Ferie dopiero się rozpoczynają, przynajmniej dla kilku województw, w tym dla dzieci z Kujawsko-Pomorskiego. Jak zwykle chcemy zaproponować kilka ciekawostek z Dolnego Śląska, w tym krótki rekonesans w dwóch niezwykle ciekawych miejscach tj. pałacu w Morawie i ruinach pałacu w Sichowie.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Dlaczego?
Niedawno wrzuciliśmy kij w mrowisko, a dokładniej w fascynującą historię – przynajmniej dla eksploratorów – miejsc, gdzie mogły być przechowywane drogocenne dzieła sztuki zrabowane z Wrocławia, Królewca, Warszawy, a nawet Ukrainy. Dziś nie ma twardych dowodów na to, że te najcenniejsze i najbardziej zagadkowe dzieła sztuki (głównie obrazy) były przewiezione przez esesmanów i adiutantów Hansa Franka do Niemiec. Niezależni świadkowie natomiast potwierdzają, że były przewiezione najpierw do pałacu w Sichowie k. Jawora, a później do Pałacu Morawy k. Strzegomia. Na temat obu miejsc, znanych także jako skrytki dr.Grundmanna, pisaliśmy szerzej jakiś czas temu. Dziś chcieliśmy zweryfikować stan obecny, dodać własne hipotezy na tę okoliczność, dodać co nieco na temat historii tych miejsc.
Uważny czytelnik może zapytać, czy są twarde dowody na ukrycie najcenniejszych obrazów, dzieł sztuki czy woluminów w skrytkach Grundmanna? Oficjalnie nie ma, ale już kilku autorów przedstawiło swoje badania w oparciu o dokumenty źródłowe. Część z nich była już badana i opisywana, problem w tym, iż jak dotąd sensacyjnego odkrycia nie dokonano. Tu przypomnijmy historię „złotego pociągu”, o którym pisaliśmy zacznie wcześniej niż to ogłosili Koper i Richter. Moglibyśmy też dodać informacje na temat obiektów „Riese” (OLBRZYM, słynny „Złoty Trójkat”).
I co? Nic. Dziś nadal nie wiadomo, dlaczego Niemcy pośpiesznie budowali sztolnie i kazamaty, a nawet mijanki (stacje mijania się dwóch pociągów) we wnętrzu Gór Sowich. Wszystko opera się na hipotezach, ale jedno trzeba przyznać nazistom i naukowcom pracującym dla nich – mieli genialne plany nowej broni, w tym bomby atomowej, pierwsze samoloty z napędem odrzutowym Me 262, superszybkie Me 163 Komet (chlały paliwo jak ruski sołdat bimber pod Stalingradem), niewidzialny Horten Ho IX czy rakiety V3. Hitler lubił wszystko co duże, zatwierdził również budowę największego działa kolejowego kal. 80 cm Gustav, monstrum o problematycznej przydatności na polu walki (szczególnie pod względem logistycznym) było nie tylko największym na świecie, ale także najdroższym w eksploatacji i obsłudze!
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Mieli też genialnych fizyków, jak Werner Heisenberg (był bliski wybudowania reaktora atomowego). A dlaczego budowali rakiety? Przypomnijmy, iż traktat wersalski zabronił Niemcom rozwoju broni konwencjonalnej, nic zaś nie wspomniano o rakietach.
Dlaczego zatem przegrali wojnę? To temat na inną okazję.
Hans Frank lubił wygodę, dobrą wódkę i dzieła sztuki
Wspomnieliśmy w poprzedniej historii Sichowa i Moraw, że nawet wystraszony szybkim przemarszem Armii Czerwonej gubernator Hans Frank musiał gdzieś mieszkać i pilnować dzieł sztuki jak honoru i niepodległości. Cóż, honoru już nie miał, a III Rzesza waliła się jak domek z kart. Pozostała jedynie żyłka grabieżcy dzieł sztuki i sztuka ocalenia własnego tyłka. Przypomnijmy zatem, że gubernator mieszkał w pałacu w Sichowie, ale ogrom prac związanych z łupami, obecność esesmanów pilnujących transportu, a także obecność frontu zmusiła gubernatora do przeniesienia precjozów, dzieł sztuki, a w szczególności cennych obrazów do pałacu w Morawie. Dlatego o nim słów kilka będzie...
Krótka historia pałacu w Morawie
Pałac w Morawie (niem. Muhrau) lokowano w 1864 r. dzięki rodzinie von Kramsta. Ale to Maria von Kramsta, znana była okolicznym mieszkańcom nie tylko z rodowej posiadłości, ale działalności społecznej i dobroczynnej. Sam pałac - naszym zdaniem - nie robił piorunującego wrażenia (jak Moszna, Kamieniec Ząbkowicki, Czocha czy Książ).
