCZA (działa już od kilku lat) wykorzystuje system wstępnego – pasywnego wykrywania celów PET/PCL (Passive Coherent Location i Passive Emitter Tracking). Pierwszy z wymienionych systemów wykrywa promieniowanie statku powietrznego (tego nie można wyeliminować całkowicie, przynajmniej na tę chwilę), drugi wykrywa sygnały pochodzące np. z nawigacji pokładowej, systemów łączności, etc. Każde z takich urządzeń emituje fale elektromagnetyczne (fale nośne L1, L2) wykrywane np. przez satelity GPS. Koherentność obu tych systemów, wzajemne uzupełnianie powoduje "namierzenie" teoretycznie niewidzialnego obiektu.

Warto też pamiętać, że jeszcze w czasach, gdy należeliśmy do Układu Warszawskiego (a także później), przenikanie technologii radzieckiej było dość duże, a technika radiolokacji osiągała wyżyny - nie boimy się powiedzieć - kosmiczne. Do tego zestawu pasowały świetne w tamtym czasie TATRY 148VR z napędem na wszystkie koła, mobilność i nieprzeciętne wyszkolenie załóg. Do tradycji mistrzowskiego rzemiosła należały Zawody Użyteczno-Bojowe (ćwiczenie podczas zakłóceń aktywnych, pasywnych, użycie układów TES i wielu, wielu innych układów PZ, zwijanie i rozwijanie stacji rls i to znacznie poniżej określonego limitu np. 11 min. zamiast 30 min. dla dużej rls). Armia i radiolokacja żyła, dziś odcinamy jedynie kupony od dni chwały. Kto nie wierzy niech przeczyta książkę gen. Normana Schwartzkopfa "Nie trzeba bohatera".

- przeczytaj:

 

redakcja autoflesz.com

Publish modules to the "offcanvas" position.