Maria von Kramsta nie urodziła dziedzica, dlatego w 1923 r. część dóbr wraz z pałacem i przyległym parkiem w Morawie odziedziczył (jej dalszy krewny) Hans-Christoph von Wietersheim. To on dodał do swojego nazwiska von Wietersheim-Kramsta. Jego rodzina mieszkała w pałacu do stycznia 1945 r. Dziś trudno powiedzieć dlaczego czerwonoarmiści nie spalili pałacu, choć ograbiono komnaty ze wszystkiego co było cenne i możliwe do rozszabrowania i spieniężenia.
Okres powojenny
Po wojnie, posiadłość należąca do rodziny von Wietersheim-Kramsta, została znacjonalizowana uchwałą Bieruta. Powstało tu państwowe gospodarstwo rolne. Później pokoje pałacowe wykorzystano do powołanej tu szkoły podstawowej. Służba bezpieczeństwa przeprowadzała tu także ćwiczenia OC (obrona cywilna).
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Przełom nastąpił dopiero w 1989 roku, gdy dotychczasowi użytkownicy opuścili posiadłość. Dwa lata później spadkobiercy byłych właścicieli dodali cegiełkę w dzieło pojednania polsko-niemieckiego i ufundowania przedszkola. Zawiązali w tym celu Stowarzyszenie Przedszkolne św. Jadwigi z siedzibą w Baden-Baden i w krótkim czasie pozyskali liczne grono prywatnych darczyńców. Główną fundatorką i prowadzącą to darmowe przedszkole była Melitta Sallai, o której napiszemy ciut więcej. Po przeprowadzeniu niezbędnych prac remontowych przedszkole zostało otwarte w maju 1993 r., a w 2012 roku stowarzyszenie (i darczyńcy) przekazało pieniądze na remont dachu.
Jesienią 1995 r. została zarejestrowana Fundacja św. Jadwigi, której statut objął obie instytucje: przedszkole i dom spotkań polsko-niemieckich. Imię znanej z dobroczynności św. Jadwigi, przybyłej na Śląsk z Andechs w Bawarii, żony księcia Henryka Brodatego i matki Henryka Pobożnego, przypomina jeden z wielu wątków wspólnej, pozytywnej historii sąsiedztwa Polaków i Niemców. /źródło: morawa.org/
Obecnie działa tu wspominane przedszkole, ale restauracja zimą jest zamknięta, a zwiedzanie pałacu niemożliwe. Przyległy do pałacu park z unikalnym drzewostanem i oczkiem wodnym stanowi naturalną oazę ciszy i spokoju. Przyległe do pałacu czworaki wydzierżawiono na działalność gospodarczą.
Ogólnie pałac jest zaniedbany, ale latem nabiera życia i klimatu, możliwe jest wynajęcie pokoi. Ogólnie, gdyby nie ekscytująca tajemnica związana z drogocennymi dziełami sztuki i słynnymi skrytkami dra Grundmanna tylko zapaleńcy i eksploratorzy mogą znaleźć tu materiał do twórczej pracy.
Naszym zdaniem, historia żyjącej córki właścicieli, jest mocno nakręcona. Melitta Sallai, z d. Melitta Wietersheim-Kramsta, jako 17- letnia młoda kobieta mogła widzieć w grudniu 1944 roku w pałacu dzieła Rubensa, Van Dycka czy „Damę z łasiczką” Leonardo da Vinci. Ale to jej matka Maria mogła tylko jej zasugerować takie obcowanie z dziełami mistrzów.
fot. Krzysztof Golec©, autoflesz.com
Co się stało dalej z obrazami słynnych malarzy?
Znacznie więcej powiedziałby przytoczony tu kilkakrotnie dr Günther Grundmann. Niestety, już nie powie. Wiemy jednak, iż arrasy z Wawelu, obrazy Canaletta z Warszawy, tablice ołtarzowe z kościoła Mariackiego w Krakowie czy unikalne monety były przywiezione na ciężarówkach jeszcze w styczniu 1945 r. To on wraz z esesmanami pakował je i przewiózł do biblioteki hrabiego von Schaffgotscha w Cieplicach (obecnie dzielnica Jeleniej Góry). Najprawdopodobniej stamtąd trafiły do posiadłości Hansa Franka w Niemczech. Dziś - najprawdopodobniej - mogą przebywać w strzeżonych sejfach kolekcjonerów na całym świecie.
- przeczytaj koniecznie:
- II wojna światowa: zrabowane obrazy i skarby Dolnego Śląska – fakty i mity
- Tajna broń Hitlera – "niewidzialny" Horten Ho IX
- Tajemnice III Rzeszy - Góry Sowie, "Złoty Trójkąt", projekt "Riese"
redakcja autoflesz.com![]()